20.10.2024, 03:48 ✶
Chciał już powiedzieć, ze tu chodziło o coś innego, że ciasteczka Lizzy działają w inny sposób niż te jej. Nawet już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zmarszczył brwi i w sumie właśnie mu coś uzmysłowiła swoimi słowami.
- CZekaj no chwila, czy to dlatego, jak mnie o coś prosić to masz pod ręką ciasteczka?! - zapytał z udawanym szokiem, był chyba dzisiaj na jakiejś fali wznoszącej jak chodzi o dowcipkowanie, bo sypał nimi jak z rękawa. Choć po prawdzie to tak się akurat szczęśliwie dla niego złożyło. Czy Nora by go pytała z ciasteczkami czy nie o jakaś pomoc to przecież by jej nie odmówił, była jego młodszą siostrą.
Wydał z siebie odgłos głębokiego szoku i złapał się teatralnie za serce po pierwszych słowach Ginny. One go wykończą, ileż można było być śmieszkiem poza kontrolą!
- O nie, nie, nie. Tylko nie per "panie Thomasie", czuje jak mi od tego włosy siwieją! Powiedz, że z moimi włosami wszystko w porządku, Nora błagam! - zwrócił się do siostry, jakby faktycznie obawiał się tego, że siwieje w oczach. Ale nie zdołał utrzymać zbyt długo powagi i zaśmiał się wesoło, rozbawiony własnymi wariactwami. trochę śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a jak szkodziło to znaczyło, że ktoś bardzo źle usiadł na miotle i powinien udać się do Św. Munga.
- Tego nie wiedziałem, wiesz, że w Szkocji znajduje się piękny cmentarz złożony z kurhanów, jeszcze z czasów sprzed inwazji Imperium Rzymskiego na Anglię. Jest z okresu panowania tam Piktów. Brałem udział w jego hmm oczyszczaniu. Mogę ci go kiedyś pokazać, albo podać współrzędne - to drugie dodał mając w pamięci jak im szło wspólne odwiedzenie Kociego Sanktuarium, ale nie chciał brzmieć jakby jej to wyrzucał, zaproszenie nie było na konkretny dzień tylko kiedy znajdzie czas. Także spokojnie czekał, aż znajdzie czas, był cierpliwym człowiekiem.
Zaśmiał się odrzucając głowę do tyłu, ale był to serdeczny śmiech.
- Czy znamy Brennę Longbottom? Chyba pierwsze słyszę, a Ty Nora? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź siostry. - Pamiętasz jak opowiadałem ci o tej czarownicy, która jest dla mnie jak rodzona siostra? To właśnie ona - odpowiedział z szerokim uśmiechem, bo Figgów i Longbottomów łączyło wiele, szczególnie te dwójkę rodzeństw, byli nawet w podobnym wieku, Erik z Thomasem i Nora z Brenną. Co samo w sobie było nieco iroczniczne, bo Figgowie mieli mocne powiązania z kotami, zaś Longbottomowie raczej z psowatymi zwierzakami - to jednak nie było to przeszkodą w ich relacjach.
- Tak a Szczęściarz razem z nimi, czuł się jak król wśród nich - zachichotał na wspomnienie swojego pierwszego kociego towarzysza.
- Stosują pułapki i trutki, żeby pozbywać się myszy, niektórzy uznają je nawet skuteczniejsze niż koty, Bo najedzony kot to leniwy pracownik - pamiętał jak babcia narzekała mu na te trutki, bo ciekawskie koty też potrafiły ich czasami się najeść i wtedy biedak miał bardzo ciężki los. Co do samych zachorowań to nie miał pojęcia, dlatego też nie mógł nic powiedzieć, a jak Thomas nie miał do powiedzenia nic mądrego to milczał - chyba, że mógł rzucić jakimś przezabawnym żartem.
- Ale nie przybiegł żaden, nawet nie słychać było miauknięcia - zauważył z niepokojem p tym, jak na wołanie jego siostry nie było żadnej odpowiedzi. Westchnął czując, że tu jest coś mocno nie tak. Tutaj zawsze znajdował się jakiś wygłodniały kot, choćby nie wiadomo co.
- Radzisz sobie? - zapytał Norę, bo zdecydowanie nie była przygotowana na fakt, że będą eksplorować ruiny w Dolinie.
- Nora, Nora. Patrz, jak myślałaś, że jest ładna, to poczekaj aż zobaczysz... - mówił rozgorączkowany, ewidentnie nie mogąc ukryć poruszenia, bo nawet nie kontrolował co mówi. Nie dokończył jednak, bo akurat wtedy Guinevere zmieniła się w kota. - Jak zmieni się w kota. Patrz jaka cudna! - zachwycił się po raz ponowny widząc ją pod postacią brązowej kotki. Ależ jej zazdrościł tej zdolności, sam chciałby też zmieniać się w kota. A może to był ten czas w życiu, aby zgłębić te sztukę?
- Tylko się nie zgub, nie chciałbym szukać też ciebie - dodał jeszcze w stronę przemienionej McGonagallówny. Nie mówiąc już o tym co zrobiłby mu Cathal, gdyby dowiedział się o okolicznościach jej zniknięcia. Nie mógł jednak przerywać poszukiwania kota, jakiegokolwiek kota w tym momencie, nie musiał to być Miaurycy. Jakikolwiek puchaty kot pomógłby im znaleźć się bliżej prawdy.
- CZekaj no chwila, czy to dlatego, jak mnie o coś prosić to masz pod ręką ciasteczka?! - zapytał z udawanym szokiem, był chyba dzisiaj na jakiejś fali wznoszącej jak chodzi o dowcipkowanie, bo sypał nimi jak z rękawa. Choć po prawdzie to tak się akurat szczęśliwie dla niego złożyło. Czy Nora by go pytała z ciasteczkami czy nie o jakaś pomoc to przecież by jej nie odmówił, była jego młodszą siostrą.
Wydał z siebie odgłos głębokiego szoku i złapał się teatralnie za serce po pierwszych słowach Ginny. One go wykończą, ileż można było być śmieszkiem poza kontrolą!
- O nie, nie, nie. Tylko nie per "panie Thomasie", czuje jak mi od tego włosy siwieją! Powiedz, że z moimi włosami wszystko w porządku, Nora błagam! - zwrócił się do siostry, jakby faktycznie obawiał się tego, że siwieje w oczach. Ale nie zdołał utrzymać zbyt długo powagi i zaśmiał się wesoło, rozbawiony własnymi wariactwami. trochę śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a jak szkodziło to znaczyło, że ktoś bardzo źle usiadł na miotle i powinien udać się do Św. Munga.
- Tego nie wiedziałem, wiesz, że w Szkocji znajduje się piękny cmentarz złożony z kurhanów, jeszcze z czasów sprzed inwazji Imperium Rzymskiego na Anglię. Jest z okresu panowania tam Piktów. Brałem udział w jego hmm oczyszczaniu. Mogę ci go kiedyś pokazać, albo podać współrzędne - to drugie dodał mając w pamięci jak im szło wspólne odwiedzenie Kociego Sanktuarium, ale nie chciał brzmieć jakby jej to wyrzucał, zaproszenie nie było na konkretny dzień tylko kiedy znajdzie czas. Także spokojnie czekał, aż znajdzie czas, był cierpliwym człowiekiem.
Zaśmiał się odrzucając głowę do tyłu, ale był to serdeczny śmiech.
- Czy znamy Brennę Longbottom? Chyba pierwsze słyszę, a Ty Nora? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź siostry. - Pamiętasz jak opowiadałem ci o tej czarownicy, która jest dla mnie jak rodzona siostra? To właśnie ona - odpowiedział z szerokim uśmiechem, bo Figgów i Longbottomów łączyło wiele, szczególnie te dwójkę rodzeństw, byli nawet w podobnym wieku, Erik z Thomasem i Nora z Brenną. Co samo w sobie było nieco iroczniczne, bo Figgowie mieli mocne powiązania z kotami, zaś Longbottomowie raczej z psowatymi zwierzakami - to jednak nie było to przeszkodą w ich relacjach.
- Tak a Szczęściarz razem z nimi, czuł się jak król wśród nich - zachichotał na wspomnienie swojego pierwszego kociego towarzysza.
- Stosują pułapki i trutki, żeby pozbywać się myszy, niektórzy uznają je nawet skuteczniejsze niż koty, Bo najedzony kot to leniwy pracownik - pamiętał jak babcia narzekała mu na te trutki, bo ciekawskie koty też potrafiły ich czasami się najeść i wtedy biedak miał bardzo ciężki los. Co do samych zachorowań to nie miał pojęcia, dlatego też nie mógł nic powiedzieć, a jak Thomas nie miał do powiedzenia nic mądrego to milczał - chyba, że mógł rzucić jakimś przezabawnym żartem.
- Ale nie przybiegł żaden, nawet nie słychać było miauknięcia - zauważył z niepokojem p tym, jak na wołanie jego siostry nie było żadnej odpowiedzi. Westchnął czując, że tu jest coś mocno nie tak. Tutaj zawsze znajdował się jakiś wygłodniały kot, choćby nie wiadomo co.
- Radzisz sobie? - zapytał Norę, bo zdecydowanie nie była przygotowana na fakt, że będą eksplorować ruiny w Dolinie.
- Nora, Nora. Patrz, jak myślałaś, że jest ładna, to poczekaj aż zobaczysz... - mówił rozgorączkowany, ewidentnie nie mogąc ukryć poruszenia, bo nawet nie kontrolował co mówi. Nie dokończył jednak, bo akurat wtedy Guinevere zmieniła się w kota. - Jak zmieni się w kota. Patrz jaka cudna! - zachwycił się po raz ponowny widząc ją pod postacią brązowej kotki. Ależ jej zazdrościł tej zdolności, sam chciałby też zmieniać się w kota. A może to był ten czas w życiu, aby zgłębić te sztukę?
- Tylko się nie zgub, nie chciałbym szukać też ciebie - dodał jeszcze w stronę przemienionej McGonagallówny. Nie mówiąc już o tym co zrobiłby mu Cathal, gdyby dowiedział się o okolicznościach jej zniknięcia. Nie mógł jednak przerywać poszukiwania kota, jakiegokolwiek kota w tym momencie, nie musiał to być Miaurycy. Jakikolwiek puchaty kot pomógłby im znaleźć się bliżej prawdy.