20.01.2023, 00:07 ✶
Kiedy Thomas obrócił się tak, że omal nie wypadł mu papieros z ręki i powiedział, że o mało nie dostał zawału Lucy zmieszała się. Jak zawsze chciała dobrze rozpocząć rozmowę, ale i tym razem jej nie wyszło. – O jejku! - powiedziała do siebie. Wzięła głęboki oddech i próbowała odzyskać równowagę w tej sytuacji.
– P-przepraszam… Nie chciałam cię przestraszyć - próbowała usprawiedliwić swoje zachowanie. Może po prostu mogła obejść Thomasa z drugiej strony, zamiast próbować go klepnąć w plecy. Trudno stało się. I tak po nie udanym przywitaniu Lucy wydawała się zbita z tropu. Thomas zaczął masować się po klatce piersiowej. Lucy nie wiedziała, czy to przez nią wpadł w takie nerwobóle? Na szczęście Brygadzista zaczął mówić dalej.
Lucy żyła w świadomości, że mężczyzna ogólnie ją kojarzy, w końcu chyba przyjaźnił się z Brenną i Erikiem, a do tego pracowali razem. To raczej dla kobiety on był lepiej znany, ponieważ kojarzyła go jako wysokiego, przystojnego chłopaka i do tego gwiazdę szkolnej drużyny quidditcha, ale nigdy nie miała okazji, żeby poznać go lepiej. Poza tym myślała, że na taką szarą myszkę jak ona nikt nie zwróci uwagi. Dlatego Lucy była zaskoczona, gdy na początek po tym przykrym incydencie Thomas powiedział, że miło ją widzieć, a następnie wspomniał ich spotkanie po jednym z wygranych meczów w Hogwarcie. Ona tą sytuację pamiętała jak dzisiaj. Znaczyło to, że mężczyzna wiedział kim ona jest. Na tą myśl Lucy ucieszyła się trochę w duchu i starała się gdzieś odnaleźć swój życzliwy uśmiech.
Następnie Thomas przeszedł do konkretu związanego ze sprawą, którą miał do niego Erik
– Tak… Wszystko ci wyjaśnię - powiedziała Lucy, ale do tego musieli już znaleźć jakieś inne miejsce rozmowy. Chociaż kobieta nie czuła nic złego, kiedy Thomas wspomniał o swoim mieszkaniu, to jednak pomyślała, że mogłaby tam czuć się nieswojo sam na sam w jego towarzystwie. Dlatego lepszym pomysłem wydała jej się mugolska kawiarnia. Przytaknęła głową na rzucenie zaklęcia zagłuszającego.
– Dobrze, ruszajmy - powiedziała. Lucy opatuliła się bardziej w swój płaszcz i poprawiła szalik, ponieważ panująca w Londynie o tej porze roku pogoda była nieprzyjemna. Po jakimś czasie znaleźli lokal, który wydawał się być odpowiedni. Kobieta stanęła przy pustym stoliku, patrząc pytająco, czy może być. Pomyślała, że może Thomas nie ma nic przeciwko i postanowiła usiąść. Zamówiła kawę, żeby rozbudzić się trochę po całym dniu.
– Rzucisz zaklęcie? - Zapytała szeptem, pochylając się przy tym w stronę Thomasa. Miała na myśli zaklęcie zagłuszające, o którym mężczyzna wspomniał wcześniej.
Teraz chciała już przejść do konkretów. Brygadzista słusznie mógł przypuszczać, że w rozmowie może chodzić o Voldemorta oraz że Erik chciał mu powierzyć jakąś misję. Lucy rozejrzała się jeszcze raz i drugi, czy aby na pewno nikt nie będzie ich podsłuchiwał, chociaż w tym niemagicznym miejscu i tak nikt by nie wiedział o co chodzi. Lucy była czarodziejką półkrwi, dlatego cała sprawa osobiście dotyczyła jej i osób dla niej ważnych. Nie wiedziała jakie pochodzenie ma Thomas, wahała się, ale wolała o to nie pytać. Może kiedyś poznają się lepiej? Jako członek Zakonu miała tu służbowy obowiązek. Myślała, jak to wszystko najlepiej zacząć, żeby rozmowa była konkretna, ale gdy widziała jak dla niego jest to nerwowa sytuacja spróbowała rozpocząć delikatniej, jeśli było to tylko możliwe.
– Jak się czujesz z tym wszystkim ostatnio? Po tym manifeście… Voldemorta? - Musiała sprecyzować swoje pytanie. Zanim Thomas odpowie Lucy jeszcze chciała powiedzieć
– Ja też jestem czarodziejem półkrwi, więc mnie i moją rodzinę ta sprawa też dotyczy osobiście. - Mężczyzna procował w BUM, więc też na pewno wiedział co się ostatnio dzieje. Lucy spuściła wzrok i potem znów spojrzała na Thomasa, czekając czy coś jej odpowie.
– P-przepraszam… Nie chciałam cię przestraszyć - próbowała usprawiedliwić swoje zachowanie. Może po prostu mogła obejść Thomasa z drugiej strony, zamiast próbować go klepnąć w plecy. Trudno stało się. I tak po nie udanym przywitaniu Lucy wydawała się zbita z tropu. Thomas zaczął masować się po klatce piersiowej. Lucy nie wiedziała, czy to przez nią wpadł w takie nerwobóle? Na szczęście Brygadzista zaczął mówić dalej.
Lucy żyła w świadomości, że mężczyzna ogólnie ją kojarzy, w końcu chyba przyjaźnił się z Brenną i Erikiem, a do tego pracowali razem. To raczej dla kobiety on był lepiej znany, ponieważ kojarzyła go jako wysokiego, przystojnego chłopaka i do tego gwiazdę szkolnej drużyny quidditcha, ale nigdy nie miała okazji, żeby poznać go lepiej. Poza tym myślała, że na taką szarą myszkę jak ona nikt nie zwróci uwagi. Dlatego Lucy była zaskoczona, gdy na początek po tym przykrym incydencie Thomas powiedział, że miło ją widzieć, a następnie wspomniał ich spotkanie po jednym z wygranych meczów w Hogwarcie. Ona tą sytuację pamiętała jak dzisiaj. Znaczyło to, że mężczyzna wiedział kim ona jest. Na tą myśl Lucy ucieszyła się trochę w duchu i starała się gdzieś odnaleźć swój życzliwy uśmiech.
Następnie Thomas przeszedł do konkretu związanego ze sprawą, którą miał do niego Erik
– Tak… Wszystko ci wyjaśnię - powiedziała Lucy, ale do tego musieli już znaleźć jakieś inne miejsce rozmowy. Chociaż kobieta nie czuła nic złego, kiedy Thomas wspomniał o swoim mieszkaniu, to jednak pomyślała, że mogłaby tam czuć się nieswojo sam na sam w jego towarzystwie. Dlatego lepszym pomysłem wydała jej się mugolska kawiarnia. Przytaknęła głową na rzucenie zaklęcia zagłuszającego.
– Dobrze, ruszajmy - powiedziała. Lucy opatuliła się bardziej w swój płaszcz i poprawiła szalik, ponieważ panująca w Londynie o tej porze roku pogoda była nieprzyjemna. Po jakimś czasie znaleźli lokal, który wydawał się być odpowiedni. Kobieta stanęła przy pustym stoliku, patrząc pytająco, czy może być. Pomyślała, że może Thomas nie ma nic przeciwko i postanowiła usiąść. Zamówiła kawę, żeby rozbudzić się trochę po całym dniu.
– Rzucisz zaklęcie? - Zapytała szeptem, pochylając się przy tym w stronę Thomasa. Miała na myśli zaklęcie zagłuszające, o którym mężczyzna wspomniał wcześniej.
Teraz chciała już przejść do konkretów. Brygadzista słusznie mógł przypuszczać, że w rozmowie może chodzić o Voldemorta oraz że Erik chciał mu powierzyć jakąś misję. Lucy rozejrzała się jeszcze raz i drugi, czy aby na pewno nikt nie będzie ich podsłuchiwał, chociaż w tym niemagicznym miejscu i tak nikt by nie wiedział o co chodzi. Lucy była czarodziejką półkrwi, dlatego cała sprawa osobiście dotyczyła jej i osób dla niej ważnych. Nie wiedziała jakie pochodzenie ma Thomas, wahała się, ale wolała o to nie pytać. Może kiedyś poznają się lepiej? Jako członek Zakonu miała tu służbowy obowiązek. Myślała, jak to wszystko najlepiej zacząć, żeby rozmowa była konkretna, ale gdy widziała jak dla niego jest to nerwowa sytuacja spróbowała rozpocząć delikatniej, jeśli było to tylko możliwe.
– Jak się czujesz z tym wszystkim ostatnio? Po tym manifeście… Voldemorta? - Musiała sprecyzować swoje pytanie. Zanim Thomas odpowie Lucy jeszcze chciała powiedzieć
– Ja też jestem czarodziejem półkrwi, więc mnie i moją rodzinę ta sprawa też dotyczy osobiście. - Mężczyzna procował w BUM, więc też na pewno wiedział co się ostatnio dzieje. Lucy spuściła wzrok i potem znów spojrzała na Thomasa, czekając czy coś jej odpowie.