20.10.2024, 13:21 ✶
Jonathan nie pośpieszał Lorien w namyśle, stojąc wciąż dość blisko drzwi z jedynie łagodnym uśmiechem, który mógł zgasić w każdej chwili, gdyby sytuacja wymagała większej powagi. Uśmiechem, który jednak się trochę rozszerzył, gdy czarownica przystała na jego propozycję. Prawdę mówiąc nie do końca wiedział, co mogło poprawić humor Lorien i wyrwać ją z tego sennego dymu, w którym zdawała się teraz przebywać. Hm... Przyjrzał się jej prostej szacie. Może suknia na pogrzeb powinna być inspirowana greckimi kapłankami i mieć wbudowane okrycie głowy? Bo w Lorien było od zawsze coś takiego, co mogłoby uczynić ją świetną inspiracją do klasycznych posągów bogiń.
– Oh, moja droga, w życiu nie śmiałbym namawiać cię na zakupy jedynie po to, by twoja kreacja wpasowywała się wyłącznie w gusta twojego zmarłego męża – Nie ważne czy zmarły był gdzieś tam świadomy w Limbo swojego własnego pogrzebu, czy też nie. – Bardziej wolałbym, aby cieszyła ona twoje oko, gdy spojrzysz na siebie w lustrze.
Potem jednak uniósł pytająco brew do góry, gdy usłyszał, że Lorien nie miała pojęcia, czy nawet pojawi się na pogrzebie.
– W takim razie może znajdziemy coś, co będziesz mogła nosić nie tylko na tak ponure uroczystości? – zasugerował wciąż pogodnym tonem głosu, ale i jednak nieco spokojniejszym i poważniejszym, niż w typowym rozmowach, bezwiednie dopasowując się do rytmu smętnej muzyki, która po chwili ucichła i chyba mimo wszystko nagle zrobiło się trochę lepiej. Na tyle lepiej, że gdy Jonathan usłyszał jej kolejne słowa, nie mógł się npowstrzymać by nie zaśmiać się cicho i nie podejść bliżej Lorien.
– Oh, osobiście wolę kolekcjonować inne skandale i plotki, ale być oskarżonym o bycie twoim kochankiem to niczym zostać oskarżonym o romans z samą Herą, więc chyba bym to przeżył. Chociaż nie jestem pewny, co by powiedział na to nasz drogi Anthony, bo już coś dzisiaj słyszałem, że znalazłaś pocieszenie w jego ramionach, a tak poza tym, to nie mogę ci obiecać, czy przypadkiem niektórzy nie sądzą, że biorę ślub. – Nie miał pojęcia, czy matka Charlotte rzeczywiście uwierzyła w tę historię, którą przedstawili jej na ślubie Blacków i czy raczyła pochwalić się nią z resztą koleżanek, ale zawsze istniało takie prawdopodobieństwo. Było to dość zabawne. Tu być może za bardzo pocieszał pewną wdowę, tam być może planował wesele, a on tymczasem od niemal połowy sierpnia codziennie pomagał sobie nasennymi kadzidełkami, aby nie myśleć o konsekwencjach jego wampirzego romansu. Na całe szczęście o tym plotek nie będzie.
– Rozumiem więc, że będzie zbyt skandalicznym, jeśli teraz zaprowadzę panią pod ramię do wyjścia, a potem salonu Rosierów na umówioną wizytę?
– Oh, moja droga, w życiu nie śmiałbym namawiać cię na zakupy jedynie po to, by twoja kreacja wpasowywała się wyłącznie w gusta twojego zmarłego męża – Nie ważne czy zmarły był gdzieś tam świadomy w Limbo swojego własnego pogrzebu, czy też nie. – Bardziej wolałbym, aby cieszyła ona twoje oko, gdy spojrzysz na siebie w lustrze.
Potem jednak uniósł pytająco brew do góry, gdy usłyszał, że Lorien nie miała pojęcia, czy nawet pojawi się na pogrzebie.
– W takim razie może znajdziemy coś, co będziesz mogła nosić nie tylko na tak ponure uroczystości? – zasugerował wciąż pogodnym tonem głosu, ale i jednak nieco spokojniejszym i poważniejszym, niż w typowym rozmowach, bezwiednie dopasowując się do rytmu smętnej muzyki, która po chwili ucichła i chyba mimo wszystko nagle zrobiło się trochę lepiej. Na tyle lepiej, że gdy Jonathan usłyszał jej kolejne słowa, nie mógł się npowstrzymać by nie zaśmiać się cicho i nie podejść bliżej Lorien.
– Oh, osobiście wolę kolekcjonować inne skandale i plotki, ale być oskarżonym o bycie twoim kochankiem to niczym zostać oskarżonym o romans z samą Herą, więc chyba bym to przeżył. Chociaż nie jestem pewny, co by powiedział na to nasz drogi Anthony, bo już coś dzisiaj słyszałem, że znalazłaś pocieszenie w jego ramionach, a tak poza tym, to nie mogę ci obiecać, czy przypadkiem niektórzy nie sądzą, że biorę ślub. – Nie miał pojęcia, czy matka Charlotte rzeczywiście uwierzyła w tę historię, którą przedstawili jej na ślubie Blacków i czy raczyła pochwalić się nią z resztą koleżanek, ale zawsze istniało takie prawdopodobieństwo. Było to dość zabawne. Tu być może za bardzo pocieszał pewną wdowę, tam być może planował wesele, a on tymczasem od niemal połowy sierpnia codziennie pomagał sobie nasennymi kadzidełkami, aby nie myśleć o konsekwencjach jego wampirzego romansu. Na całe szczęście o tym plotek nie będzie.
– Rozumiem więc, że będzie zbyt skandalicznym, jeśli teraz zaprowadzę panią pod ramię do wyjścia, a potem salonu Rosierów na umówioną wizytę?