20.10.2024, 15:19 ✶
– Ja też nie, ale pamiętam, że niektórzy grali z tym w cykora, na zasadzie „na pewno tego nie wypijesz”… – powiedziała Brenna, a po ustach przemknął jej blady uśmiech na to wspomnienie. – Brzmi jak dokładnie coś, co robią młodzi ludzie – stwierdziła na jego opowieść. Mogłoby się wydawać, że ta nie pasuje do Poważnego Uzdrowiciela Basiliusa, ale Poważny Uzdrowiciel Basilius był ewidentnie tylko jedną z paru twarzy Basiliusa Prewetta.
Zamknęła menu i odsunęła je – jedną ręką. Nic dziwnego, że kelnerka od razu zakładała, że są parą, skoro wkroczyli do środka trzymając się za rączki i nie puszczali ani na moment. I nie mieli puścić, tak w zależności od tego, jak szybko puści eliksir, przez najbliższą godzinę minimum, najbliższe trzy godziny maksimum – a przynajmniej Brenna liczyła, że ich specjalista się nie omylił. Bo ją samą sytuacja denerwowała dużo mniej niż Prewetta, ale jednak bycie sklejonym dłużej skomplikowałoby im obojgu życie. Bardzo skomplikowało.
– Basilius, pracuję w BUM. Dostaję tam… no pewnie takich ludzi do przesłuchiwania i ze zgłoszeniami, jacy czasem zdarzają ci się w szpitalu. Nawet nie zbliżyłeś się do linii „ciężki do zniesienia” – zapewniła go, zerkając na uzdrowiciela, chociaż teraz miała trochę poważniejszą minę. Prewettowi zdarzało się być marudnym, dziś może ciut bardziej niż zwykle, ale zważywszy na tę nagłą „smoczą ospę”, to trudno się dziwić. – Jeśli chcesz o tym pogadać, to spoko, jeżeli nie… napijemy się herbaty. A jak nasi ulubieńcy naruszą zasady kwarantanny, a jestem pewna, że to zrobią, napiszę ci list w ramach pocieszenia – dodała już weselej, a potem uśmiechnęła się w niemym podziękowaniu do kelnerki. W końcu chciała dobrze, prawda?
Przysunęła sobie ciastko bez narzekania. Nie odmawia się takich słodyczy, jak ktoś ich nie chce, niezależnie od ich kształtu.
Zamknęła menu i odsunęła je – jedną ręką. Nic dziwnego, że kelnerka od razu zakładała, że są parą, skoro wkroczyli do środka trzymając się za rączki i nie puszczali ani na moment. I nie mieli puścić, tak w zależności od tego, jak szybko puści eliksir, przez najbliższą godzinę minimum, najbliższe trzy godziny maksimum – a przynajmniej Brenna liczyła, że ich specjalista się nie omylił. Bo ją samą sytuacja denerwowała dużo mniej niż Prewetta, ale jednak bycie sklejonym dłużej skomplikowałoby im obojgu życie. Bardzo skomplikowało.
– Basilius, pracuję w BUM. Dostaję tam… no pewnie takich ludzi do przesłuchiwania i ze zgłoszeniami, jacy czasem zdarzają ci się w szpitalu. Nawet nie zbliżyłeś się do linii „ciężki do zniesienia” – zapewniła go, zerkając na uzdrowiciela, chociaż teraz miała trochę poważniejszą minę. Prewettowi zdarzało się być marudnym, dziś może ciut bardziej niż zwykle, ale zważywszy na tę nagłą „smoczą ospę”, to trudno się dziwić. – Jeśli chcesz o tym pogadać, to spoko, jeżeli nie… napijemy się herbaty. A jak nasi ulubieńcy naruszą zasady kwarantanny, a jestem pewna, że to zrobią, napiszę ci list w ramach pocieszenia – dodała już weselej, a potem uśmiechnęła się w niemym podziękowaniu do kelnerki. W końcu chciała dobrze, prawda?
Przysunęła sobie ciastko bez narzekania. Nie odmawia się takich słodyczy, jak ktoś ich nie chce, niezależnie od ich kształtu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.