20.10.2024, 19:08 ✶
– Naprawdę? – oczy Mabel rozbłysły, bo na wszystkie Matki i Merliny, jakże fajnie by było móc zmieniać się w jakieś zwierzątko. – Mogłabym latać? Albo też być niedźwiedziem?
Niestety nie dowiedziała się, jak pan Sam, lub właśnie nie pan Sam, chciał, aby na niego mówiła, ani co miał z tym wspólnego fakt, że znali się od dawna, bo mama powiedziała właśnie... Bardzo ciekawą rzecz, tak że Mabel w pierwszej chwili była pewna, że się przesłyszała.
Mama zrobiła co?
Mama porwała kogo?
Mama i wujek porwali jakieś inne dziecko?
I było ono właśnie u babci???
Młoda Figg zamrugała kilka razy bardzo nie rozumiejąc co się właśnie działo i bardzo, ale to bardzo pożałowała, że pan Sam nagle wyszedł, bo miała dziwne wrażenie, że on też tego nie do końca rozumiał, a jednak miłej było nie rozumieć czegoś w dwójkę.
Mama i wujek porwali jakieś dziecko.
Kiedy była w tłumie ludzi, mocniej trzymała rękę dorosłych, tak aby nie zgubiła się, lub nikt jej właśnie nie zabrał. Od małego była uczona, aby nie iść nigdy za obcymi, aby nigdy nie ufać, gdy ktoś przedstawiał się jako przyjaciel mamy, lub oferował słodycze. Kiedyś w przedszkolu opowiadali sobie straszne historie, które im się przytrafiły. Mabel nie miała żadnej takiej historii, więc wymyśliła własną o tym, że jej wujka Morpheusa porwali kiedyś źli czarnoksiężnicy i zanurzyli w kociołku z magicznym wywarem i dlatego teraz był nieco dziwny, chociaż kochany, miał te swoje wizje i nie mógł jeść drożdzówek, ale w sumie potem było jej głupio, zwłaszcza, że naprawdę nastraszyła kilka dzieci, bo porwania były czymś strasznym. Czymś złym. Czymś na co należało uważać. Czymś co było ścigane przez takie osoby, jak ciocia Brenna i wujek Erik. Czemu więc mama i wujek zrobiliby coś takiego? Były dobre rodzaje porwań? Musiały być, bo przecież oni nigdy nie zrobiliby nic złego.
– Karl... – zawołała kota nieco niepewnym głosem. – Chyba chętnie tego posłuchasz.
Niestety nie dowiedziała się, jak pan Sam, lub właśnie nie pan Sam, chciał, aby na niego mówiła, ani co miał z tym wspólnego fakt, że znali się od dawna, bo mama powiedziała właśnie... Bardzo ciekawą rzecz, tak że Mabel w pierwszej chwili była pewna, że się przesłyszała.
Mama zrobiła co?
Mama porwała kogo?
Mama i wujek porwali jakieś inne dziecko?
I było ono właśnie u babci???
Młoda Figg zamrugała kilka razy bardzo nie rozumiejąc co się właśnie działo i bardzo, ale to bardzo pożałowała, że pan Sam nagle wyszedł, bo miała dziwne wrażenie, że on też tego nie do końca rozumiał, a jednak miłej było nie rozumieć czegoś w dwójkę.
Mama i wujek porwali jakieś dziecko.
Kiedy była w tłumie ludzi, mocniej trzymała rękę dorosłych, tak aby nie zgubiła się, lub nikt jej właśnie nie zabrał. Od małego była uczona, aby nie iść nigdy za obcymi, aby nigdy nie ufać, gdy ktoś przedstawiał się jako przyjaciel mamy, lub oferował słodycze. Kiedyś w przedszkolu opowiadali sobie straszne historie, które im się przytrafiły. Mabel nie miała żadnej takiej historii, więc wymyśliła własną o tym, że jej wujka Morpheusa porwali kiedyś źli czarnoksiężnicy i zanurzyli w kociołku z magicznym wywarem i dlatego teraz był nieco dziwny, chociaż kochany, miał te swoje wizje i nie mógł jeść drożdzówek, ale w sumie potem było jej głupio, zwłaszcza, że naprawdę nastraszyła kilka dzieci, bo porwania były czymś strasznym. Czymś złym. Czymś na co należało uważać. Czymś co było ścigane przez takie osoby, jak ciocia Brenna i wujek Erik. Czemu więc mama i wujek zrobiliby coś takiego? Były dobre rodzaje porwań? Musiały być, bo przecież oni nigdy nie zrobiliby nic złego.
– Karl... – zawołała kota nieco niepewnym głosem. – Chyba chętnie tego posłuchasz.