20.10.2024, 21:39 ✶
Nic się nie stało.
Charles musiał pamiętać, że nic się nie stało. To, do czego doszło, było ich tajemnicą, miłym głupstwem zrobionym po alkoholu. Mulciber rozumiał, że może nie było to błąd, ale z pewnością nic, co Rodolphus chciałby powtórzyć. Ale jak miał powstrzymać własne serce, które wyrywało się z klatki piersiowej na sam widok jego... landlorda?
Winowajca całego zamieszania stał na parapecie, tam, gdzie Rolph go zostawił. Wyglądał z grubsza identycznie jak wtedy, gdy Charlie się wprowadzał, sztywne liście sterczały ku niebu, a mimo to coś było nie tak, i to nie tylko zapach.
- Umarł? - Zdziwił się Charlie, którego nos zdążył przyzwyczaić się do przykrej woni. - Dlaczego? Jeszcze czuć? - Zmartwił się, zerkając znów w stronę kwiatka. - Chciałem go podratować i kupiłem specjalną mieszankę smoczego łajna i wydalin kuguchara… nie miałem pojęcia, że to będzie taki smród. - Przyznał się od razu. - Chyba jest przeznaczone do używania pod otwartym niebem. W każdym razie. - Chrząknął, by wrócić do równowagi. Nie mógł skupiać się za długo na nawozie. - Skrzaty próbowały osuszyć korzenie, ale boję się, że są już uszkodzone przez nadmierną wilgoć. Korzenie, nie skrzaty.
Kwiatek nie miał nic przeciwko oględzinom. Zdradzał chorobę ciemniejszymi plamami przy ziemi, jakby liście zbyt przesiąkły wodą, lecz było to wszystko. Charlie westchnął.
- Wiesz, co z tym zrobić? Może moglibyśmy wziąć zdrową odnóżkę, a resztę wyrzucić?
Charles musiał pamiętać, że nic się nie stało. To, do czego doszło, było ich tajemnicą, miłym głupstwem zrobionym po alkoholu. Mulciber rozumiał, że może nie było to błąd, ale z pewnością nic, co Rodolphus chciałby powtórzyć. Ale jak miał powstrzymać własne serce, które wyrywało się z klatki piersiowej na sam widok jego... landlorda?
Winowajca całego zamieszania stał na parapecie, tam, gdzie Rolph go zostawił. Wyglądał z grubsza identycznie jak wtedy, gdy Charlie się wprowadzał, sztywne liście sterczały ku niebu, a mimo to coś było nie tak, i to nie tylko zapach.
- Umarł? - Zdziwił się Charlie, którego nos zdążył przyzwyczaić się do przykrej woni. - Dlaczego? Jeszcze czuć? - Zmartwił się, zerkając znów w stronę kwiatka. - Chciałem go podratować i kupiłem specjalną mieszankę smoczego łajna i wydalin kuguchara… nie miałem pojęcia, że to będzie taki smród. - Przyznał się od razu. - Chyba jest przeznaczone do używania pod otwartym niebem. W każdym razie. - Chrząknął, by wrócić do równowagi. Nie mógł skupiać się za długo na nawozie. - Skrzaty próbowały osuszyć korzenie, ale boję się, że są już uszkodzone przez nadmierną wilgoć. Korzenie, nie skrzaty.
Kwiatek nie miał nic przeciwko oględzinom. Zdradzał chorobę ciemniejszymi plamami przy ziemi, jakby liście zbyt przesiąkły wodą, lecz było to wszystko. Charlie westchnął.
- Wiesz, co z tym zrobić? Może moglibyśmy wziąć zdrową odnóżkę, a resztę wyrzucić?