20.10.2024, 22:01 ✶
Charles otarł usta chusteczką, po czy odłożył ją obok talerza, sygnalizując skończenie posiłku. Nie tylko Scylla dziwiła się miejscu, bo i Charlie nie bywał w takich restauracjach, lecz on miał na tyle dużo samozaparcia, by nie rozglądać się jak po muzeum. Dodatkowo jego oczy zajęte były patrzeniem głównie na Scyllę.
- Tak, nie spieszcie się. - Potwierdził słowa Scylli, choć nie miał pojęcia, że nie była to uprzejma prośba, a kolejna z jej wizji. Na wspomnienie o wróżeniu z oczu, Charlie nie mógł się nie uśmiechnąć, sam nachylił się lekko. - I co w nich wyczytałaś? - Dopytał, nie ciągnął jednak tematu za bardzo, zdając sobie sprawę z obecności Lyssy. Mogła poczuć się niezręcznie. - Wróżenie z krwi? To ciekawe. Rozumiem, że wróżący potrzebuje do tego krwi wróżonego? - Stworzył słowo na podobieństwo innych, nie orientując się, że może nie być poprawne. - Ciekawe, ale niezbyt... bezpieczne. Okruszki są lepsze! Widzisz, Scyllo? To bardzo trafny odczyt! - Zaśmiał się opuszczając na chwilę wzrok na pozostałości po ciastku.
Charles miał głowę pełną pomysłów, niektóre były błyskotliwe, lecz większość zdecydowanie niemądrych. Kiedy jednak dostał rachunek, pierwszą myślą było wzięcie go na siebie, i tak też zrobił. Podniósł etui, spojrzał na kwotę, postarał się nie zemdleć, gdy krew nagle uderzyła do głowy z szoku, jaki wywołała liczba napisana na rachunku. Nie chciał dać po sobie poznać jakiejkolwiek niezręczności, gdy sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, gdzie zwykle trzymał portfel.
Portfela nie było na jego miejscu. Charlie sprawdził jeszcze inne kieszenie, nawet te w spodniach, gdy zdał sobie sprawę, że przedmiot ciążył mu wcześniej tego dnia i przeszkadzał, dlatego schował go do szuflady w gabinecie pani Dolohovej i... tam go zostawił.
- Chyba zostawiłem portfel w pracy. - Poinformował. Emocje narastały. To nie był jego szczęśliwy dzień, gdy miał najeść się wstydu przed obiema kobietami!
- Tak, nie spieszcie się. - Potwierdził słowa Scylli, choć nie miał pojęcia, że nie była to uprzejma prośba, a kolejna z jej wizji. Na wspomnienie o wróżeniu z oczu, Charlie nie mógł się nie uśmiechnąć, sam nachylił się lekko. - I co w nich wyczytałaś? - Dopytał, nie ciągnął jednak tematu za bardzo, zdając sobie sprawę z obecności Lyssy. Mogła poczuć się niezręcznie. - Wróżenie z krwi? To ciekawe. Rozumiem, że wróżący potrzebuje do tego krwi wróżonego? - Stworzył słowo na podobieństwo innych, nie orientując się, że może nie być poprawne. - Ciekawe, ale niezbyt... bezpieczne. Okruszki są lepsze! Widzisz, Scyllo? To bardzo trafny odczyt! - Zaśmiał się opuszczając na chwilę wzrok na pozostałości po ciastku.
Charles miał głowę pełną pomysłów, niektóre były błyskotliwe, lecz większość zdecydowanie niemądrych. Kiedy jednak dostał rachunek, pierwszą myślą było wzięcie go na siebie, i tak też zrobił. Podniósł etui, spojrzał na kwotę, postarał się nie zemdleć, gdy krew nagle uderzyła do głowy z szoku, jaki wywołała liczba napisana na rachunku. Nie chciał dać po sobie poznać jakiejkolwiek niezręczności, gdy sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, gdzie zwykle trzymał portfel.
Portfela nie było na jego miejscu. Charlie sprawdził jeszcze inne kieszenie, nawet te w spodniach, gdy zdał sobie sprawę, że przedmiot ciążył mu wcześniej tego dnia i przeszkadzał, dlatego schował go do szuflady w gabinecie pani Dolohovej i... tam go zostawił.
- Chyba zostawiłem portfel w pracy. - Poinformował. Emocje narastały. To nie był jego szczęśliwy dzień, gdy miał najeść się wstydu przed obiema kobietami!