Nie skomentowała słów Ambroisa na temat tego, że zachowuje się jak niepoczytalna, chociaż zacisnęła dłonie z irytacji, okropnie ją wkurzał, zastanawiała się, czy faktycznie dobrze zrobiła, że zaangażowała go w sprawę, bo niepotrzebnie ją rozpraszał, z drugiej strony może nadarzy się idealna okazja do wyładowania tej całej złości, która zaczęła się w niej gromadzić, tak musiała szukać pozytywów. Skrzywiła się jeszcze tylko, kiedy wspomniał o tym, że nie napastuje zajętych kobiet, do czego on właściwie zmierzał? Nie skomentowała tego, bo nie miała zamiaru wchodzić z nim w żadne dyskusje, szczególnie przy osobach, które nie powinny słuchać ich kłótni.
Przeżywała w swoim życiu zdecydowanie gorsze urazy od tego nacięcia dłoni. To nie było nic wielkiego. Zacisnęła jedynie zęby, gdy Thomas dotknął jej skóry sztyletem, był ostry niewiele więc trzeba było do tego, aby przeciął ciało i zaczęła się z niego sączyć szkarłatna krew. To nic takiego... Z fascynacją przyglądała się temu, jak malował jej posoką symbole na czołach wszystkich, którzy mieli wejść do jaskini. Przekazała Thomasowi jeszcze lusterko, aby i sobie mógł namalować odpowiedni symbol, a później schowała je do swojej wsiąkiewki.
Nie zamierzała protestować przeciwko temu, żeby Ambroise uleczył jej dłoń. Nie był to może szczególnie groźny uraz, jednak musiała być w pełni sił. Taka pierdoła mogłaby ją rozproszyć, a to nie mogło się wydarzyć podczas tego starcia. Powinna być w jak najlepszej formie.
Wyciągnęła więc dłoń, bez słowa w stronę Greengrassa i pozwoliła ją sobie uleczyć. Wiele razy to robili, często był jej wsparciem medycznym podczas najróżniejszych urazów. To nie było nic nowego, wiedziała, że może mu zaufać jeśli o to chodzi, tak właściwie to czy chciała, czy nie, mogła mu też ufać w wielu innych sytuacjach. Wiedziała, że łączy ich silna więź i kiedy był obok niej to mogła wykrzesać z siebie zdecydowanie więcej. Wiele razy miała szansę się o tym przekonać. Sporo razem przeżyli. - Mhm. - Mruknęła jeszcze, kiedy skończył opatrywać jej rękę.
Mrok ogarnął okolicę, słońce zniknęło za horyzontem, deszcz padał coraz mocniej. Nie mogli stać przed tą jaskinią, był to odpowiedni czas, aby wejść do środka. Miała świadomość, że był to dosyć kontrowersyjny pomysł, ale tak się składa, że nie wpadła na nic innego. Chciała się wreszcie pozbyć problemu, nie sądziła, że nadarzy się kolejna okazja.
Puściła Crowa przodem i sama weszła tuż za nim do wnętrza jaskini. Nie odzywała się praktycznie słowem. Podążała przed siebie z różdżką uniesioną przed sobą, oświetlała drogę, bo w grocie było dosyć ciemno.
Przy okazji nasłuchiwała i dokładnie przyglądała się okolicy. Próbowała wyłapać jak najwięcej szczegółów.
Unosiła stopę nieco wyżej za każdym razem, gdy pojawiały się przed nią korzenie. Zaczęło jej towarzyszyć też dziwne uczucie, jakby znała to miejsce. Nie była jednak pewna skąd, nie do końca potrafiła połączyć fakty, ale wydawało jej się, że już tu kiedyś była, zresztą to samo przyszło do niej, kiedy znajdowali się na górze. To nie był jej pierwszy raz w tym miejscu, a przynajmniej to jej podpowiadała podświadomość.
Przejechała językiem po ustach, nie miała pojęcia dlaczego praktycznie mogła na nich poczuć smak swojej ofiary, właściwie jakiej ofiary. Zatrzymała się na krótką chwilę, aby uspokoić myśli. Nie wiedziała, co się z nią dzieje.
Czuła jednak, że jest blisko, że niedługo go dorwie. Może faktycznie tak się miało stać?
Zatrzymała się, kiedy doszli do rozwidlenia, wtedy też usłyszała kobiecy krzyk, który rozległ się po wnętrzu jaskini, skupiła się mocno, aby ustalić jego źródło, z której strony dochodził dźwięk? Próbowała to określić.
Slaby sukces...
Sukces!
Sukces!
Korzystam z kości wiedzy na wiedzę o przyrodzie. Geraldine jest łowcą magicznych stworzeń, ma doświadczenie w polowaniu, jest w stanie określić skąd niesie się dźwięk. Do tego dorzucam rzuty na percepcję, żeby zobaczyć ile faktycznie do niej dociera i jak bardzo wyraźnie słyszy ten krzyk, chce określić w którą stronę mają iść na rozwidleniu.