20.10.2024, 23:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2024, 23:15 przez Jonathan Selwyn.)
Anthony i Jonathan byli niczym różne kolory na palecie malarza i w przenośni i dosłownie, bo przecież to nie tak, że Selwyn nigdy nie widział aury przyjaciela I doskonale wiedział, że nie była ona tej samej barwy, co jego własna. Jednak obrazy miały to do siebie, że zwykły być arcydziełami, dopiero wtedy gdy na białym płótnie kolory mieszały się ze sobą tworząc barwny krajobraz. Podobnie aury... Aury nigdy nie otaczały człowieka jednym kolorem, komponując się przecież z przebłyskami odcieni zmiennych emocji i chociaż nie było czegoś takiego, jak wspólna aura dla dwóch osób, tak lubił sobie myśleć, że gdyby ich przyjaźń miała aurę, to byłaby ona piękną mieszanka różnych barw, wykazującą nie tylko doskonale uzupełniające się przeciwieństwa, ale też i podobieństwa, bo to nie tak, że nic ich nie łączyło.
Wiedział, że Anthony sam z siebie nie szukałby kotów w Dolinie Godryka. Wiedział jednak też, że poprawi mu to humor, bo nie ważne ile by się nie uśmiechał i gadał, to naprawdę martwił się o przyjaciela.
– Hm, tamci sąsiedzi są czarodziejami, więc tak to dobry pomysł, tak rozważałem to, szukamy wiec kogoś że zgniłą aurą i pewnie podrapaniami, bo pewnie któryś z kotów musiał tę osobę zadrapać – zaczął, kierując swojego kroki w stronę domu sąsiadów, wskazanego im przez właścicielkę Makbeta. – Oh, to jest genialny pomysł. Jak szybko damy radę rozganizować buteleczki wina? Możemy skoczyć po nie razem, gdy już porozmawiamy z tamtymi sąsiadami co widzieli kota, skoro i tak chcemy ich wspomnienia. Alkohol może też niektórym rozwiązać język, chociaż boję się, że dzieje się tutaj coś magicznego. Sam nie wiem, którą opcję bym wolał. Czy aby to ktoś po prostu łapał te koty, czy aby to jednak był jakiś efekt uboczny Beltane, bo jednak ludzie potrafią być gorsi, niż dziwna magia i... Anthony! – Selwyn nagle zatrzymał się, stanął przed przyjacielem i teatralnie złapał się za serce. – Czyżby wyczuwał w twoim tonie pewną pobłażliwość dla zaginionego Makbeta? To poważna sprawa Tony, jego biedna właścicielka straciła przyjaciela! A gdybym to ja tak zaginął?
Wiedział, że Anthony sam z siebie nie szukałby kotów w Dolinie Godryka. Wiedział jednak też, że poprawi mu to humor, bo nie ważne ile by się nie uśmiechał i gadał, to naprawdę martwił się o przyjaciela.
– Hm, tamci sąsiedzi są czarodziejami, więc tak to dobry pomysł, tak rozważałem to, szukamy wiec kogoś że zgniłą aurą i pewnie podrapaniami, bo pewnie któryś z kotów musiał tę osobę zadrapać – zaczął, kierując swojego kroki w stronę domu sąsiadów, wskazanego im przez właścicielkę Makbeta. – Oh, to jest genialny pomysł. Jak szybko damy radę rozganizować buteleczki wina? Możemy skoczyć po nie razem, gdy już porozmawiamy z tamtymi sąsiadami co widzieli kota, skoro i tak chcemy ich wspomnienia. Alkohol może też niektórym rozwiązać język, chociaż boję się, że dzieje się tutaj coś magicznego. Sam nie wiem, którą opcję bym wolał. Czy aby to ktoś po prostu łapał te koty, czy aby to jednak był jakiś efekt uboczny Beltane, bo jednak ludzie potrafią być gorsi, niż dziwna magia i... Anthony! – Selwyn nagle zatrzymał się, stanął przed przyjacielem i teatralnie złapał się za serce. – Czyżby wyczuwał w twoim tonie pewną pobłażliwość dla zaginionego Makbeta? To poważna sprawa Tony, jego biedna właścicielka straciła przyjaciela! A gdybym to ja tak zaginął?