Cóż, mieli szansę się od siebie sporo nauczyć. Yaxleyówna dzięki niemu zaczęła opisywać swoje eliksiry, to była ta pierwsza porada z której skorzystała, chociaż próbowała mu udowodnić, że nie ma czasu na takie pierdoły. Wręcz przeciwnie, bardzo szybko wprowadziła to w życie i doceniła skuteczność tej niepozornej metody. Nigdy więcej nie wylądowała w Mungu z powodu przeterminowanego eliksiru.
Miała w sobie jakieś resztki rozwagi, bo mimo tego, że bardzo chciała to zrobić, to jednak powstrzymała się przed tym, aby zbliżyć swoje usta do jego. Czasem potrafiła panować nad swoimi zmysłami, nie zdarzało się to zbyt często, szczególnie w jego towarzystwie, ale nie mogła pozwalać na to, aby ją rozpraszał podczas takich sytuacji. W sumie, może i mogła? Przecież nigdzie się nie spieszyli, nic ich nie nagliło... Mieli dużo czasu aby faktycznie zacząć polowanie, nie. Bardzo szybko oddaliła od siebie te myśli. Zdecydowanie będzie lepiej, jeśli najpierw zajmą się tym, po co się tutaj znaleźli, dzięki czemu dosyć szybko będą mogli przejść do tej przyjemniejszej części dnia. To była całkiem niezła motywacja.
- Nie uważam tego za winę, bardziej za zasługę? - Wolała się upewnić, że może spojrzeć na to w ten sposób. Nie widziała nic złego w tym, że nie mógł trzymać rąk przy sobie, cieszyła się wręcz, że potrafiła w ten sposób na niego działać, zresztą odczuwała do niego bliźniacze emocje. Gdy znajdował się blisko nie potrafiła się skupić, najchętniej zatracałaby się cały czas, co nie zdarzało jej się wcześniej. Z nikim nie czuła takiej silnej więzi, zresztą miała wrażenie, że jest coraz mocniejsza z każdym mijającym dniem.
- Nie, nie, nie, nigdzie cię nie zwodzę. - To już było za nimi. Teraz znajdowali się w zupełnie innym miejscu, które bardzo się jej podobało. Czy tego chciał, czy nie - nie zamierzała zmieniać swojego postępowania, szczególnie, że widziała, że przynosi oczekiwane efekty.
Yaxleyówna zdecydowanie lepiej czuła się w głuszy, niż na salonach. To nie tak, że tam całkowicie się nie odnajdywała, ale lasy były jej naturalnym środowiskiem. To było jej miejsce na ziemi. Las w którym się dzisiaj znaleźli był jednym z tych, w którym uczyła się polować. Spędziła tu sporą część dzieciństwa. Jej ojciec zabierał ją w to miejsce, kiedy zaczynała swoją przygodę z polowaniem. Nie zapominało się takich rzeczy. Nie musiała więc jakoś szczególnie skupiać się na zapamiętywaniu drogi, tak, czy siak wiedziała, jak się stąd wydostać. Oczywiście nie wspominała o tym, bo nie chciała się przechwalać. Tak właściwie to większość lasów na Wyspach nie była jej obca. Szczególnie, że ostatnio stawiała raczej na lokalne zlecenia. Od kiedy była z Ambroisem unikała dalszych wypraw, wiedziała, że prędzej, czy później będzie musiała na trochę wyjechać gdzieś dalej, jednak oddalała to w czasie. Póki co nie potrafiłaby go zostawić na dłużej, wolała nawet o tym nie myśleć. Spędzali ze sobą praktycznie wszystkie wieczory, no, poza tymi podczas których miał te swoje nocne dyżury, a już ta jego krótka nieobecność sprawiała jej dyskomfort. Nie chciała doprowadzać do dłuższej rozłąki, na pewno nie teraz, kiedy wszystko im się układało.
Kiedyś szukała chwilowych rozwiązań, nie chciała się do nikogo przywiązywać. Nigdy nie zakładałaby, że stabilizacja da jej tyle radości. Nie spodziewała się, że może być osobą, która odnajdzie się w takim życiu. Zapewne nie byłoby tak, gdyby Ambroise był całkiem normalny - już przecież ustalili, że ani jedno, ani drugie nie jest typowym osobnikiem, których pełno wśród czystokrwistych. Mieli swoje przyzwyczajenia, utarte ścieżki, którymi podążali. Nie oczekiwali jednak od siebie tego, że z tego zrezygnują, bardziej starali się dopasować to co zaczęli tworzyć do istniejącej rzeczywistości i w sumie całkiem nieźle im to wychodziło. Czerpała z tego ogromną satysfakcję, właściwie to czuła, że nieco zmienił się jej sposób patrzenia na świat, już nie myślała tylko o sobie, bardziej kiedy zastanawiała się nad przyszłością to myślała o nich.
Odnajdywała się w tym wszystkim, czuła, że to jest droga, którą chce podążać. Zdecydowanie nie chciałaby wracać do tego, co miała kiedyś. Aktualnie uważała, że nie było tam nic wartościowego. Nie chciała takiego życia, wolała układać sobie to nowe, lepsze z nim.
Odpowiadało jej to, że przy nim mogła być po prostu sobą. Nie musiała się powstrzymywać, myśleć o tym, co mówiła, czy zastanawiać się nad tym, że coś nie przystoi. Ambroise akceptował ją taką jaka była, to naprawdę wiele dla niej znaczyło. Nie musiała przesadnie skupiać się nad tym, żeby nie zrobić czegoś nie tak. Wiedziała, że brakuje jej typowej dla dziewcząt delikatności, jej język też czasem kąsał trochę za bardzo, ale on nie miał z tym problemu, był właściwie jedyną osobą, która potrafiła jej w tym dorównać.
- Nie, to nie jest dobry pomysł. Jeszcze zrobisz się zazdrosny. - Posłała mu przy tym uśmiech, oczy jej błyszczały. Pamiętała, że był moment, kiedy nieporadnie próbowała mu sugerować, że coś do niego czuje, a on chyba nie do końca rozumiał o co jej chodzi. Wtedy było to nieco niezręczne. Teraz zdecydowanie nie musiał się martwić o nikogo, nawet o samego siebie. Geraldine nie była w stanie spojrzeć na nikogo innego. Ambroise stał się jej centrum wszechświata, to wokół niego chciała krążyć, nie myślała, że kiedykolwiek byłaby w stanie zainteresować się kimś innym. To nie było możliwe, bo nie sądziła, żeby w ogóle istniał ktoś, kto mógłby mu dorównać, on był idealny, idealny dla niej i to było dla niej najważniejsze.
- No nie, nie żartuję, wiesz, że ja je tylko zabijam. - Dodała wzruszając przy tym ramionami. Nie była specjalistką jeśli chodzi o wykorzystywanie tego, co upolowała. Ona likwidowała to, co wchodziło jej w drogę, lub to, co ludzie jej zlecali. Nie do końca ogarniała co i na ile może się im przydać. Reakcja Ambroisa uświadomiła jej, że ta akromantula to był całkiem dobry pomysł. - Czyli dobrze, że tutaj trafiliśmy. - Skoro miała się przydać do zajebiście wielu rzeczy, to faktycznie cieszyła się, że go ze sobą tutaj zabrała i razem mogli skorzystać z okazji.
- To jesteśmy dogadani. - Nie zamierzała aktualnie zgłębiać tematu, bo bała się, że jeszcze pokusi się o zbliżenie się do niego, szczególnie, że dostrzegła ten charakterystyczny błysk w oczach mężczyzny, bardzo szybko odwróciła wzrok, aby nie prowokować sytuacji, do których nie powinni teraz doprowadzać. Jutro. To był bardzo dobry, a przy okazji bliski termin.
Pomysł wydawał się jej być również nie najgorszy, wiele razy zdarzało jej się nocować w lasach, mogliby sobie stworzyć tutaj chwilowe gniazdko i uciec od codzienności, nie żeby jej ona przeszkadzała, bo bardzo lubiła swoją aktualną codzienność, jednak kiedy mówił o tym, jak o pożegnaniu lata, to wydawało jej się to warte realizacji. Zresztą obiecała mu wtedy, że zabierze go do lasu, żeby nadrobić to na co nie mogli sobie pozwolić podczas Lithy. Tak, byliby tu zupełnie sami, nikt by im nie przeszkadzał, blisko natury, to był naprawdę wyśmienity pomysł.
- Hmm, kurde, nie do końca tego się spodziewałam. - Wolała być z nim szczera. Myślała, że przyjdzie im raczej walczyć z czymś, co stworzyła natura, a to trochę zmieniało postać rzeczy. Nie była specjalistką od czarnej magii, to nie była jej działka, ale nie wystraszyło jej to zbyt mocno. Yaxleyówna nie należała do osób, i których łatwo było wzbudzić lęk, kierowała się zasadą, że wszystko co żyje można zabić, zresztą nawet jeśli nie żyło to też się dało to zabić po raz drugi. Tak.
- Chuj tam, zabijemy ją i tak. - Powiedziała całkiem lekko.
Miała przygotowaną kusze i bełt do strzału, rozglądała się uważnie, jednak póki co nic nie widziała, tyle, że miała wrażenie, że coś się do nich zbliża, a przynajmniej o tym świadczyły gałęzie znajdujące się kilka metrów przed nimi, tylko normalne akromantule były widoczne, czyżby faktycznie to była jakaś popierdolona hybryda?