21.10.2024, 07:52 ✶
Brenna przystanęła na słowa Morpheusa, obracając się ku niemu, z kłamstwem na krańcu języka – musiałam po coś się wrócić, nie przejmuj się. Nie była podróżnikiem w czasie, ale naczytała się dość książek, by wiedzieć, że jeżeli zmieni za wiele, może zniszczyć przyszłość, z której tu skoczyła. Kolejne słowa Longbottoma sprawiły jednak, że zmilkła. Wysłuchała, co miał do powiedzenia, a potem wsunęła dłoń do kieszeni, pokazując chusteczkę, wypełnioną złocistym piaskiem.
– Nie jest twój – uspokoiła, bo mogła wyobrazić sobie, jak bardzo byłby zły, gdyby zniszczyła coś, co było częścią jego codziennej egzystencji. Sama nie pozwoliła, aby żal za wszystkimi możliwościami, jakie mógł dać jej zmieniacz czasu, zyskał do niej dostęp: jeżeli zamieniała go na życie Tessy, a wspomnienie o niej z ust Morpheusa mogło na to wskazywać, to była to wymiana i tak bardzo nierówna. Bo Tessa była warta więcej. Brenna powinna chyba się bać o nią, ale w tej chwili czuła głównie dziwny chłód i determinację, mieszającą się ze zmęczeniem, które dotyczyło bardziej umysłu niż ciała. Może przez to wrażenie nierealności, gdy była tutaj i jednocześnie tam, poza domem. Gdy wiedziała, co ma się stać – i wiedziała, że Morpheus ma rację. Nie wolno jej było pewnych rzeczy zmienić, nawet jeżeli miała na to ochotę.
– Trzy dni.
Nie wyjaśniała nic więcej, wiedząc, że wuj łatwo domyśli się, że to ta podróż rozbiła zmieniacz. Trzy dni, gdy ograniczeniem w przypadku zmieniaczy Slughornów była doba. Nad tym, czy mówić coś więcej, wahała się zaledwie przez mgnienie: miała nie pokazywać się i ogólnie rzecz biorąc uważać. Ale najwyraźniej wuj i tak albo spojrzał w przyszłość i coś zobaczył, albo skoczył w przeszłość, i sam sobie zostawił wskazówkę.
– Nie wiem, co mają z tym wspólnego Figgowie, ale muszę znaleźć Tessę – powiedziała, chowając chusteczkę z powrotem do kieszeni. Wolała oddać krewnym te szczątki niż by uznali, że zgubiła zmieniacz. Przesunęła spojrzeniem po kartce w rękach wuja, nie umiała jednak czytać run, dla niej były to jedynie niezrozumiałe znaki. – Inaczej umrze.
Nie był to wesoły komunikat, coś, co powinno się rzucać tak beztrosko o poranku, ale Morpheus oglądał już płonącą Dolinę Godryka, własną śmierć i widywał rożne rzeczy w mroku Departamentu Tajemnic.
– Nie martw się, nie widziałam ciała. Znikła.
Gdyby zobaczyła ciało, powstrzymując to, prawdopodobnie nie miałaby dokąd wracać. A może to ona by znikła?
Nie żeby to mogło powstrzymać Brennę. Pewnie i tak by spróbowała. Ostrzeżenie od Morpheusa dla Morpheusa nie było bezpodstawne.
Nie musiała jednak szukać długo czy nawet iść do domu Tessy. Ktoś był w kuchni - i zamierzała przejść obok pomieszczenia bez słowa, bo wolała nie zaczepiać domowników, ale kątem oka dostrzegła postać przy zlewie i zamarła.
W poprzedniej linii czasu musiały się minąć.
- Ciociu? - spytała. Zerknęła na Morpheusa, a potem weszła do kuchni, lustrując Tessę spojrzeniem.
Ucieczka nic nie da, ostrzegał Morpheus Morpheusa. Wiedeń chyba nie mógł załatwić problemu.
– Nie jest twój – uspokoiła, bo mogła wyobrazić sobie, jak bardzo byłby zły, gdyby zniszczyła coś, co było częścią jego codziennej egzystencji. Sama nie pozwoliła, aby żal za wszystkimi możliwościami, jakie mógł dać jej zmieniacz czasu, zyskał do niej dostęp: jeżeli zamieniała go na życie Tessy, a wspomnienie o niej z ust Morpheusa mogło na to wskazywać, to była to wymiana i tak bardzo nierówna. Bo Tessa była warta więcej. Brenna powinna chyba się bać o nią, ale w tej chwili czuła głównie dziwny chłód i determinację, mieszającą się ze zmęczeniem, które dotyczyło bardziej umysłu niż ciała. Może przez to wrażenie nierealności, gdy była tutaj i jednocześnie tam, poza domem. Gdy wiedziała, co ma się stać – i wiedziała, że Morpheus ma rację. Nie wolno jej było pewnych rzeczy zmienić, nawet jeżeli miała na to ochotę.
– Trzy dni.
Nie wyjaśniała nic więcej, wiedząc, że wuj łatwo domyśli się, że to ta podróż rozbiła zmieniacz. Trzy dni, gdy ograniczeniem w przypadku zmieniaczy Slughornów była doba. Nad tym, czy mówić coś więcej, wahała się zaledwie przez mgnienie: miała nie pokazywać się i ogólnie rzecz biorąc uważać. Ale najwyraźniej wuj i tak albo spojrzał w przyszłość i coś zobaczył, albo skoczył w przeszłość, i sam sobie zostawił wskazówkę.
– Nie wiem, co mają z tym wspólnego Figgowie, ale muszę znaleźć Tessę – powiedziała, chowając chusteczkę z powrotem do kieszeni. Wolała oddać krewnym te szczątki niż by uznali, że zgubiła zmieniacz. Przesunęła spojrzeniem po kartce w rękach wuja, nie umiała jednak czytać run, dla niej były to jedynie niezrozumiałe znaki. – Inaczej umrze.
Nie był to wesoły komunikat, coś, co powinno się rzucać tak beztrosko o poranku, ale Morpheus oglądał już płonącą Dolinę Godryka, własną śmierć i widywał rożne rzeczy w mroku Departamentu Tajemnic.
– Nie martw się, nie widziałam ciała. Znikła.
Gdyby zobaczyła ciało, powstrzymując to, prawdopodobnie nie miałaby dokąd wracać. A może to ona by znikła?
Nie żeby to mogło powstrzymać Brennę. Pewnie i tak by spróbowała. Ostrzeżenie od Morpheusa dla Morpheusa nie było bezpodstawne.
Nie musiała jednak szukać długo czy nawet iść do domu Tessy. Ktoś był w kuchni - i zamierzała przejść obok pomieszczenia bez słowa, bo wolała nie zaczepiać domowników, ale kątem oka dostrzegła postać przy zlewie i zamarła.
W poprzedniej linii czasu musiały się minąć.
- Ciociu? - spytała. Zerknęła na Morpheusa, a potem weszła do kuchni, lustrując Tessę spojrzeniem.
Ucieczka nic nie da, ostrzegał Morpheus Morpheusa. Wiedeń chyba nie mógł załatwić problemu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.