21.10.2024, 11:26 ✶
Dostrzegła fakt, że jej gest nie spotkał się z aprobatą pani Burke. Ale czy to było ważne? Nie, raczej nie. Obdarzyła kobietę przyjemnym uśmiechem, podobnie jak jej męża. Nie zamierzała ich celowo prowokować, chociaż nie mogła powiedzieć, że niezadowolenie pani Burke nie sprawiło jej przyjemności. Pożegnała Oleandra skinieniem głowy, niech idzie. Nie chciała go dłużej zatrzymywać - raczej bezczelnie wykorzystać do tego, by pozbyć się swojego zimnego towarzystwa. Jej wzrok mimowolnie zaczął krążyć po ludziach w poszukiwaniu Lorraine, lecz kolejne słowa małżeństwa sprawiły, że powróciła spojrzeniem do pary.
- Nie mogę się zgodzić ani zaprzeczyć, panie Burke. Jak pan wie, uczęszczałam do Akademii Beauxbatons. Oprócz nauki magii, jak w Hogwarcie, u nas kładzie się ogromny nacisk na sztukę w różnej formie. Mogę uważać się za szczęściarę, akademia otworzyła przede mną wiele drzwi do artystycznego świata - to oraz nazwisko, nie mogła zaprzeczyć, ale zdecydowała się nie dodawać tego na głos. - Nie było mi dane jeszcze nic spróbować poza winem. Jest wyborne, trzeba przyznać że Muza ma doskonały gust.
Rzuciła miękko, obdarzając małżeństwo uśmiechem. Nagle jednak światła przygasły, a Camille rozejrzała się, ściągając brwi. Coś tu było nie tak i czuła to wyraźnie, pod skórą. Wszystkie włoski na jej ciele zjeżyły się ostrzegawczo.
- Proszę mi wybaczyć, pójdę poszukać mojego towarzysza - powiedziała przepraszającym tonem, kłamiąc jak z nut. Widziała, że bańka ochronna pękła. Poszła znaleźć ustronne miejsce, by teleportować się z przyjęcia, nie chcąc spotkać hrabiego na swojej drodze. To był głupi pomysł, by przychodzić tu samej.
Postać opuszcza sesję