21.10.2024, 11:51 ✶
Charlotte na słowa córki uniosła głowę, by spojrzeć prosto w twarz zjawy, wykrzywioną w nieładnym grymasie.
– Bu? – spytała, kiedy duch przypatrywał się jej po prostu, nic nie robiąc. Światła zamigotały ponownie, a ku gardłu Kelly wyciągnęła się widmowa ręka: Charlotte odchyliła się odruchowo w tył, czując jak temperatura obniża się coraz bardziej. Szron osiadł na parapecie, z którego kobieta zdążyła jeszcze zgarnąć przywołane przez siebie przedmioty.
– Masz rację. Chyba nie chcą wpuścić nas do środka… – powiedziała, przechylając głowę na bok, z takim zaintrygowaniem, gdy obserwowała zjawę poruszającą się w środku. Zadrżała mimowolnie, nie ze strachu, a z chłodu: wyglądało na to, że gdyby weszły do posiadłości, mogłyby zamarznąć. Być może to dlatego domostwo nie zostało obrabowane. Duchy nie wpuszczały nikogo do środka – lub pozbywały się tych nieszczęśników, którzy i tak przestąpili próg. - …ale chyba same nie mogą wyjść na zewnątrz, hmmm – mruknęła, obserwując jak duch cofa się i rozpływa w niebycie. Nie mogły? Nie chciały? Były przywiązane do miejsca? Trauma psychiczna? Ktoś rozstawił pieczecie, które miały uwięzić je w środku? Może jakaś klątwa? Charlotte zacmokała z odrobiną niezadowolenia, bo to trochę utrudniało plany.
Ale było też intrygujące.
– Proponuję przeprowadzenie egzorcyzmów, uwięzienie ducha w przedmiocie, i wtedy spróbuję z nim porozumieć. Jeżeli to nie podziała, postaram się przywołać byty, które mogą pojawić się tutaj dzięki tym fantom – oświadczyła Kelly, unosząc zniszczoną książkę. Była dość ohydna, ale Charlotte nie z takimi rzeczami miewała do czynienia w Departamencie Tajemnic. – Świeczki są w koszyku – dodała, wycofując się. Niby pytała o zdanie, i pewnie posłuchałaby nawet, co Rita ma do powiedzenia, gdyby ta miała inny pomysł, ale brzmiało to bardziej jak stwierdzanie faktów – chyba Kelly tak przywykła, że córka robi to, czego życzy sobie matka, że nie spodziewała się po prostu protestu.
– Bu? – spytała, kiedy duch przypatrywał się jej po prostu, nic nie robiąc. Światła zamigotały ponownie, a ku gardłu Kelly wyciągnęła się widmowa ręka: Charlotte odchyliła się odruchowo w tył, czując jak temperatura obniża się coraz bardziej. Szron osiadł na parapecie, z którego kobieta zdążyła jeszcze zgarnąć przywołane przez siebie przedmioty.
– Masz rację. Chyba nie chcą wpuścić nas do środka… – powiedziała, przechylając głowę na bok, z takim zaintrygowaniem, gdy obserwowała zjawę poruszającą się w środku. Zadrżała mimowolnie, nie ze strachu, a z chłodu: wyglądało na to, że gdyby weszły do posiadłości, mogłyby zamarznąć. Być może to dlatego domostwo nie zostało obrabowane. Duchy nie wpuszczały nikogo do środka – lub pozbywały się tych nieszczęśników, którzy i tak przestąpili próg. - …ale chyba same nie mogą wyjść na zewnątrz, hmmm – mruknęła, obserwując jak duch cofa się i rozpływa w niebycie. Nie mogły? Nie chciały? Były przywiązane do miejsca? Trauma psychiczna? Ktoś rozstawił pieczecie, które miały uwięzić je w środku? Może jakaś klątwa? Charlotte zacmokała z odrobiną niezadowolenia, bo to trochę utrudniało plany.
Ale było też intrygujące.
– Proponuję przeprowadzenie egzorcyzmów, uwięzienie ducha w przedmiocie, i wtedy spróbuję z nim porozumieć. Jeżeli to nie podziała, postaram się przywołać byty, które mogą pojawić się tutaj dzięki tym fantom – oświadczyła Kelly, unosząc zniszczoną książkę. Była dość ohydna, ale Charlotte nie z takimi rzeczami miewała do czynienia w Departamencie Tajemnic. – Świeczki są w koszyku – dodała, wycofując się. Niby pytała o zdanie, i pewnie posłuchałaby nawet, co Rita ma do powiedzenia, gdyby ta miała inny pomysł, ale brzmiało to bardziej jak stwierdzanie faktów – chyba Kelly tak przywykła, że córka robi to, czego życzy sobie matka, że nie spodziewała się po prostu protestu.