21.10.2024, 15:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2024, 17:49 przez Brenna Longbottom.)
– Nie wierzę – stwierdziła Brenna bez wahania. – Gdyby naprawdę chciała go zepchnąć z wieży astronomicznej, to by z niej zleciał.
A tak naprawdę, to przecież Eden nie ryzykowałaby, że ktoś ją za coś takiego wyrzuci ze szkoły, przez co nie zda OWUTEmów i nie dostanie pracy w Ministerstwie. Ewentualnie wybrałaby mugolaka – z wypchnięcia takiego ojciec by ją wybronił, jeżeli jednak szło o najstarszego syna Bulstrodów… to mógł już być problem.
– Chciałeś powiedzieć, że Chester to absolutny buc, który nie potrafi nawet ogarnąć prostych rozkazów i po zrażeniu do siebie wszystkich obecnych na zebraniu, idzie donieść na nieobecnych kolegów, żeby ich też do siebie zrazić? – spytała. Brenna lubiła większość ludzi, ale gdy już zaczynała kogoś nie lubić, to na całego. A Rookwood na zebraniu… już pomijając to jak odnosił się do Thomasa, to dał się też jej poznać jako idiota. Po raz, nie łapał, że stoi jeden przeciwko wszystkim i że lepiej byłoby trochę udawać, dwa, nie zrozumiał bardzo prostych rozkazów, które nie czyniły go dowódcą.
Słowa o matce rzuciła w sumie względem Yaxleya, bo gdy Atreus rozmawiał z Ministrą, ona biegała na linii Burke – Fortynbras – francuski, wampirzy hrabia. I nie miała szansy wyłapać tego morza komplementów, jakim ją zarzucał, bo może wtedy by jednak ten żarto pociągnęła i faktycznie skończyła w jeziorze…
– Chodzi o… bardziej stałe emocje? – Co nieco o aurach wiedziała, bo w końcu wychowywała się pod jednym dachem z aurowidzką. Brenna nauczyła się w pewnych momentach unikać Danielle, a to, że ogółem poza momentami, gdy naprawdę wiele się działo, panowała nad emocjami całkiem nieźle, było chyba w dużej mierze zasługą właśnie tego. – Albo że lubi te opowieści, w których to kobieta wysuwa się na pierwszy plan, przyćmiewa mężczyzn i nie istnieje tylko po to, by ją kochali – stwierdziła z pewnym zastanowieniem, bo trzeba było przyznać, że zupełnie nie spodziewała się tego po Eugenii. Morgana była siostrą Artura, potężną czarodziejką, i zatrzęsła podstawami jego imperium. Była też tą osobą, która w legendach najwięcej miała twarzy: raz bratu wroga, raz przyjazna, czasem zły charakter, czasem skrzywdzona przez los osoba, tu doprowadzająca do upadku króla, tu zabierająca go do Avalonu… A Szeherezada? Kogo w jej baśni interesował okrutny sułtan, którego oczarowała piękna córka wezyra? – Rozumiem, że mówisz o ministrze, tfu, pięknej Tytanii? – spytała, uśmiechając się figlarnie, zanim na moment zerknęła ku ciemnej sylwetce zamku. – Czasem ciągle tęsknię za Hogwartem. I nie, absolutnie się nie nudzę. Jakbym nie czekała na moment, w którym pękną niebiosa i nie obserwowała w mroku francuskich wampirów gadających po cichu z brygadzistami, też bym się nie nudziła. To miły wieczór. Towarzystwo też niczego sobie i nie mówię o wampirach.
A tak naprawdę, to przecież Eden nie ryzykowałaby, że ktoś ją za coś takiego wyrzuci ze szkoły, przez co nie zda OWUTEmów i nie dostanie pracy w Ministerstwie. Ewentualnie wybrałaby mugolaka – z wypchnięcia takiego ojciec by ją wybronił, jeżeli jednak szło o najstarszego syna Bulstrodów… to mógł już być problem.
– Chciałeś powiedzieć, że Chester to absolutny buc, który nie potrafi nawet ogarnąć prostych rozkazów i po zrażeniu do siebie wszystkich obecnych na zebraniu, idzie donieść na nieobecnych kolegów, żeby ich też do siebie zrazić? – spytała. Brenna lubiła większość ludzi, ale gdy już zaczynała kogoś nie lubić, to na całego. A Rookwood na zebraniu… już pomijając to jak odnosił się do Thomasa, to dał się też jej poznać jako idiota. Po raz, nie łapał, że stoi jeden przeciwko wszystkim i że lepiej byłoby trochę udawać, dwa, nie zrozumiał bardzo prostych rozkazów, które nie czyniły go dowódcą.
Słowa o matce rzuciła w sumie względem Yaxleya, bo gdy Atreus rozmawiał z Ministrą, ona biegała na linii Burke – Fortynbras – francuski, wampirzy hrabia. I nie miała szansy wyłapać tego morza komplementów, jakim ją zarzucał, bo może wtedy by jednak ten żarto pociągnęła i faktycznie skończyła w jeziorze…
– Chodzi o… bardziej stałe emocje? – Co nieco o aurach wiedziała, bo w końcu wychowywała się pod jednym dachem z aurowidzką. Brenna nauczyła się w pewnych momentach unikać Danielle, a to, że ogółem poza momentami, gdy naprawdę wiele się działo, panowała nad emocjami całkiem nieźle, było chyba w dużej mierze zasługą właśnie tego. – Albo że lubi te opowieści, w których to kobieta wysuwa się na pierwszy plan, przyćmiewa mężczyzn i nie istnieje tylko po to, by ją kochali – stwierdziła z pewnym zastanowieniem, bo trzeba było przyznać, że zupełnie nie spodziewała się tego po Eugenii. Morgana była siostrą Artura, potężną czarodziejką, i zatrzęsła podstawami jego imperium. Była też tą osobą, która w legendach najwięcej miała twarzy: raz bratu wroga, raz przyjazna, czasem zły charakter, czasem skrzywdzona przez los osoba, tu doprowadzająca do upadku króla, tu zabierająca go do Avalonu… A Szeherezada? Kogo w jej baśni interesował okrutny sułtan, którego oczarowała piękna córka wezyra? – Rozumiem, że mówisz o ministrze, tfu, pięknej Tytanii? – spytała, uśmiechając się figlarnie, zanim na moment zerknęła ku ciemnej sylwetce zamku. – Czasem ciągle tęsknię za Hogwartem. I nie, absolutnie się nie nudzę. Jakbym nie czekała na moment, w którym pękną niebiosa i nie obserwowała w mroku francuskich wampirów gadających po cichu z brygadzistami, też bym się nie nudziła. To miły wieczór. Towarzystwo też niczego sobie i nie mówię o wampirach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.