21.10.2024, 15:55 ✶
Wystawiony przez Geraldine na przód, faktycznie poszedł przodem i nawet nie zaprotestował - zachowywał się jak ktoś, kto łatwo przyjmuje dany mu los, ktoś kompletnie nijaki, w rzeczywistości oprócz wyuzdanych scenek w jego głowie kiełkowały opinie na temat absolutnie każdej, nawet najmniejszej rzeczy, jaka działa się wokół. Fleamont należał do osób wyjątkowo skłonnych do krytykowania innych i wytykania im nawet najmniejszych błędów - robił to też teraz, jednocześnie niekoniecznie kwapił się, by te błędy w jakikolwiek sposób te błędy skorygować. No bo to wymagałoby od niego podjęcia interakcji, bycia słuchanym przez trzy osoby i wystawienia się na odpowiedzi mogące mu się nie spodobać. Łatka milczącego, odstręczającego dziwaka była łatwa w utrzymaniu i pozwalała schować się nawet tym ciemnym i niewygodnym myślom.
- Weźcie się przeliżcie, zanim tam wejdziemy - odburknął jedynie, bo przecież to napięcie seksualne zaraz go rozsadzi. Jeżeli korytarz będzie zbyt ciasny, Geraldine może być zbyt ciężko rozłożyć nogi.
Kiedy Thomas zwrócił jej dziwacznie uwagę, mężczyzna na początku nie zrozumiał w ogóle, o co mu chodzi. Dopiero kiedy umoczone w krwi palce dotknęły jego czoła i wyrysowały na nim coś tam (na tym etapie spodziewał się krwistego penisa - bo z pewnością ktoś robił sobie tutaj jaja), odchrząknął i kopnął go w kostkę. Oczywiście tak, żeby nie wyrządzić mu krzywdy. Porozumiewanie się werbalne przychodziło mu z trudem. Porozumiewanie się niewerbalne było najgorszym z możliwych koszmarów - poruszył niby oczami pomiędzy sobą i Geraline, pokręcił głową, ale o co mu chodziło - domyśl się. Do pełnego obrazu tej sceny brakowało jedynie szpilek i czerwonej szminki, ale akurat zostawił je w aucie... Mimo tego w jego spojrzeniu faktycznie było coś dziewczęcego, szczególnie w geście odgarnięcia na bok sprężystych loków i sposobie, w jaki zmierzył go spojrzeniem psich oczu zza kaskady ciemnych, gęstych i lekko posklejanych rzęs. Ktoś pewnie pokusiłby się o stwierdzenie, że próbował w ten sposób z klątwołamaczem celowo flirtować, ale kokieteryjne pozy powoli wchodziły mu w nawyk, który nieszczególnie dostrzegał.
Przez korytarz szedł wciąż rozglądając się za pułapkami, posyłając do przodu delikatne, maleńkie światełka mogące pokazać mu przeszkody, zanim w nie wejdzie, a ten krzyk...
- I co? - Zapytał niemrawo, przerywając ciszę. Nie rozumiał, dlaczego wszyscy się zatrzymali i pozostawili mu tę decyzję. Kurwa, jeżeli ktokolwiek chciał, żeby im przewodził, to mogli to powiedzieć wcześniej. Przyjechałby tu wczoraj, przeszedł się po tym mieście, pozbierał informacje, a nie stał teraz przy cholernym rozwidleniu i zastanawiał się, czego właściwie ci ludzie od niego oczekiwali. Brak jakichkolwiek informacji, po prostu „idziemy go zapierdolić”, a później on miał iść pierwszy. Niech się wszyscy rozpędzą i pierdolną czołem w sam środek korytarza, pomiędzy jednym przejściem i drugim, albo zaryją baniakiem i może zaczną myśleć, albo wyskoczą na środku Kings Cross i pójdą na lody. Nienawidził takich sytuacji. Wszystkie swoje akcje planował, zbierał dane tygodniami. Miał ponad trzydzieści lat i zabił niejednego człowieka, odkąd był nastolatkiem, żeby cię przez ten czas nikt nie złapał musiałeś być inteligentniejszy od tej gromady kompletnych oszołomów, która nie wiedziała co robi. No ale co? Tylko jedno pytanie: pułapka? przemknęło pomiędzy nimi. Fleamont skupił się więc i rozejrzał wokół tak uważnie jak tylko potrafił, nie szczędząc sobie również posłania w głębię obu korytarzy delikatnego światła mającego ukazać mu jakkolwiek, czy te przestrzenie czymkolwiek się różniły.
- Zakładając, że ściągnął ją tutaj w jakimś tam niecnym celu, chcąc wciągnąć w to pojebane miejsce, zamiast zadusić we śnie i mieć spokój, to raczej nie ma znaczenia, gdzie pójdziemy.
To powiedziawszy, jak typowy, obleśny palacz, odchrząknął flegmę i splunął nią na ziemię. Prawda o jego tożsamości płciowej należała do tych, które otwierały szeroką dyskusję dotyczącą postrzegania jej jako spektrum.
Kiedy wszyscy w milczeniu obserwowali otoczenie i zapewne wykonywali tam głębokie jak gardło dziewicy matematyczne obliczenia, a nie rozkminiali swoje sercowe rozterki, on kopnął jeden z kamieni w...
przejście i zachowując pozycję gotową do ewentualnej reakcji, wpatrywał się w tę przestrzeń, nasłuchując echa i pisał w głowie testament na wypadek, gdyby oprócz godności Thoran wyssał z niego również sposoby na bojowe zastosowanie napalmu.
- Weźcie się przeliżcie, zanim tam wejdziemy - odburknął jedynie, bo przecież to napięcie seksualne zaraz go rozsadzi. Jeżeli korytarz będzie zbyt ciasny, Geraldine może być zbyt ciężko rozłożyć nogi.
Kiedy Thomas zwrócił jej dziwacznie uwagę, mężczyzna na początku nie zrozumiał w ogóle, o co mu chodzi. Dopiero kiedy umoczone w krwi palce dotknęły jego czoła i wyrysowały na nim coś tam (na tym etapie spodziewał się krwistego penisa - bo z pewnością ktoś robił sobie tutaj jaja), odchrząknął i kopnął go w kostkę. Oczywiście tak, żeby nie wyrządzić mu krzywdy. Porozumiewanie się werbalne przychodziło mu z trudem. Porozumiewanie się niewerbalne było najgorszym z możliwych koszmarów - poruszył niby oczami pomiędzy sobą i Geraline, pokręcił głową, ale o co mu chodziło - domyśl się. Do pełnego obrazu tej sceny brakowało jedynie szpilek i czerwonej szminki, ale akurat zostawił je w aucie... Mimo tego w jego spojrzeniu faktycznie było coś dziewczęcego, szczególnie w geście odgarnięcia na bok sprężystych loków i sposobie, w jaki zmierzył go spojrzeniem psich oczu zza kaskady ciemnych, gęstych i lekko posklejanych rzęs. Ktoś pewnie pokusiłby się o stwierdzenie, że próbował w ten sposób z klątwołamaczem celowo flirtować, ale kokieteryjne pozy powoli wchodziły mu w nawyk, który nieszczególnie dostrzegał.
Przez korytarz szedł wciąż rozglądając się za pułapkami, posyłając do przodu delikatne, maleńkie światełka mogące pokazać mu przeszkody, zanim w nie wejdzie, a ten krzyk...
- I co? - Zapytał niemrawo, przerywając ciszę. Nie rozumiał, dlaczego wszyscy się zatrzymali i pozostawili mu tę decyzję. Kurwa, jeżeli ktokolwiek chciał, żeby im przewodził, to mogli to powiedzieć wcześniej. Przyjechałby tu wczoraj, przeszedł się po tym mieście, pozbierał informacje, a nie stał teraz przy cholernym rozwidleniu i zastanawiał się, czego właściwie ci ludzie od niego oczekiwali. Brak jakichkolwiek informacji, po prostu „idziemy go zapierdolić”, a później on miał iść pierwszy. Niech się wszyscy rozpędzą i pierdolną czołem w sam środek korytarza, pomiędzy jednym przejściem i drugim, albo zaryją baniakiem i może zaczną myśleć, albo wyskoczą na środku Kings Cross i pójdą na lody. Nienawidził takich sytuacji. Wszystkie swoje akcje planował, zbierał dane tygodniami. Miał ponad trzydzieści lat i zabił niejednego człowieka, odkąd był nastolatkiem, żeby cię przez ten czas nikt nie złapał musiałeś być inteligentniejszy od tej gromady kompletnych oszołomów, która nie wiedziała co robi. No ale co? Tylko jedno pytanie: pułapka? przemknęło pomiędzy nimi. Fleamont skupił się więc i rozejrzał wokół tak uważnie jak tylko potrafił, nie szczędząc sobie również posłania w głębię obu korytarzy delikatnego światła mającego ukazać mu jakkolwiek, czy te przestrzenie czymkolwiek się różniły.
- Zakładając, że ściągnął ją tutaj w jakimś tam niecnym celu, chcąc wciągnąć w to pojebane miejsce, zamiast zadusić we śnie i mieć spokój, to raczej nie ma znaczenia, gdzie pójdziemy.
To powiedziawszy, jak typowy, obleśny palacz, odchrząknął flegmę i splunął nią na ziemię. Prawda o jego tożsamości płciowej należała do tych, które otwierały szeroką dyskusję dotyczącą postrzegania jej jako spektrum.
Kiedy wszyscy w milczeniu obserwowali otoczenie i zapewne wykonywali tam głębokie jak gardło dziewicy matematyczne obliczenia, a nie rozkminiali swoje sercowe rozterki, on kopnął jeden z kamieni w...
1 - prawe, 2 - lewe
Rzut 1d2 - 1
przejście i zachowując pozycję gotową do ewentualnej reakcji, wpatrywał się w tę przestrzeń, nasłuchując echa i pisał w głowie testament na wypadek, gdyby oprócz godności Thoran wyssał z niego również sposoby na bojowe zastosowanie napalmu.
Nie wiem, czy powinnam rzucać na moją potężną percepcję II ( ◉◉○○○) patrząc przed siebie. Jak coś to jestem daltonistą monochromatycznym (nie widzę żadnych kolorów).
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Rzut dla pani MG.
Rzut 1d100 - 44
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.