21.10.2024, 16:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2024, 18:30 przez Atreus Bulstrode.)
- Zapomniałaś dodać; nieobecnych kolegów których nawet nie powiadomił o zebraniu - parsknął, bo ta sytuacja była tak samo kuriozalna jak za pierwszym razem. Wciąż nie był pewien jaki właściwie wtedy Rookwood miał plan, oprócz tego że najwyraźniej sprytny, ale tak nie do końca. Ale też już nigdy nie miał się dowiedzieć co mu po głowie chodziło, bo Chester właśnie leżał zimny w swoim domu.
I tak, Brenna miała rację, dużym problemem Chestera było to, że nie silił się nawet na to, żeby udawać. W jakiś sposób Atreusa ta bezpośredniość wybitnie kuła w oczy, nawet jeśli przecież ludzi tego typu było na pęczki w ministerstwie. Może wynikało to z tego, że Bulstrode uważał że było to swojego rodzaju marnotrawstwo, a może że sam próbował nie pluć ludziom prosto w twarz, jeśli miało mu to wybitnie zaszkodzić, a w przypadku Rookwooda tak chętnego na awans? Cholera, to był zwyczajny idiotyzm, zniechęcać do siebie ludzi którzy mogli być twoimi podwładnymi.
- O, to brzmi ciekawie. To obserwowanie z cienia francuskiego wampira. I brygadzisty. Wiesz, zapytałem Jenkins czy to tak specjalnie, że są tu sami brygadziści i nie ma aurorów. Powiedziała, że tu raczej nikt nie rozpruje osnowy rzeczywistości, ale... cholera... te słowa aż proszą się o to, żeby coś się dzisiaj stało. Aczkolwiek kolejna wycieczka do limbo to byłoby chyba za dużo - rzucił dopalonego papierosa w piasek i zakopał go w nim. - Ale cieszę się, że nie bawisz się źle. Nawet jeśli nie ma żadnej dziury, w którą mogłabyś wpaść. A w sumie. Gdybyś mogła pojawić się jako jakaś postać, to jaka by to była?
- Hm, trochę tak. Bardziej osobowość - wyjaśnił, z pewną łagodnością, która zniknęła tak szybko jak się pojawiła. - I jest to warstwa podstawowa, która mówi o tym jaki ktoś jest i jakie ma tendencje. Po tobie na przykład widać, że masz skłonności do instynktownego działania. Szybko reagujesz i jesteś bardzo... żywotna. Druga warstwa to pojawiające się na tym barwy, które reagują na emocje tu i teraz - uśmiechnął się lekko, darując sobie jednak przytaczanie co według niego czuła w tym momencie.
- Może. Mówiła w taki sposób, jakby chodziło i jedno i drugie - wzruszył ramionami. Potem uśmiechnął się, podobnie figlarnie do niej, ale z pewnym wymownym spojrzeniem, jakby zastanawiał się nad czymś. - Przynajmniej nie może być moją babcią - rzucił wreszcie nonszalancko.
I tak, Brenna miała rację, dużym problemem Chestera było to, że nie silił się nawet na to, żeby udawać. W jakiś sposób Atreusa ta bezpośredniość wybitnie kuła w oczy, nawet jeśli przecież ludzi tego typu było na pęczki w ministerstwie. Może wynikało to z tego, że Bulstrode uważał że było to swojego rodzaju marnotrawstwo, a może że sam próbował nie pluć ludziom prosto w twarz, jeśli miało mu to wybitnie zaszkodzić, a w przypadku Rookwooda tak chętnego na awans? Cholera, to był zwyczajny idiotyzm, zniechęcać do siebie ludzi którzy mogli być twoimi podwładnymi.
- O, to brzmi ciekawie. To obserwowanie z cienia francuskiego wampira. I brygadzisty. Wiesz, zapytałem Jenkins czy to tak specjalnie, że są tu sami brygadziści i nie ma aurorów. Powiedziała, że tu raczej nikt nie rozpruje osnowy rzeczywistości, ale... cholera... te słowa aż proszą się o to, żeby coś się dzisiaj stało. Aczkolwiek kolejna wycieczka do limbo to byłoby chyba za dużo - rzucił dopalonego papierosa w piasek i zakopał go w nim. - Ale cieszę się, że nie bawisz się źle. Nawet jeśli nie ma żadnej dziury, w którą mogłabyś wpaść. A w sumie. Gdybyś mogła pojawić się jako jakaś postać, to jaka by to była?
- Hm, trochę tak. Bardziej osobowość - wyjaśnił, z pewną łagodnością, która zniknęła tak szybko jak się pojawiła. - I jest to warstwa podstawowa, która mówi o tym jaki ktoś jest i jakie ma tendencje. Po tobie na przykład widać, że masz skłonności do instynktownego działania. Szybko reagujesz i jesteś bardzo... żywotna. Druga warstwa to pojawiające się na tym barwy, które reagują na emocje tu i teraz - uśmiechnął się lekko, darując sobie jednak przytaczanie co według niego czuła w tym momencie.
- Może. Mówiła w taki sposób, jakby chodziło i jedno i drugie - wzruszył ramionami. Potem uśmiechnął się, podobnie figlarnie do niej, ale z pewnym wymownym spojrzeniem, jakby zastanawiał się nad czymś. - Przynajmniej nie może być moją babcią - rzucił wreszcie nonszalancko.