21.10.2024, 19:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2024, 19:34 przez Brenna Longbottom.)
– Chyba nie jestem jakoś zaskoczona – stwierdziła po odrobinie namysłu, bo ona i Atreus pod wieloma względami byli absolutnie skrajnie różni, a prym wiodło w tym chyba podejście wobec innych ludzi, ale istniało na tyle dużo podobieństw, żeby ich istnieniem z początku sama była zdziwiona. A wpakowywanie się w kłopoty i upór w pewnych sprawach wiodły tutaj prym. – Bardzo bym chciała, ale mam do tego mało talentu. Próbowałam i póki co nic z tego nie wyszło, chyba za łatwo się rozpraszam.
Uroku wił doświadczyła głównie za sprawą Faye i Stelli, i ta moc, sprawiająca, że trudno było oderwać od nich wzrok, nie była szczególnie dla Brenny uciążliwa, ale dziewczyna była boleśnie wręcz świadoma, że jak łatwo mogło to utrudnić skupienie… a hipnoza? Odczytywanie aury tam, gdzie niekoniecznie chciałeś tę pokazać? Nie wspominając już o spoglądaniu na intencje albo nici łączące ludzi? Brenna cieszyła się niezmiernie, że zwykle planuje milion rzeczy na raz i ciężko powinno być z tego wyłowić komuś jakieś konkretny. O ile taki sen na plaży był raczej ostatecznie dziwny i trochę zabawny niż straszny, i nie mogła powiedzieć, że go żałuje, a Windermere nie dotknęło jej szczególnie, o tyle niektóre rzadkie umiejętności były koszmarnie problematyczne.
– Bardzo podstępne – przytaknęła i omal nie roześmiała się na jego odpowiedź, gdy po chwili dopiero skojarzyła imię z właściwą osobą. Spodziewałaby się raczej postaci bardziej zwracającej na siebie uwagę, jak Artur choćby: nie dlatego, że się z nim konkretnie utożsamiał, lecz że każdy znał to imię. ale taka odpowiedź przecież do niego pasowała i też była wyjątkowo podstępna. – Spryciarz – skwitowała. – Chociaż moim zdaniem powinni wystawić sztukę o zabójcy potworów na królewskim dworze, gdy stwór z mrocznego lasu upomina się o królewnę. Świetnie sprawdziłbyś się w takiej roli.
Miał już w końcu wprawę i łatwo wczułby się w postać.
– No ustaliliśmy, że nie babką, tak? – Uniosła lekko brwi, z taką miną „no sam zacząłeś”, przecież była grzeczna i wcześniej nawet słowem się nie zająknęła na temat jego i Ministry, komentując tylko z pewnym zdumieniem, że odważyła się tutaj przyprowadzić Yaxleya. – Chyba wychodzi, że mam coś wspólnego z Eugenią?
Znaczy się: miała słabość do młodszych. W tym momencie nie było za bardzo po co się wypierać.
Nie było jednak żadną niespodzianką, że to że on zaczął całą pogawędkę nie uchroniło jej pod konsekwencjami. Sekundę później wylądowała bowiem w chłodnej wodzie, gdzieś tak po kolana, z pewnym trudem utrzymując równowagę na śliskim dnie w butach absolutnie do takich wybryków niedostosowanych.
Dobrze, że tak naprawdę mało dbała faktycznie o to, co myślą inni – i że miała ten luksus, by nie przejmować się ewentualnym ubłoceniem sukienki. Nie zezłościła się: raczej przez moment była trochę zaskoczona.
– Niegodne Rycerza Okrągłego Stołu – skwitowała, chwytając go za rękę, by w ramach zemsty pociągnąć i spróbować zmusić do wstąpienia do wody.
Rzucam sobie na af, pod opis
Uroku wił doświadczyła głównie za sprawą Faye i Stelli, i ta moc, sprawiająca, że trudno było oderwać od nich wzrok, nie była szczególnie dla Brenny uciążliwa, ale dziewczyna była boleśnie wręcz świadoma, że jak łatwo mogło to utrudnić skupienie… a hipnoza? Odczytywanie aury tam, gdzie niekoniecznie chciałeś tę pokazać? Nie wspominając już o spoglądaniu na intencje albo nici łączące ludzi? Brenna cieszyła się niezmiernie, że zwykle planuje milion rzeczy na raz i ciężko powinno być z tego wyłowić komuś jakieś konkretny. O ile taki sen na plaży był raczej ostatecznie dziwny i trochę zabawny niż straszny, i nie mogła powiedzieć, że go żałuje, a Windermere nie dotknęło jej szczególnie, o tyle niektóre rzadkie umiejętności były koszmarnie problematyczne.
– Bardzo podstępne – przytaknęła i omal nie roześmiała się na jego odpowiedź, gdy po chwili dopiero skojarzyła imię z właściwą osobą. Spodziewałaby się raczej postaci bardziej zwracającej na siebie uwagę, jak Artur choćby: nie dlatego, że się z nim konkretnie utożsamiał, lecz że każdy znał to imię. ale taka odpowiedź przecież do niego pasowała i też była wyjątkowo podstępna. – Spryciarz – skwitowała. – Chociaż moim zdaniem powinni wystawić sztukę o zabójcy potworów na królewskim dworze, gdy stwór z mrocznego lasu upomina się o królewnę. Świetnie sprawdziłbyś się w takiej roli.
Miał już w końcu wprawę i łatwo wczułby się w postać.
– No ustaliliśmy, że nie babką, tak? – Uniosła lekko brwi, z taką miną „no sam zacząłeś”, przecież była grzeczna i wcześniej nawet słowem się nie zająknęła na temat jego i Ministry, komentując tylko z pewnym zdumieniem, że odważyła się tutaj przyprowadzić Yaxleya. – Chyba wychodzi, że mam coś wspólnego z Eugenią?
Znaczy się: miała słabość do młodszych. W tym momencie nie było za bardzo po co się wypierać.
Nie było jednak żadną niespodzianką, że to że on zaczął całą pogawędkę nie uchroniło jej pod konsekwencjami. Sekundę później wylądowała bowiem w chłodnej wodzie, gdzieś tak po kolana, z pewnym trudem utrzymując równowagę na śliskim dnie w butach absolutnie do takich wybryków niedostosowanych.
Dobrze, że tak naprawdę mało dbała faktycznie o to, co myślą inni – i że miała ten luksus, by nie przejmować się ewentualnym ubłoceniem sukienki. Nie zezłościła się: raczej przez moment była trochę zaskoczona.
– Niegodne Rycerza Okrągłego Stołu – skwitowała, chwytając go za rękę, by w ramach zemsty pociągnąć i spróbować zmusić do wstąpienia do wody.
Rzucam sobie na af, pod opis
Rzut PO 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.