- Cała reszta? - Zapytała niewinnie, jakby zupełnie nie wiedziała, czym była ta cała reszta, chociaż potrafiła się przecież tego domyślić. Nie potrzebowali tego. Formalizowanie ich relacji nie było im zupełnie potrzebne, nie wydawało jej się, aby to miało cokolwiek zmienić. Dla niektórych to było potrzebne, wiedziała zresztą, że większość arystokracji traktowała takie związki jako relacje biznesowe. Nie do końca jej to odpowiadało, Ambroise miał podobne podejście, z tego, co udało jej się zauważyć. Nikt ich nie swatał, nikt nie doprowadził do tego, że byli ze sobą, to było coś, co udało im się stworzyć razem, wspólnie i była z tego powodu zadowolona. Nie uważała więc, że powinni myśleć o tym, aby kogoś dopuszczać do tego, co udało im się zbudować. Dobrze im było na uboczu, mogli tworzyć swój mały świat z daleka od wścibskich oczu. Oczywiście nie obeszło się bez pokazania się wspólnie, bo istotne było to, aby ludzie wiedzieli, że coś ich łączy, nikt jednak tak naprawdę nie miał pojęcia jak wyglądała ta relacja naprawdę. Może to i dobrze, bo nie zdawali sobie sprawy, jacy byli razem silni.
- Tak, doświadczenie jest ważną rzeczą, na szczęście nabywamy go sporo. - Grunt, że się w tym zgadzali. To, co działo się między nimi było prawdziwe i tylko to się dla niej liczyło. Nie sądziła w ogóle, że będzie kiedykolwiek miała tyle szczęścia w swoim życiu, nie marzyła o takich związkach, nie spodziewała się, że w ogóle będzie potrafiła się w kimś zakochać. Był pierwszym, któremu oddała swoje serce w całej okazałości i nie chciała nic w zamian, dobrze jej z tym było.
- Och, oczywiście, to moja wina. - Przewróciła nieco zbyt teatralnie oczami. Jakoś tak się stało, że nie trafili do lasu od czasu tej nieszczęsnej Lithy. Znaczy osobno pewnie w nim byli, ale nie razem. Zdecydowanie musieli to nadrobić, bo Yaxleyówna nie znosiła wychodzić na niesłowną, dlatego właśnie zamierzała bardzo szybko tym razem wrócić do tematu, aby nie mógł jej dłużej tego wypominać. - Znajdziemy ten nieszczęsny kwiat. - Tak, we wrześniu na pewno im się to uda, właściwie to przecież dokładnie wiedzieli, czego mieli szukać, a kwiat paproci stał się całkiem zgrabną metaforą.
Miała nadzieję, że nie rozczaruje go brakiem sukienki. Niestety rzadko kiedy po nie sięgała, zdecydowanie preferowała ubiór taki, jaki miała na sobie teraz. Skórzane spodnie, jego koszulę i swoje ciężkie buty. Od czasu do czasu sięgała po inne stroje, ale były to naprawdę wyjątkowe okazje. Wydawało się jej nawet, że dzięki temu, że tak rzadko nosiła sukienki, to zawsze kiedy jakąś na siebie nakładała to robiła większe wrażenie, bo to nie było dla niej typowe zachowanie i wszyscy zwracali uwagę na tę odmianę. Była to całkiem dobra metoda na wymuszenie kilku komplementów.
- Bardzo często się we wszystkim zgadzamy. - Dodała z uśmiechem, chciała zwrócić na to uwagę, chociaż wydawało jej się, że on też to dostrzegał. Nie mieli problemów z tym, aby znajdować kompromisy, wychodziło im to całkiem nieźle, jak na to, że byli naprawdę silnymi indywiduami. - Wiem, że byś się nie zawahał. - Zrobiłaby to samo, gdyby chodziło o niego. Nie miała by problemu z podjęciem decyzji. Gdyby jakaś lampucera się wokół niego zaczęła krecić najpiewniej wyciągnęłaby ją za włosy i pokazała, gdzie jest jej miejsce. Geraldine nie należała do szczególnie wyrozumiałych osób, szczególnie jeśli chodziło o niego. Nie znosiłaby myśli, że ktoś próbuje zachwiać ich spokój.
Nie chodziło o to, że bała się o swoją pozycję, nie wydawało jej się, aby powinna czuć się zagrożona, bo Ambroise co krok udowadniał jej jak wiele dla niego znaczy, tylko bardziej dla swojego własnego spokoju postąpiłaby w ten sposób.
- Myślę, że niemal tak dobry jak ty, to będzie ktoś wystarczający dla mnie. - Nie miała szczególnie wielkich oczekiwań. Faktycznie może był to całkiem dobry moment, aby przemyśleć to, jak wyglądały jej sprawy biznesowe. Ryzykowała tak, czy siak, więc nic to nie zmieniało. Może akurat uda się jej zacząć zarabiać na tym więcej. Skoro już się w to angażowała to może warto było rozważyć różne możliwości, szczególnie, że Greengrass naprawdę wydawał się być biegły w tych sprawach. Było widać, że zajmowali się podczas tych swoich szemranych biznesów zupełnie czym innym. Ona raczej nie nawiązywała relacji, dostarczała towar, często pośrednikom i tyle. Mało kto ją kojarzył, co w pewien sposób też ułatwiało jej funkcjonowanie między światami. Raczej nikt nie powiązałby jej z nielegalną ścieżką kariery, a to też było dla niej dosyć istotne. Wolała trzymać się na uboczu, aby jej rodzina nie była powiązana z wątpilwymi interesami.
Ambroise mówił o tym tak, jakby faktycznie miał w tym spore doświadczenie. Tak właściwie nigdy nie wypytywała go bardzo szczegółowo o to, czym konkretnie się zajmował. Nie potrzebowała tego do niczego, dzisiaj zupełnie przypadkiem zeszła na ten temat, to nie tak, że chciała go ciągnąć za język. Przywykła do tego, że nie wie o wszystkim, tak miało być. Rozumiała, że od tego mogło zależeć ich wspólne bezpieczeństwo, a przynajmniej starała się tak to sobie tłumaczyć. Zresztą i tak sporo jej powiedział, aktualnie jej to wystarczało, nie potrzebowała żadnych innych informacji.
Dostrzegła to zamyślenie, które pojawiło się na jego twarzy. Nie miała pojęcia, co chodzi mu po głowie, wierzyła jednak, że prędzej, czy później się tym z nią podzieli. Oby to zrobił, bo na pewno sama zapyta go o to, nad czym się tak główkował. - Jasne, możemy wrócić, porozmawiamy w domu. - Las w sumie nie był najlepszym miejscem na dyskutowanie o sprawach bieznesowych, szczególnie podczas polowania. Powinni się skupić na tropieniu, a nie rozważaniu, jakie opcje są dostępne. W sumie była zadowolona nawet, że jej nie zbywał, tylko chciał wrócić do tego tematu. Wydawało jej się, że będzie jej w stanie podsunąć jakiś całkiem niezły pomysł, tak, na pewno był w tym lepszy od niej (o to akurat nie było trudno). Yaxleyównie średnio szło nawiązywanie relacji biznesowych, to nie był jej konik.
Nie wydawało jej się, aby dobrym posunięciem było angażowanie się Ambroisa zbyt mocno w jej biznes, to mogłoby przystworzyć im kłopotów, plus mogliby się niepotrzebnie jeszcze zacząć kłócić o pracę. Lepiej jakby trzymali tamtą strefę życia z dala od siebie, tak było bezpieczniej. Przynajmniej tak się jej wydawało. Dopóki nie wchodzili w szczegóły było to całkiem zdrowe. Nie chciałaby, żeby zaczęli się za bardzo angażować w swoje sprawy, bo miała wrażenie, że akutalna metoda działa całkiem nieźle. Gdy miała jakiś problem mogła z tym do niego przyjść, nie musiała się tłumaczyć, to naprawdę wiele dla niej znaczyło. Nie sądziła, że jakikolwiek, inny mężczyzna byłby w stanie zrozumieć to, jak wygląda jej praca w tych mniej legalnych obszarach. On to wiedział, siedział w tym zdecydowanie głębiej od niej, wiedziała więc, że zawsze jest w stanie znaleźć jakieś rozwiązanie. To był kolejny powód przez który czuła się przy nim bezpiecznie. Właściwie nigdy jeszcze nikt się tak o nią nie troszczył, to było dla niej coś zupełnie nowego, ale nie zamierzała tego odrzucać, naprawdę dobrze było mieć świadomość, że jest ktoś, komu na tobie faktycznie zależy. To było niesamowite. Wiedziała, że byłby dla niej w stanie poruszyć niebo i ziemię.
Tak właściwie, to może byliby w stanie stworzyć podobnie mocno działający duet i w pracy. Na pewno tak było, nie wiedziała jednak, czy faktycznie chciałaby to sprawdzić. Lubiła mieć wolną rękę jeśli chodzi o sprawy związane z łowczym biznesem, i tak dosyć mocno się ograniczała, bała się, że mógłby negować niektóre z jej decyzji, nie ma się co oszukiwać, nie uważała się za jakiegoś rekina biznesu.
Miała do niego ogromne zaufanie, jednak to były sprawy których z nikim nie dzieliła, przynajmniej jak do tej pory. Może był to odpowiedni moment, aby spróbować to zrobić, z drugiej strony jednak nie była do tego, aż tak mocno przekonana. Musieliby ustalić kolejne oficjalne zasady, których powinni przestrzegać, o ile w ogóle dojdzie do takiej współpracy.
Wiedziała, że jego wsparcie może być nieocenione. Posiadał spore umiejętności, które mogły się jej przydać podczas wypraw do lasu, ale właśnie i tak miał dosyć dużo swoich własnych obowiązków. Pracował przecież w Mungu, a na drugi etat załatwiał te swoje mniej legalne sprawy. To było sporo jak na jedną osobę, gdyby zaczął angażować się w to co robiła, to miałby jeszcze mniej czasu na odpoczynek. Jasne i tak nie spędzali go wtedy razem, ale nie mógł ciągle pracować. Nie chciała, żeby się przemęczał, i tak miał naprawdę dużo na głowie, bez sensu, aby jeszcze zajmował się jej sprawami.
Jego wzrok palił jej plecy, czuła go na sobie, właściwie to nie tylko na plecach. Jego spojrzenie ją przeszywało i nie potrafiła przestać o tym myśleć. Naprawdę trudno jej było iść przed siebie i to ignorować, nie miała pojęcia, jak to możliwe, że tak na nią działał. To było coś niesamowitego. Niestety musiała się jeszcze skupić na szukaniu śladów, przyszli tu przecież polować. Chciała mu zrobić prezent, wiedziała, że ten inny też mógłby być równie interesujący, ale jednak miała zamiar upolować tę wielką akromantulę specjalnie dla niego.
Nikt nigdy nie patrzył na nią tak jak robił to on, nikt nigdy nie doceniał jej tak bardzo. Ta więź była czymś wyjątkowym, doceniała to co mieli, nie chciała tego stracić, dlatego ona również robiła co mogła, aby żyło im się lepiej. Chciała mu dać wszystko, co miała. Zasługiwał na to.
- Nie, nic, nic. - Może faktycznie nie do końca przewidziała tego, że może odebrać ten komentarz w różny sposób. Nie miała nic złego na myśli, gdzie tam.
Nie potrafiła chyba aktualnie dokładnie powiedzieć o co jej konkretnie chodziło, kiedyś mu to wytłumaczy, na całe szczęście w końcu znaleźli się w miejscu w którym mogła pojawić się akromantula, więc nie musiała się martwić tłumaczeniem tego, co miała na myśli.
Naprawdę doceniała jego obecność, przecież to właśnie on od razu połączył ten specyficzny zapach z czarną magią, jej samej pewnie zajęłoby to nieco dłużej. Na pewno. Poruszał się po lesie równie zgrabnie co ona, do tego całkiem nieźle szło mu ciskanie zaklęciami, co też już miała szansę zauważyć. Naprawdę był pomocny podczas tej wędrówki.
- Ktoś mógł jej podać eliksir? - Tylko właściwie po co. Co miało na celu uczynienie tego wielkiego pająka niewidzialnym? To nie miało żadnego sensu.
- Pojebana akcja. - Mruknęła cicho pod nosem. Zastanawiała się przez krótką chwilę od czego powinna zacząć, trudno jej będzie trafić w niewidzialnego przeciwnika, wolała nie strzelać na oślep, bo mogła zranić Greengrassa, zdecydowanie tego nie chciała. Postanowiła więc póki co zrzucić z ramienia kuszę i sięgnąć po różdżkę. Wydawało się, że rozproszenie zaklęcia, eliksiru, chuj wie czym został potraktowany pająk to był dobry początek. Dzięki temu będą mogli wiedzieć gdzie się znajduje. Problematyczne tylko było trafienie w niego tym zaklęciem rozpraszającym. Nie zwlekała jednak, wymachiwała różdżką, mrucząc pod nosem zaklęcia liczyła na to, że choć jedne w niego trafi.