21.10.2024, 21:30 ✶
Charlie wpatrzył się w niebo. Powędrował wzrokiem po linii Drogi Mlecznej, odnalazł gwiazdozbiór Panny, Wagi zaraz obok, zobaczył wszystkie ważniejsze gwiazdy. Nie wszystko jeszcze zapomniał ze szkoły, ale dopiero teraz, po latach od skończenia nauki astrologicznej, potrafił docenić spokój, jaki dawały te drobne kropeczki na nocnym niebie. Musiał jednak skupić się na bardziej przyziemnych sprawach, na Gwiazdeczce, która przyciskała go swoim ciężarem do podłoża.
- Wiem, że mnie nie zostawicie. Dzięki. - Mruknął cicho. - Leo wyprowadza się ze mną, twierdzi, że sam to planował, ale obawiam się, że chce mnie mieć na oku. To jest nasza ucieczka. Ty w końcu też uciekniesz, w swoją stronę... - Westchnął lekko, znów przenosząc spojrzenie w gwiazdy. - Nie martw się, nie pozwolę ci wyjść za byle kogo, ale chyba też nie możesz czekać na księcia na białym koniu. Takich osób nie ma. - Zmartwił się. Swojej księżniczki jeszcze nie spotkał i nie spodziewał się, by jego angielskie podboje daleko zaszły. Pierwsza próba poderwania kobiety spełzła na niczym! - Zresztą, masz zbyt dominujący charakter. Potrzeba ci kogoś, kto będzie się pod niego uginał, kogoś, kogo okręcisz sobie wokół palca. Wiem, że to zrobisz. - Dodał, nim miała okazję zaprotestować.
Rozmowa o świeczkach była łatwiejsza, choć pozornie również niezbyt przyzwoita. Charlie założył jedną rękę pod głowę, by było mu wygodniej. W tak lekkim uniesieniu mógł patrzeć na siostrę.
- Przytyło ci się? - Dokuczył jej. - Czyli tak, jedna penisoświeczka o zapachu piżma, drzewa sandałowego i cedru? - Powtórzył, będąc pewnym, że nie zapamięta tych nut zapachowych. Siostra miała zbyt wygórowane oczekiwania. - Nie sądzisz, że wąż to też na swój sposób falliczny kształt? A róża to symbol miłości. Jak ja wyrzeźbię ci coś takiego, Scarlett?
- Wiem, że mnie nie zostawicie. Dzięki. - Mruknął cicho. - Leo wyprowadza się ze mną, twierdzi, że sam to planował, ale obawiam się, że chce mnie mieć na oku. To jest nasza ucieczka. Ty w końcu też uciekniesz, w swoją stronę... - Westchnął lekko, znów przenosząc spojrzenie w gwiazdy. - Nie martw się, nie pozwolę ci wyjść za byle kogo, ale chyba też nie możesz czekać na księcia na białym koniu. Takich osób nie ma. - Zmartwił się. Swojej księżniczki jeszcze nie spotkał i nie spodziewał się, by jego angielskie podboje daleko zaszły. Pierwsza próba poderwania kobiety spełzła na niczym! - Zresztą, masz zbyt dominujący charakter. Potrzeba ci kogoś, kto będzie się pod niego uginał, kogoś, kogo okręcisz sobie wokół palca. Wiem, że to zrobisz. - Dodał, nim miała okazję zaprotestować.
Rozmowa o świeczkach była łatwiejsza, choć pozornie również niezbyt przyzwoita. Charlie założył jedną rękę pod głowę, by było mu wygodniej. W tak lekkim uniesieniu mógł patrzeć na siostrę.
- Przytyło ci się? - Dokuczył jej. - Czyli tak, jedna penisoświeczka o zapachu piżma, drzewa sandałowego i cedru? - Powtórzył, będąc pewnym, że nie zapamięta tych nut zapachowych. Siostra miała zbyt wygórowane oczekiwania. - Nie sądzisz, że wąż to też na swój sposób falliczny kształt? A róża to symbol miłości. Jak ja wyrzeźbię ci coś takiego, Scarlett?