21.10.2024, 22:56 ✶
To nie było tak, że wypatrywała sztyletu w plecy.
Absolutnie nie w tym leżał problem, nie traktowała ich jako swoich wrogów, wręcz przeciwnie - byli jednymi z najdroższych jej pojebanemu sercu osobami. I właśnie na tym polegał cały problem, bo bardzo wcześnie Mildred nauczyła się, że wszystko co kochasz musi kiedyś umrzeć, a w jej przypadku to nastąpiło całkiem prędko. Odrzucenie, opuszczenie, wycofanie się z relacji... To dotykało ją cały czas. Cały czas musiała nakładać sobie wędzidło utkane z lęku, że powie coś za dużo. A potem mówiła nie coś, tylko bardzo dużo cosiów, bo uzda wkurwiała, srebro piekło, a ostrogi w boku bolały.
I każdy moment mógł być tym momentem, kiedy ktoś kogo kochasz najbardziej zacznie mieć dla Ciebie coraz mniej czasu.
Każdy moment mógł być tym momentem, kiedy ktoś mógł Ci powiedzieć, że nic dziwnego że matka zdechła, skoro wypluła na świat taką wywłokę jak ona.
Każdy moment mógł być tym, w którym nie dało się już jej traktować poważnie pośród wszystkich igieł i lepiących toksyn, w które się stroiła.
Ona sama nie mogła ze sobą wytrzymać, uwierzenie, że inni dawali radę przychodziło jej z niekłamanym trudem.
Lecz teraz Bazyliszek był obok i szeptał jej słowa otuchy, które zawstydziły ją w wybuchu, jaki przed chwilą zmiótł karty ze stołu.
– Przepraszam. Nie chciałam... nie chciałam Cię outować. – Wierzyła w to co mówiła, choć nie była to do końca prawda, bo przecież z jakich innych powodów cały czas powtarzała że Liszek jest pedałem? Może żeby dopiec bratu, że zaprasza gejostwo do domu i mógłby się nim zarazić?
Przytuliła się do niego mocniej, szukając ukojenia w obecności obojga. Szczupłą dłonią sięgnęła do dłoni Brenny by przez moment, przez ten krótki wyjątkowy moment uwierzyć, że nie jest sama (a to, że nigdy nie była sama na prawdę nie miało większego znaczenia!)
– Wiesz Liszek, Brenka poradziła mi żebym przeszła się do Szeptuchy z tą moją głową. Może być dziko w chuj, ale byłoby śmiesznie jakby się okazało, że jednak nie jestem pojebana tylko mam jakieś supermoce o których nie wiedziałam? – Trzecie Oko w akcji. – Znaczy, mogę być pojebana ORAZ mieć supermoce, to się niestety może nie wykluczać. – głośno pociągnęła nosem i wytarła go w rękaw, a potem roztarła smarki próbując zetrzeć mokre od łez policzki.
– Może ja powinnam jednak się przespać wiecie? Wyjebana jestem po tej wczorajszej imprezie. – Bez proszenia wzięła tosta i zaczęła go wpieprzać.
Absolutnie nie w tym leżał problem, nie traktowała ich jako swoich wrogów, wręcz przeciwnie - byli jednymi z najdroższych jej pojebanemu sercu osobami. I właśnie na tym polegał cały problem, bo bardzo wcześnie Mildred nauczyła się, że wszystko co kochasz musi kiedyś umrzeć, a w jej przypadku to nastąpiło całkiem prędko. Odrzucenie, opuszczenie, wycofanie się z relacji... To dotykało ją cały czas. Cały czas musiała nakładać sobie wędzidło utkane z lęku, że powie coś za dużo. A potem mówiła nie coś, tylko bardzo dużo cosiów, bo uzda wkurwiała, srebro piekło, a ostrogi w boku bolały.
I każdy moment mógł być tym momentem, kiedy ktoś kogo kochasz najbardziej zacznie mieć dla Ciebie coraz mniej czasu.
Każdy moment mógł być tym momentem, kiedy ktoś mógł Ci powiedzieć, że nic dziwnego że matka zdechła, skoro wypluła na świat taką wywłokę jak ona.
Każdy moment mógł być tym, w którym nie dało się już jej traktować poważnie pośród wszystkich igieł i lepiących toksyn, w które się stroiła.
Ona sama nie mogła ze sobą wytrzymać, uwierzenie, że inni dawali radę przychodziło jej z niekłamanym trudem.
Lecz teraz Bazyliszek był obok i szeptał jej słowa otuchy, które zawstydziły ją w wybuchu, jaki przed chwilą zmiótł karty ze stołu.
– Przepraszam. Nie chciałam... nie chciałam Cię outować. – Wierzyła w to co mówiła, choć nie była to do końca prawda, bo przecież z jakich innych powodów cały czas powtarzała że Liszek jest pedałem? Może żeby dopiec bratu, że zaprasza gejostwo do domu i mógłby się nim zarazić?
Przytuliła się do niego mocniej, szukając ukojenia w obecności obojga. Szczupłą dłonią sięgnęła do dłoni Brenny by przez moment, przez ten krótki wyjątkowy moment uwierzyć, że nie jest sama (a to, że nigdy nie była sama na prawdę nie miało większego znaczenia!)
– Wiesz Liszek, Brenka poradziła mi żebym przeszła się do Szeptuchy z tą moją głową. Może być dziko w chuj, ale byłoby śmiesznie jakby się okazało, że jednak nie jestem pojebana tylko mam jakieś supermoce o których nie wiedziałam? – Trzecie Oko w akcji. – Znaczy, mogę być pojebana ORAZ mieć supermoce, to się niestety może nie wykluczać. – głośno pociągnęła nosem i wytarła go w rękaw, a potem roztarła smarki próbując zetrzeć mokre od łez policzki.
– Może ja powinnam jednak się przespać wiecie? Wyjebana jestem po tej wczorajszej imprezie. – Bez proszenia wzięła tosta i zaczęła go wpieprzać.