22.10.2024, 01:42 ✶
Po prawdzie to nie chciał się zbytnio tymi kotami przejmować. Znikające w Dolinie Godryka futrzaki obchodziły go tyle co zeszłoroczny śnieg i Atreus z właściwą dla siebie manierą uważał, że była to robota raczej dla brygadzistów. Spisywanie skarg, sprawdzanie czy mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości i... czy w sumie mieli co tu zrobić? Czy to nie była już praca bardziej dla hycla albo lokalnych schronisk? Knieja była przecież zamknięta i nawet jeśli to tam pierzchały zwierzaki to nikt nie mógł iść ich tam szukać.
Ale no właśnie, Knieja. To ona sprawiła że Bulstrode chociaż odrobinę się tą sprawą zainteresował. Ona i to co kryło się w niej od maja. Jeszcze pod koniec kalendarzowej wiosny siedział nieopodal, przyglądając się dwóm ciałom rozjechanym na polu przez pług. I jak się potem okazało, ich stan był wynikiem działalności widm. Pewnie gdyby nie one i podejrzenie ich zwiększonej działalności, auror nawet nie mrugnąłby okiem.
Ale teraz rzetelnie obchodził dom za domem, zadając pytania i notując w notesiku przydatne rzeczy. Ale nie było ich wiele. W końcu więc znudzony pożegnał się z aktualną rozmówczynią i odszedł od drzwi, bezwiednie szukając po kieszeniach wsparcia papierosa i rozglądając się ulicy.
Nie był sam. Wiśniowa nie była przecież odludziem, ale co skłoniło go do skierowania się w ich stronę to jako-tako znajome twarze. Rozpoznał Figga, który topił Brennę parę dni temu, a także Bagshota, którego też z resztą widział na plażowej imprezy.
- Pozwolicie, że się do was dołączę? Palenie to bardzo towarzyskie zajęcie - przywitał się z nimi skinieniem głowy, uśmiechając przy tym lekko i zatrzymując obok.
Ale no właśnie, Knieja. To ona sprawiła że Bulstrode chociaż odrobinę się tą sprawą zainteresował. Ona i to co kryło się w niej od maja. Jeszcze pod koniec kalendarzowej wiosny siedział nieopodal, przyglądając się dwóm ciałom rozjechanym na polu przez pług. I jak się potem okazało, ich stan był wynikiem działalności widm. Pewnie gdyby nie one i podejrzenie ich zwiększonej działalności, auror nawet nie mrugnąłby okiem.
Ale teraz rzetelnie obchodził dom za domem, zadając pytania i notując w notesiku przydatne rzeczy. Ale nie było ich wiele. W końcu więc znudzony pożegnał się z aktualną rozmówczynią i odszedł od drzwi, bezwiednie szukając po kieszeniach wsparcia papierosa i rozglądając się ulicy.
Nie był sam. Wiśniowa nie była przecież odludziem, ale co skłoniło go do skierowania się w ich stronę to jako-tako znajome twarze. Rozpoznał Figga, który topił Brennę parę dni temu, a także Bagshota, którego też z resztą widział na plażowej imprezy.
- Pozwolicie, że się do was dołączę? Palenie to bardzo towarzyskie zajęcie - przywitał się z nimi skinieniem głowy, uśmiechając przy tym lekko i zatrzymując obok.