22.10.2024, 02:47 ✶
Atreus spojrzał babci, czy tam prababci, Perseusa w oczy z pewnego rodzaju wycofaniem. Nie był do końca pewien co powinien zrobić i to z wielu powodów. Po pierwsze, Lou pomagał przy organizacji tej imprezy i nie mógł zaszkodzić koledze złym zachowaniem. Po drugie, miał do czynienia z duchem. Niewiele wiedział na ich temat ale to wciąż nie była osoba żywa. Po trzecie, to czekoladowa zmora mu właśnie kapała na szatę.
Sto dwa lata, ale żaliła się czy może chwaliła? Bulstrode ściągnął odrobinę brwi, zanim uśmiechnął się do niej w grzecznym uśmiechu dobrze wychowanego chłopca, który absolutnie nie chciał znajdować się w tej sytuacji, ale niestety musiał.
- Prawie sami gryfoni i puchoni, proszę pani - westchnął ze zbolałą miną, kręcąc przy tym głową. Jakby aktualna lista gości faktycznie mogła mu spędzać sen z powiek i nie bawił się z tego powodu wybitnie dobrze. Skoro zjawa była jego problemem to równie dobrze mogła się zaraz stać problemem własnej rodziny i to w wydaniu podkręconym, skoro liczyła na obecność absolwentów konkretnych domów. Bo niestety, Atreus nie liczył że skłamanie i w tej kwestii przesadnie ją zniechęci. - Ja nie wiem czy bym chciał na takim weselu tańczyć, bo po parkiecie biegają przerośnięte świnki morskie, ale proszę bardzo. O, w tamtą stronę - powiedział, ani myśląc by podać jej dłoń i zamiast tego wskazując ręką w bok, w stronę gdzie znajdował się parkiet i można było się kołysać do rytmu brzdąkanej przez instrumenty muzyki. I z resztą, jak na komendę z ostatnim słowem cofnął się o krok, ale wciąż z tym miłym uśmiechem przyczepionym do twarzy i trochę zerkając na kelnera czy ten wreszcie zdecyduje się na coś, czy może wszystko jednak pozostawało w jego gestii.
Sto dwa lata, ale żaliła się czy może chwaliła? Bulstrode ściągnął odrobinę brwi, zanim uśmiechnął się do niej w grzecznym uśmiechu dobrze wychowanego chłopca, który absolutnie nie chciał znajdować się w tej sytuacji, ale niestety musiał.
- Prawie sami gryfoni i puchoni, proszę pani - westchnął ze zbolałą miną, kręcąc przy tym głową. Jakby aktualna lista gości faktycznie mogła mu spędzać sen z powiek i nie bawił się z tego powodu wybitnie dobrze. Skoro zjawa była jego problemem to równie dobrze mogła się zaraz stać problemem własnej rodziny i to w wydaniu podkręconym, skoro liczyła na obecność absolwentów konkretnych domów. Bo niestety, Atreus nie liczył że skłamanie i w tej kwestii przesadnie ją zniechęci. - Ja nie wiem czy bym chciał na takim weselu tańczyć, bo po parkiecie biegają przerośnięte świnki morskie, ale proszę bardzo. O, w tamtą stronę - powiedział, ani myśląc by podać jej dłoń i zamiast tego wskazując ręką w bok, w stronę gdzie znajdował się parkiet i można było się kołysać do rytmu brzdąkanej przez instrumenty muzyki. I z resztą, jak na komendę z ostatnim słowem cofnął się o krok, ale wciąż z tym miłym uśmiechem przyczepionym do twarzy i trochę zerkając na kelnera czy ten wreszcie zdecyduje się na coś, czy może wszystko jednak pozostawało w jego gestii.