Dni mijały jej ostatnio bardzo szybko. Jeden, za drugim. Nim się obejrzała nadchodził już koniec kwietnia. Klubokawiarnia pochłonęła ją w całości. Na szczęście powoli, małymi krokami zaczęła zatrudniać ludzi, odejmowała sobie obowiązków, pozwalała innym również się zaangażować. Dzięki temu powinna mieć szansę na złapanie oddechu. Nie, żeby narzekała. Nie miała tego w zwyczaju, po prostu zauważyła, że zaczęło jej brakować doby, przez co zwyczajnie zaczynała być zmęczona, a wiedziała, że nie może pozwolić sobie na niedyspozycję, dlatego też znalazła rozwiązanie. Może pomocnicy nie byli jej w stanie pomóc we wszystkim, jednak zdjęli z niej część obowiązków, co zdecydowanie ułatwiało życie.
Poza zwyczajnymi zamówieniami związanymi z pieczeniem słodkości Norka wśród znajomych była znana, jako osoba, która potrafi stworzyć eliksiry. Zawsze uważała, że gotowanie ma wiele wspólnego z warzeniem mikstur. W końcu tu i tu ważne było trzymanie się przepisów. Jeszcze w czasach nauki w Hogwarcie błyszczała na zajęciach związanych z tworzeniem magicznych napojów.
Przygotowania do Beltaine były bardzo intensywne. Brenna przyszła do niej z prośbą o stworzenie kilku eliksirów, które mogły się przydać pilnującym porządku. Norka oczywiście była zachwycona tym, że może pomóc. Nie była wojownikiem, jednak posiadała umiejętności, które mogły pomóc tym na froncie. Figgówna miała świadomość, że konflikt wśród czarodziejów stawał się coraz bardziej jawny. Już kilka lat temu rozmawiała z Patrickiem na temat tego, że jej umiejętności mogą się im przydać, wydawał się być zainteresowany współpracą. Kiedy tworzyła eliksiry dla Brenny wpadła na pewien pomysł. Postanowiła napisać do Stewarda, gdyż wydawał się być osobą, która posiada ważne informacje.
Usłyszała dzwonek, który zwiastował kolejnego klienta. Ruch w cukierni stawał się coraz mniejszy, jak zawsze o tej godzinie. Większość czarodziejów była już w pracy. Nora podniosła wzrok i spojrzała wstronę drzwi znad lady, gdzie układała babeczki na tacy. Zobaczyła znajomego mężczyznę, przywitała go promiennym uśmiechem i czekała, aż do niej podejdzie.
- Dzień dobry.- Powiedziała spokojnym tonem. Panna Figg idealnie wpasowywała się do stworzonego przez siebie miejsca. Wyglądała jak część ekspozycji, ubrana była w krotką, różową sukienkę, trochę jak landrynka, albo inny cukierek. - Dzisiaj całkiem spokojnie, a Tobie? Pewnie macie dużo pracy.- Słyszała od Erika, Brenny, że sporo się dzieje. - Już pakuję!- Sięgnęła po kartkę, którą przygotował mężczyzna. Przeczytała szybko to, co było na niej napisane. Skompletowała całe zamówienie do papierowej torby i dorzuciła od siebie małe, kolorowe bezy, też osiem sztuk, aby osłodzić aurorom życie. - Wypijesz kawę tutaj, czy wolisz wziąć ze sobą?- Nie wiedziała, czy ma czas, aby wypić ją na spokojnie. - Mam czas, możemy pójść na zaplecze, żeby nam nikt nie przeszkadzał.- Wiedziała, o czym chce porozmawiać. W liście, który do niego wysłała wspomniała o tym, że może warto by było trochę bardziej zaangażować się w pomoc walczącym po dobrej stronie mocy.