Geraldine rzadko kiedy miała doczynienia z ludźmi. Nie oszukujmy się, większość życia spędzała w lasach, znała się na zwierzętach nie na ludziach, dlatego wydawało jej się to czymś dziwnym. Nie miała pojęcia, że niektórzy mogą pragnąć zainteresowania i dążyć do niego w taki sposób. Sama zresztą nie chciałaby na siebie zwracać uwagi, nie znała też chyba nikogo kto mógłby próbować w ten sposób zainteresowac obcych swoją osobą. Nie negowała tego oczywiście, nie znała bowiem powodu dla którego mężczyzna mógł chcieć to robić, co nie zmieniało faktu, że nie do końca potrafiła to zrozumieć.
Fakty mówiły same za siebie. Wkurwiony pisał o tym, że ktoś mu ukradł kota, a wcale go nie miał. Sąsiadka na pewno się nie myliła. Yaxleyówna wiedziała, że takie kobiety zawsze mają rację, bo w dużej mierze żyły życiami innych osób, a nie tymi swoimi. Co innego miały do roboty w miejscach jak to? No nic. Obserwowały sąsiadów i zajmowały się życiem wszystkich wokół.
Zaczynało się robić coraz ciemniej. Aura przestawała być taka przyjemna, miała wrażenie, że sytuacja mogła być bardziej niebezpieczna, niż mogło się jej na początku wydawać. Nie zmieniało to faktu, że oczywiście nie zamierzała przerywać ich śledztwa. Tak, teraz traktowała to jako ich wspólne śledztwo. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji z Atreusem. To było dla niej coś dziwnego, aczkolwiek właściwie całkiem nieźle, przynajmniej jak na razie wychodziła im ta współpraca. Mieli podobne podejście do problemu, co potwierdziły jego kolejne słowa. - Dobrze wiedzieć, obawiam się, że to może być jedyna droga obrony jeśli przyjdzie do spotkania z nimi. - Mówiła o widmach i wiedziała, że Atreus zdaje sobie z tego sprawę.
Nadal nie potrafiła zrozumieć dlaczego Ministerstwo odbierało im jedyną możliwość obrony przed tymi istotami. Już dawno powinni zmienić podejście co do niektórych zaklęć powiązanych w pewien sposób z nekromancją, najwyraźniej jednak siedziały tam dzbany, które tego nie rozumiały. Właśnie przez to tak gardziła tymi urzędnikami.
- Chodźmy, żeby go nie zgubić.- Oczywiście nie dopuszczała innej możliwości. Powinni zobaczyć, po co właściwie ten mężczyzna wszedł do lasu.