22.10.2024, 11:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2024, 11:22 przez Brenna Longbottom.)
– To nie miałoby żadnego sensu, skoro prawdziwa specjalistka jest tutaj – oświadczyła dumnie, a potem obserwowała go bardzo uważnie. Dźgnęła nawet lekko pomiędzy żebra, jakby chciała podkreślić, żeby nie próbował tutaj wybiegów odnośnie tego „na razie nie jest źle”. Nie czytała z niego jak z otwartej księgi: niestety. Nie miała talentów Danielle i zbyt często nie była w stanie zauważyć pewnych rzeczy, które powinna dostrzec odpowiednio wcześnie. Ale trochę go znała i nie była głupia. Ledwo co walczył z nekromantą, stracił różdżkę, której używał przez kilkanaście lat i użył czarnej magii. Może był gotów do walki z tymi demonami, ale akurat wierzyła, że nie było tak źle.
– Jeżeli musiałbyś wybierać między czarną magią a czyjąś śmiercią, nie każę ci wybierać tego drugiego. Ale Matka Księżyca nie gra tutaj fair – powiedziała łagodnie. – Nie interesują jej intencje. W sądzie też z pewnych rzeczy trudno się wybronić.
Sama wystrzegała się czarnej magii tak mocno, choć kusiło ją wiele razy, głównie z obawy, że gdy już zacznie, nie zdoła przestać. Wiedziała jednak, że jeżeli przyszłoby jej wybierać… to też nie wahałaby się długo.
Czasem ją to przerażało.
- Jestem pewna, że dementorzy zgotują mu czułe powitanie - powiedziała, a teraz w jej głosie zagościł chłód. Czy rzucanie kogoś dementorom było nieludzkie? Skąd. Było ludzkie. W pełni ludzkie. Tak samo jak ludzkie było to, że ten mężczyzna sprzedawał niewinnym ludziom przeklęte przedmioty: że sprawiał, że ktoś kupował prezent córce lub dziewczynie i wręczał jej śmierć.
Nie zamierzała więc go żałować. Brenna też umiała być bezlitosna.
Cofnęła się, wyciągając różdżkę i celując w Thomasa.
Rzut – w celu ułatwienia pojedynku gramy z mechaniką rzutów k100 plus 10 za kropki od Z. Kształtowanie, W.
Tarcza, którą wyczarował była silna, różdżka bez wątpienia doskonale współpracowała… ale rzecz w tym, że Brenna wzięła sobie do serca ten przykaz „nie hamowania się”. I chyba trochę przesadziła: czasem jeżeli szło o tę dziedzinę magii się zapominała, wkładając w czary za wiele siły. Wyczarowane przez Brennę pnącza uderzyły w tarczę i przebiły ją, po czym pochwyciły Thomasa w swoje sidła, a ona opuściła nieco różdżkę, trochę zakłopotana. Figg miał w końcu przetestować swoją kompatybilność z różdżką, wyczuć ją, nie brać udział w walce na śmierć i życie. Znowu.
- Może pokażesz mi parę czarów rozpraszających zamiast pojedynku? - zaproponowała, znów machając różdżką, próbując wycofać własny czar. - Chętnie poćwiczę rozpraszanie.
Rozproszenie
– Jeżeli musiałbyś wybierać między czarną magią a czyjąś śmiercią, nie każę ci wybierać tego drugiego. Ale Matka Księżyca nie gra tutaj fair – powiedziała łagodnie. – Nie interesują jej intencje. W sądzie też z pewnych rzeczy trudno się wybronić.
Sama wystrzegała się czarnej magii tak mocno, choć kusiło ją wiele razy, głównie z obawy, że gdy już zacznie, nie zdoła przestać. Wiedziała jednak, że jeżeli przyszłoby jej wybierać… to też nie wahałaby się długo.
Czasem ją to przerażało.
- Jestem pewna, że dementorzy zgotują mu czułe powitanie - powiedziała, a teraz w jej głosie zagościł chłód. Czy rzucanie kogoś dementorom było nieludzkie? Skąd. Było ludzkie. W pełni ludzkie. Tak samo jak ludzkie było to, że ten mężczyzna sprzedawał niewinnym ludziom przeklęte przedmioty: że sprawiał, że ktoś kupował prezent córce lub dziewczynie i wręczał jej śmierć.
Nie zamierzała więc go żałować. Brenna też umiała być bezlitosna.
Cofnęła się, wyciągając różdżkę i celując w Thomasa.
Rzut – w celu ułatwienia pojedynku gramy z mechaniką rzutów k100 plus 10 za kropki od Z. Kształtowanie, W.
Rzut 1d100+30 - 72 +30 = 102
Rzut 1d100+30 - 41 +30 = 71
Tarcza, którą wyczarował była silna, różdżka bez wątpienia doskonale współpracowała… ale rzecz w tym, że Brenna wzięła sobie do serca ten przykaz „nie hamowania się”. I chyba trochę przesadziła: czasem jeżeli szło o tę dziedzinę magii się zapominała, wkładając w czary za wiele siły. Wyczarowane przez Brennę pnącza uderzyły w tarczę i przebiły ją, po czym pochwyciły Thomasa w swoje sidła, a ona opuściła nieco różdżkę, trochę zakłopotana. Figg miał w końcu przetestować swoją kompatybilność z różdżką, wyczuć ją, nie brać udział w walce na śmierć i życie. Znowu.
- Może pokażesz mi parę czarów rozpraszających zamiast pojedynku? - zaproponowała, znów machając różdżką, próbując wycofać własny czar. - Chętnie poćwiczę rozpraszanie.
Rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.