Nikolai wciąż tęsknił za lasami rodzinnej Rosji, za bieganiem wśród wysokich drzew i uczuciem zapadającego się pod ciężkimi łapami śniegiem. Tęsknił za tarzaniem się w wysokim śniegu, za zabawami ze znajomymi, którzy w swoich animagicznych formach ganiali się z nim między drzewami. Tęsknił za tamtą wolnością, która pozwalała mu oderwać się, chociaż na chwilę od wygórowanych oczekiwań rodziny i dziwnych zasad ojca.
Niedźwiedzie łapy zostawiały swoje ślady w błocie, ugniatały liście i leśne runo, gdy zwierz przemieszczał się pomiędzy drzewami, od których miał przecież trzymać się z daleka. Ostrzegał go przed Knieją Vlad. Ostrzegała Brenna. Obiecał Samowi, że nie będzie zbliżał się do lasu. Czy powinien jednak zignorować dziewczę, które przemieniło się na oczach mugoli i uciekło do Kniei? Czy powinien “zostawić to odpowiednim służbom”? A jeśli tych “odpowiednich służb” nie było? Jeśli nie podjęliby odpowiednich kroków wystarczająco szybko? Jeśli to przeczucie, że dziewczyna była w niebezpieczeństwie, nie było bezpodstawne? Zdaniem Nikolaia, był to dobry powód, dla którego przekroczył tę granicę i wlazł między drzewa. W końcu chodziło o drugiego człowieka.
Oczy wypatrywały drugiej, zwierzęcej istoty, nozdrza wciągały powietrze, szukając innego zapachu. Z pyska co chwila wydobywało się krótkie sapanie, po kręgosłupie przebiegał chłodny dreszcz. Otrzepał się, czując, jakby coś osiadało mu na futrze i było to nieprzyjemne uczucie. Czy było to prawdziwe, czy był to jedynie wytwór jego wyobraźni - tego nie potrafił określić, ale odczucie było niemal rzeczywiste. Coś ciągnęło go dalej, jakby obiecywało więcej tego, czego w tym momencie najbardziej chciał - tej wolności, którą dawała zwierzęca forma. Jednocześnie z tyłu głowy majaczyły mu historie o duchach, zjawach i śmiertelnych ofiarach Kniei, do których nie chciał dołączyć. Ale musiał znaleźć tę dziewczynę. Musiał ją znaleźć i upewnić się, że nie groziło jej nic gorszego, niż spotkało ją do tej pory.
Było to kolejne dziwne uczucie, bo przecież tej dziewczyny nie znał. Widział ją pierwszy raz w życiu, ale czuł, że gdyby teraz zrezygnował, odwrócił się, opuścił las i wrócił do domu, nie mógłby otrząsnąć się z wyrzutów sumienia. A gdyby później pojawiła się informacja, że dziewczynę znaleziono, ale wcale nie całą i zdrową, byłaby to jego wina. Bo nie zareagował. Bo zrezygnował. Bo uciekł.
Dlatego teraz szedł, biegł dalej w las. Dalej między drzewa, wypatrując i węsząc za zapachem człowieka, lub zwierzęcia, które mogłoby doprowadzić go do dziewczyny, której nie znał. Powtarzając w myślach prośby, by dziewczynie nic się nie stało.
!Krąg