22.10.2024, 13:44 ✶
Westchnął dobrze rozumiejąc o czym mówi, każda noc to była kolejna walka z demonami, niekończące się fale mrocznych myśli sunęły, nie zważając na to ile wcześniejszych zostało już pokonanych. Ile raz to podkradał norze zapasy eliksiru, żeby móc choć jedną noc przespać w spokoju, ile razy unikał pójścia spać i szwendał się po niemagicznym Londynie w nocy? Doprowadzenie się Ań skraj wytrzymałości ułatwiało zaśnięcie, ale wówczas demony atakowały podczas snu. A choć używki pomagały zasnąć to jednak cena nadal byłą wysoka.
- Sen nie przynosi ukojenia, tylko jest kolejnym polem bitwy, gdzie stoisz bezbronny, obdarty z szans obrony - odpowiedział opuszczając dłoń i odsuwając się od drzwi, ale nie żeby odejść. Usiadł ze skrzyżowanymi nogami przy drzwiach, oparty o nie plecami. W chili ciszy słuchać było tylko dźwięk odpalanej zapalniczki, kiedy użył jej do zapalenia papierosa. Zaciągając się dymem przełożył palce przez ogień nim zgasił go i schował ją do kieszeni.
- To musiałem robić coś źle - wyrzucił z siebie wraz z dymem. Choć to też nie do końca prawda, miała rację, że to pomagało, ale potem przychodziło poczucie winy, że wykorzystał kogoś tylko po to, żeby samemu poczuć się lepiej. Potrząsnął głową i oparł się potylicą o drzwi. Wpatrzony w strop przysłuchiwał się jej słowom, tak prosto było skupić się na jej głosie i nie słyszeć tego wewnątrz siebie. Słuchając jej odnosił wrażenie jakby słuchał siebie, czy t dlatego tak bolało? Nikomu nie życzył przeżywać tego co kotłowało się w nim. - Tak prosto jest złapać się tego co pozwolą ci poczuć się normalnie i nie myśleć, prawda? - zapytał, choć znał odpowiedź. - Kiedy siedzisz zbyt zmęczony i chory od samotności, a proszki to jedynie ucieczka od cierpienia, które wraca. Dlatego rozpaczliwie łapiesz się wszystkiego co sprawia, że nie musisz myśleć o tym jaki jest cel tej pierdolonej katastrofy. A życie to paraliżujące pasmo bólu - nie odpowiadał jej radami, nie chciał jej uleczyć w jeden cudowny sposób, nawet nie wiedział czy byłby w stanie. Po prawdzie to nie wiedział czy powinien z nią rozmawiać. Wiedział, że niedługo przyjdzie mu pójść zapolować na "brata" Yaxleyówny i nie wiedział co przyniesie przyszłość, czy z tego wróci. Nie chciał mieszać jej w głowie pojawiając się w jej życiu jeszcze wyraźniej. Ale nie potrafił odejść po słowach Nory i tym gdy już ją zobaczył. - Życie jest zbyt ulotne, żeby chować swoje uczucia - nawet nie zdał sobie sprawy, że tym razem swoje myśli powiedział na głos. Zaciągnął się po raz ostatni papierosem i zacisnął niedopałem w pięści, ból rozrzedzonego tytoniu wdarł mu się na skórę, ale ból był dobry, pomagał się skupić, niczym pasterski pies zebrał myśli rozgonione niczym niesforne stado owiec. - Nie musisz oglądać go sama. Wpłyń na moje wody i osiądź niczym wyspa, gdzie będziesz mogła zaznać odpoczynku, a radzenie sobie ze światem zostaw mi. Tak jak wtedy... - zakończył przymykając oczy i milknąc w końcu. Miał wrażenie, że pomimo dzielących ich drzwi nadal byli zdolni dotykać swoich dusz. Na co tylko czekał głos w jego głowie, który zawsze wiedział kiedy i jak zadać cios.
Aleś się teraz wygłupił, to tylko twój wymysł, naćpaliście się tą herbatą i to wszystko sobie ubzdurałeś
- Sen nie przynosi ukojenia, tylko jest kolejnym polem bitwy, gdzie stoisz bezbronny, obdarty z szans obrony - odpowiedział opuszczając dłoń i odsuwając się od drzwi, ale nie żeby odejść. Usiadł ze skrzyżowanymi nogami przy drzwiach, oparty o nie plecami. W chili ciszy słuchać było tylko dźwięk odpalanej zapalniczki, kiedy użył jej do zapalenia papierosa. Zaciągając się dymem przełożył palce przez ogień nim zgasił go i schował ją do kieszeni.
- To musiałem robić coś źle - wyrzucił z siebie wraz z dymem. Choć to też nie do końca prawda, miała rację, że to pomagało, ale potem przychodziło poczucie winy, że wykorzystał kogoś tylko po to, żeby samemu poczuć się lepiej. Potrząsnął głową i oparł się potylicą o drzwi. Wpatrzony w strop przysłuchiwał się jej słowom, tak prosto było skupić się na jej głosie i nie słyszeć tego wewnątrz siebie. Słuchając jej odnosił wrażenie jakby słuchał siebie, czy t dlatego tak bolało? Nikomu nie życzył przeżywać tego co kotłowało się w nim. - Tak prosto jest złapać się tego co pozwolą ci poczuć się normalnie i nie myśleć, prawda? - zapytał, choć znał odpowiedź. - Kiedy siedzisz zbyt zmęczony i chory od samotności, a proszki to jedynie ucieczka od cierpienia, które wraca. Dlatego rozpaczliwie łapiesz się wszystkiego co sprawia, że nie musisz myśleć o tym jaki jest cel tej pierdolonej katastrofy. A życie to paraliżujące pasmo bólu - nie odpowiadał jej radami, nie chciał jej uleczyć w jeden cudowny sposób, nawet nie wiedział czy byłby w stanie. Po prawdzie to nie wiedział czy powinien z nią rozmawiać. Wiedział, że niedługo przyjdzie mu pójść zapolować na "brata" Yaxleyówny i nie wiedział co przyniesie przyszłość, czy z tego wróci. Nie chciał mieszać jej w głowie pojawiając się w jej życiu jeszcze wyraźniej. Ale nie potrafił odejść po słowach Nory i tym gdy już ją zobaczył. - Życie jest zbyt ulotne, żeby chować swoje uczucia - nawet nie zdał sobie sprawy, że tym razem swoje myśli powiedział na głos. Zaciągnął się po raz ostatni papierosem i zacisnął niedopałem w pięści, ból rozrzedzonego tytoniu wdarł mu się na skórę, ale ból był dobry, pomagał się skupić, niczym pasterski pies zebrał myśli rozgonione niczym niesforne stado owiec. - Nie musisz oglądać go sama. Wpłyń na moje wody i osiądź niczym wyspa, gdzie będziesz mogła zaznać odpoczynku, a radzenie sobie ze światem zostaw mi. Tak jak wtedy... - zakończył przymykając oczy i milknąc w końcu. Miał wrażenie, że pomimo dzielących ich drzwi nadal byli zdolni dotykać swoich dusz. Na co tylko czekał głos w jego głowie, który zawsze wiedział kiedy i jak zadać cios.
Aleś się teraz wygłupił, to tylko twój wymysł, naćpaliście się tą herbatą i to wszystko sobie ubzdurałeś