Norka wbrew pozorom miała znajomości w najróżniejszych kręgach. Od zawsze była ciepła, pomocna, angażowała się w relacje między ludzkie. Trudno było ją do siebie zrazić, nie narzucała się, wyciągała rękę kiedy ktoś tego potrzebował. To przynosiło efekty, zauważyła, że kiedy otworzyła cukiernię wielu znajomych z dawnych lat przyszło odwiedzić to miejsce dlatego, że należało do niej. Chcieli ponownie się spotkać, odświeżyć znajomość, co było budujące, szczególnie, że Figgówna na pewien okres życia została nieco wykluczona z życia towarzyskiego. Musiała zająć się małą Mabel, to jej poświęcała cały czas, nie mogła angażować się w koleżenskie znajomości tak intensywnie, jak robiła to kiedyś. Bywało, że siadała i pisała listy do wszystkich, aby o niej nie zapomnieli, jak widać przynosiło to skutki, bo nadal o niej pamiętali.
Kiedy ktoś patrzył na nich z boku, mógł się zastanawiać, jak to właściwie możliwe, że darzą się sympatią. Nora zdecydowanie nie pasowała do wizerunku obu mężczyzn, mała, sympatyczna, wiecznie roześmiana blondynka, w tej swojej różowej cukierni i dwóch mężczyzn nad których reputacją można się było zastanowić, szczególnie jeśli chodzi o Sauriela. Jak widać pozory często mogły mylić, gdyż Figgówna dogadywała się z nimi bez najmniejszego problemu. Przepadała za ich towarzystwem, choć każdego traktowała nieco inaczej. Ollivander był jej towarzyszem od zawsze. Razem udało im się jakoś zakończyć naukę w Hogwarcie, wiedzieli, że mogą na siebie liczyć w najgorszych sytuacjach, nie miała przed nim żadnych tajemnic, w pełni mu ufała. Jeśli zaś chodzi o Rookwooda to ponownie spotkanie z nim spowodowało, że zauważyła, że można na nią patrzeć inaczej. Nie jak na biedną, samotną matkę z dzieckiem, której los spłatał figla, z niespełnionymi marzeniami. Spotkanie z Saurielem wiele jej dało, poczuła się znowu jako ktoś, kim można się zainteresować, w pewien sposób podbudował tę cząstkę, która wydawać by się mogło, że gdzieś zniknęła, dlatego też tak reagowała na jego obecność. Miała świadomość, że jest to platonicznie uczucie, jednak przyjemnie się jej robiło, gdy z nim rozmawiała.
- Wierz mi, że Fergus jest odporny na mój urok.- Mrugnęła do Sauriela z uśmiechem na twarzy. Zdecydowanie nie spoglądali na siebie w ten sposób, byli jak rodzeństwo, tyle, że nie płynęła w nich ta sama krew, chociaż przynajmniej jakaś płynęła, nie to co w Saurielu, choć Norce jeszcze nie było dane tego wiedzieć.
- Och Fergus, nie znałam Cię z takiej uczuciowej strony, może jeszcze dane mi będzie ją kiedyś poznać.- Nie miała pojęcia, co wydarzyło się między tą dwójką, ale wolała w to nie wnikac, Nora nie wsadzała nosa w nieswoje sprawy.
Wtedy zupełnie znienacka pojawił się on - wspaniały, rudy kot. - Dzień dobry Salem.- Odparła zadowolona, że go widzi. Musiał się wyspać, bo wydawało jej się, że nie ma najgorszego humoru, może też zjadł swoją wieczorną porcję tuńczyka. Nieco zdziwiła się komentarzem kota, bo ona nie do końca dostrzegła zmianę w zachowaniu Ollivandera, przeniosła wzrok na przyjaciela. Zwierzętom zdecydowanie łatwiej przychodziła ocena nastroju. Wierzyła więc w to, że Salem dostrzegł coś, czego ona sama nie widziała.
- Saurielu, poznaj Salema, jest to mój koci towarzysz o którym Ci ostatnio opowiadałam.- Wypadałoby, aby wreszcie się poznali. - Salem, Sauriel będzie bywał u nas częściej, udało mi się namówić go do tego, aby raczył naszych gości swoimi występami.- Powinien chyba o tym wiedzieć, skoro sam często obsługiwał klientów.