22.10.2024, 15:17 ✶
Duch - o ile to był duch? - patrzył przez chwilę na Atreusa. Nie widział dokładnie twarzy starszej kobiety, ale mógłby przysiąc, że ta wykrzywiła się w dziwnym grymasie. "Puchoni?! Gryfoni?!" - mamrotała pod nosem, rozglądając się. Oczywiście... Blackowie dbali głównie o czystość krwi, a nie wszyscy czystokrwiści trafiali tylko do Slytherinu - najwyraźniej jednak fakt nieodpowiedniej reprezentacji Ślizgonów na weselu dość mocno ją ubódł w dumę. A już jak usłyszała o przerośniętych świnkach morskich, zdawało się, że za moment dozna zawału i jedynym, co ją przed tym chroniło, był zapewne fakt, że już była martwa.
Wyszła z fontanny, opadając na podłogę w kałuży czekolady, spojrzała na aurora gniewnie, jakby to była jego wina. Po czym odlewitowała dalej, być może chcąc zrobić porządek z weselem swojego prawnuczka, na którym to po parkiecie biegały przerośnięte świnki morskie.
Na całe szczęście, część obsługi zatrudnionej przez Blacków była dobrze wyszkolona. Jeden z kelnerów rzucił się za nią - może zdoła rozproszyć tę magię lub namówić prababcię, aby udała się z nim gdzieś na stronę, nim zwrócą na nią uwagę wszyscy goście? Jakaś znękana wyraźnie kelnerka, może mając dość dziwnych wydarzeń tego wieczora, a może tylko okrzyczana przez któregoś z czystokrwistych gości za sam fakt istnienia, podeszła do fontanny z różdżką, by zacząć dyskretne czyszczenie podłogi i stolika... choć zdawała się bardzo niepewna, co właściwie zrobić. Zostawić tu tę fontannę jak gdyby nigdy nic, czy może usunąć ją ze stolika?
Wyszła z fontanny, opadając na podłogę w kałuży czekolady, spojrzała na aurora gniewnie, jakby to była jego wina. Po czym odlewitowała dalej, być może chcąc zrobić porządek z weselem swojego prawnuczka, na którym to po parkiecie biegały przerośnięte świnki morskie.
Na całe szczęście, część obsługi zatrudnionej przez Blacków była dobrze wyszkolona. Jeden z kelnerów rzucił się za nią - może zdoła rozproszyć tę magię lub namówić prababcię, aby udała się z nim gdzieś na stronę, nim zwrócą na nią uwagę wszyscy goście? Jakaś znękana wyraźnie kelnerka, może mając dość dziwnych wydarzeń tego wieczora, a może tylko okrzyczana przez któregoś z czystokrwistych gości za sam fakt istnienia, podeszła do fontanny z różdżką, by zacząć dyskretne czyszczenie podłogi i stolika... choć zdawała się bardzo niepewna, co właściwie zrobić. Zostawić tu tę fontannę jak gdyby nigdy nic, czy może usunąć ją ze stolika?