22.10.2024, 19:41 ✶
-Wolałabym takiego na czarnym - mruknęła z przekąsem, mimo iż dokładnie wiedziała co jej brat miał na myśli. Zaraz uśmiechnęła się delikatnie, mierzwiąc mu włosy.
-Ja dominujący? - uśmiech na jej ustach zdawał się poszerzyć - Może troszeczkę - przyznała. Miał racje. Powinna. Powinna też znaleźć kogoś kto się nią zaopiekuje, kto będzie dobry i majętny. Spokojny i ciepły.
-Charlie... - zaczęła szeptem, nieznacznie mrużąc ślepia - Dorastaliśmy w emocjonalnej patologii, wiesz? Nie łudź się nawet, że kiedyś będę w szczęśliwym zdrowym związku - wyznała niemal niesłyszalnie, kolejny raz mierzwiąc mu włosy - Zawsze będzie mi czegoś brak, Charlie... - stwierdziła zgodnie z własnymi myślami. W końcu... zawsze musiało się coś spierdolić.
-Ucieknę... Uciekłeś... - mówiła spokojnie, wbijając w niego jasne spojrzenie - Co tam się wydarzyło, Charlie? Wiem tyle, że wuj kazał Ci się wyprowadzić. A ojciec? Nie stanął w twojej obronie? Nie zrobił nic?- zapytała, chociaż bardziej było to pytanie pułapka, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek. Dobrze znała gorzką prawdę. Zawsze byli na drugim miejscu i wątpiła by w tej kwestii coś się zmieniło.
-Grabisz sobie, wiesz? - zachichotała, oplatając łapkami jego szyje, zaraz na jej usta wpłynął figlarny uśmiech, zmrużyła delikatnie ślepia - Ah tak? A powiedz mi, braciszku, jak mi ulepisz taką penisoświeczuszkę, to nie zakłopotasz się za bardzo? - uśmiech na jej ustach się poszerzył, a ona sama przechyliła łepek w bok -bo ja chętnie będę obwieszczać wszem i wobec jaki cudowny prezent otrzymałam - zachichotała. Zaraz uniosła jedną z brwi. Ah no tak, symbolika
-Wierzę w twoje zdolności, braciszku... - wyznała z głupim uśmiechem - ale no dobrze, masz racje. Może na pierwszy raz za dużo... - umilkła na moment - niech to będzie zatem wróbel.
-Ja dominujący? - uśmiech na jej ustach zdawał się poszerzyć - Może troszeczkę - przyznała. Miał racje. Powinna. Powinna też znaleźć kogoś kto się nią zaopiekuje, kto będzie dobry i majętny. Spokojny i ciepły.
-Charlie... - zaczęła szeptem, nieznacznie mrużąc ślepia - Dorastaliśmy w emocjonalnej patologii, wiesz? Nie łudź się nawet, że kiedyś będę w szczęśliwym zdrowym związku - wyznała niemal niesłyszalnie, kolejny raz mierzwiąc mu włosy - Zawsze będzie mi czegoś brak, Charlie... - stwierdziła zgodnie z własnymi myślami. W końcu... zawsze musiało się coś spierdolić.
-Ucieknę... Uciekłeś... - mówiła spokojnie, wbijając w niego jasne spojrzenie - Co tam się wydarzyło, Charlie? Wiem tyle, że wuj kazał Ci się wyprowadzić. A ojciec? Nie stanął w twojej obronie? Nie zrobił nic?- zapytała, chociaż bardziej było to pytanie pułapka, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek. Dobrze znała gorzką prawdę. Zawsze byli na drugim miejscu i wątpiła by w tej kwestii coś się zmieniło.
-Grabisz sobie, wiesz? - zachichotała, oplatając łapkami jego szyje, zaraz na jej usta wpłynął figlarny uśmiech, zmrużyła delikatnie ślepia - Ah tak? A powiedz mi, braciszku, jak mi ulepisz taką penisoświeczuszkę, to nie zakłopotasz się za bardzo? - uśmiech na jej ustach się poszerzył, a ona sama przechyliła łepek w bok -bo ja chętnie będę obwieszczać wszem i wobec jaki cudowny prezent otrzymałam - zachichotała. Zaraz uniosła jedną z brwi. Ah no tak, symbolika
-Wierzę w twoje zdolności, braciszku... - wyznała z głupim uśmiechem - ale no dobrze, masz racje. Może na pierwszy raz za dużo... - umilkła na moment - niech to będzie zatem wróbel.