20.01.2023, 14:19 ✶
Na cmentarzu był jako jeden z pierwszych. Ubrany w czarny, nieco znoszony garnitur (przynajmniej dobrze dopasowany, bo przy tak częstym noszeniu rozciągnął się tam, gdzie powinien i leżał na nim jak druga skóra) wyglądał bardziej jak pracownik domu pogrzebowego, niż jeden z gości. Zwłaszcza że trzymał się raczej na uboczu - obserwował wchodzących gości, ale z nikim nie rozmawiał. Z resztą - nikt go za bardzo nie znał, toteż czemu by mieli poświęcać mu więcej czasu niż kurtuazyjne „dzień dobry” czy skinięcie głową. Co jakiś czas zerkał jedynie na prostą mapę posiadłości, jakby spodziewał się znaleźć w niej coś nowego niż ten sam szkic murów i trzy strzałki wskazujące gdzie iść.
Pech chciał, że wziął za małą papierośnicę. Albo zapomniał ją uzupełnić? Jakby nie było, efektem był brak tytoniu w dłoni, dymu w płucach i nikotyny w krwiobiegu. Katastrofa. Szczęśliwie przy wejściu przystanął Theon. Micah podszedł do niego, skinął głową - dwóch palaczy porozumiało się bez słów. Młody Yaxley użyczył mu papierosa i ognia.
Pech chciał, że wziął za małą papierośnicę. Albo zapomniał ją uzupełnić? Jakby nie było, efektem był brak tytoniu w dłoni, dymu w płucach i nikotyny w krwiobiegu. Katastrofa. Szczęśliwie przy wejściu przystanął Theon. Micah podszedł do niego, skinął głową - dwóch palaczy porozumiało się bez słów. Młody Yaxley użyczył mu papierosa i ognia.
- Rodzina? - zapytał mężczyznę.
- Nie - padła znana mu już odpowiedź. - A Ty?
- Przyjaciel rodziny, że tak powiem - rzekł, zaciągając się papierosem.
- W takim razie moje kondolencje - odparł rozmówca tuż po tym, jak z ust wydobył się kolejny obłoczek dymu.
- Za bardzo jej nie znałem. Na pogrzebie jednak wypadało się pojawić - choć może nie ze względu na konwenanse społeczne, a obowiązki innego typu.
W sumie nie był to pierwszy pogrzeb Malfoyów, na którym się pojawił, choć poprzedni miał miejsce prawie dwie dekady temu. Tamtego nieboszczyka - Septimusa - znał nieco lepiej. Swego czasu ojciec Micah pisał monografię na temat historii stosunków indyjskich czarodziejów do mugolskich ruchów niepodległościowych w Indiach, przy której współpracował z ówczesnym nestorem Malfoyów. Polubili się na tyle, że po jej zakończeniu spotykali u siebie na obiadach. Na rok przed swoją śmiercią Septimus był nawet na ślubie Micah.
Simone natomiast poznał, gdy ta była już zamknięta w Lecznicy Dusz. Trudno tutaj w sumie mówić o poznaniu jej. Elliott nie zawsze miał czas lub siły ją odwiedzić. Nie zawsze też mógł - “Kanclerz nie powinien zbyt często odwiedzać domu dla obłąkanych” mówił Fortinbras. Stąd też czasami to Micah sprawdzał stan Simone. Jemu było prościej - nie znał kobiety, nie kochał jej czy też może nie próbował udawać lub wmówić sobie, że ją kochał. Miał obycie wśród śmierci i ponurych korytarzy szpitala. Wiedział, jak to jest patrzeć i czekać na nieuniknioną śmierć bliskiej osoby.
- Sam widziałem ją może z kilka razy. Na pewno przy okazji ślubu - wyrwał go z chwili zamyślenia Theo - A przynajmniej więcej nie pamiętam.
Niektórzy też pewnie chcieliby zapomnieć.
- No nic, chyba pozostaje mi podziękować za chwilowe towarzystwo - rzekł Yaxley gasząc pod butem niedopałek. Micah skinął mu jedynie głową. Gdy Theo wszedł już do środka Bagshot po raz kolejny rzucił okiem na mapkę posiadłości. Sam dopalił papierosa, po czym na samym końcu kordonu żałobników ruszył w stronę kaplicy. Stanął w kącie, z tyłu, wzrokiem obejmując całe pomieszczenie. Ponownie zwrócił uwagę na Theo, tym razem wraz z siostrą. Yaxleyowie już dokazywali - oby alkohol nie miał uderzyć im do głowy.
- Nie - padła znana mu już odpowiedź. - A Ty?
- Przyjaciel rodziny, że tak powiem - rzekł, zaciągając się papierosem.
- W takim razie moje kondolencje - odparł rozmówca tuż po tym, jak z ust wydobył się kolejny obłoczek dymu.
- Za bardzo jej nie znałem. Na pogrzebie jednak wypadało się pojawić - choć może nie ze względu na konwenanse społeczne, a obowiązki innego typu.
W sumie nie był to pierwszy pogrzeb Malfoyów, na którym się pojawił, choć poprzedni miał miejsce prawie dwie dekady temu. Tamtego nieboszczyka - Septimusa - znał nieco lepiej. Swego czasu ojciec Micah pisał monografię na temat historii stosunków indyjskich czarodziejów do mugolskich ruchów niepodległościowych w Indiach, przy której współpracował z ówczesnym nestorem Malfoyów. Polubili się na tyle, że po jej zakończeniu spotykali u siebie na obiadach. Na rok przed swoją śmiercią Septimus był nawet na ślubie Micah.
Simone natomiast poznał, gdy ta była już zamknięta w Lecznicy Dusz. Trudno tutaj w sumie mówić o poznaniu jej. Elliott nie zawsze miał czas lub siły ją odwiedzić. Nie zawsze też mógł - “Kanclerz nie powinien zbyt często odwiedzać domu dla obłąkanych” mówił Fortinbras. Stąd też czasami to Micah sprawdzał stan Simone. Jemu było prościej - nie znał kobiety, nie kochał jej czy też może nie próbował udawać lub wmówić sobie, że ją kochał. Miał obycie wśród śmierci i ponurych korytarzy szpitala. Wiedział, jak to jest patrzeć i czekać na nieuniknioną śmierć bliskiej osoby.
- Sam widziałem ją może z kilka razy. Na pewno przy okazji ślubu - wyrwał go z chwili zamyślenia Theo - A przynajmniej więcej nie pamiętam.
Niektórzy też pewnie chcieliby zapomnieć.
- No nic, chyba pozostaje mi podziękować za chwilowe towarzystwo - rzekł Yaxley gasząc pod butem niedopałek. Micah skinął mu jedynie głową. Gdy Theo wszedł już do środka Bagshot po raz kolejny rzucił okiem na mapkę posiadłości. Sam dopalił papierosa, po czym na samym końcu kordonu żałobników ruszył w stronę kaplicy. Stanął w kącie, z tyłu, wzrokiem obejmując całe pomieszczenie. Ponownie zwrócił uwagę na Theo, tym razem wraz z siostrą. Yaxleyowie już dokazywali - oby alkohol nie miał uderzyć im do głowy.