Yaxleyówna pamiętała to uczucie, które ogarnęło ją w Kniei, kiedy przeszukiwała las po Beltane. Chłód, jakby jej kości miały zamarznąć, a szczęście, które w niej tkwiło zaczynało się ulatniać. Nie zamierzała niepotrzebnie ryzykować, bo wiedziała, jak kończą ci, którzy spotykają widma na swej drodze, szczególnie nieprzygotowani. Nie zapomni nigdy widoku tego chłopca, który wcale nie był już chłopcem. Wyssały z niego całą energię życiową, znaczy nie do końca całą i chyba to było w tym najgorsze, odebrały mu najlepsze lata życia, zostawiły duszę w starym ciele, które nie miało przed sobą zbyt wielu lat. To było straszne.
- Wiem, także, jakby co to spierdalamy, nie warto ryzykować. - Geraldine praktycznie niczego się nie bała, ale te istoty wzbudzały w niej strach.
Ruszyli za Wkurwionym, szli dosyć długo, aż doszli do głębi Kniei. Robiło się coraz ciemniej, zimniej. Pojawił się niepokój. Yaxleyówna czuła, że wejście do lasu mogło okazać się być jednak bardzo złym pomysłem.
Zatrzymała się w końcu, żeby na spokojnie obserwować to, co działo się przed nimi.
Dostrzegła tę istotę, która siedziała przy jednym z dębów. Wiedziała, że to nie wróży niczego dobrego, że to ona powoduje to dziwne uczucie, które zaczęło ją wypełniać.
Nie spodziewała się jednak, że tak szybko zostaną zdemaskowani, najwyraźniej mężczyzna przyprowadził ich tu celowo, dali się wprowadzić w pułapkę? - KURWA MAĆ. - Wysyczała przez zęby, kiedy istota zaczęła się czołgać w ich kierunku. Nie zamierzała pozwolić jej się im do nich zbliżyć, to mogło się zakończyć bardzo głupią i niepotrzebną śmiercią, a ona przecież chciała żyć. - Spierdalamy. - Nie miała zamiaru zostawić tu Atreusa, złapała go za nadgarstek, żeby pociągnąć go ze sobą.