Geraldine wiedziała, co czai się w Kniei. Widziała to, co w niej mieszka, widziała to, co może zrobić ludziom takim jak ona. Ledwie dzień wcześniej wraz z Atreusem natknęli się na stworzenie, które miało zamiar ich zjeść. Mieli zostać czyimś obiadem. Nie był to pierwszy raz, kiedy miała doczynienia z tym, co nie pozwalało wchodzić do lasu. Tuż po Beltane przeszukiwała las i natknęła się na jedno z nich, spierdalała gdzie pieprz rośnie. Yaxleyówna nie bała się niczego, strach był dla niej raczej rzadkim uczuciem, w przypadku wejścia do Kniei się pojawiał, a to mówiło samo za siebie. Faktycznie musiało w niej mieszkać coś okropnego, coś co było w stanie doprowadzić do lęku nieustraszoną łowczynię potworów.
Myśliwa jednak nie zamierzała zbyt długo się nad wszystkim zastanawiać. Pojawił się wilkołak, powinna podążać za nim. Nie mogła pozwolić na to, aby kogoś skrzywdził.
Wiedziała, że powinna zacząć pogłębiać wiedzę związaną z nekromancją, musiała się w to zaangażować, jeśli miała zamiar walczyć z tymi stworzeniami, które zamieszkały w Kniei, to miejsce nie było już bezpieczne, a ona postanowiła ponownie wleźć do lasu. Mimo tego, co widziała wczoraj, a może przez to? Może wcale nie chodziło o to, że chciała złapać wilkołaka, a raczej ocalic go od tego, co czaiło się w głuszy.
Widziała ciało, wysuszone, zastygnięte w agonii, pozbawione wszystkiego, co płynęło w nim wcześniej. Sama nie wiedziała, czy było jej go żal, bo chciał, aby te stworzenia zeżarły ją i Atreusa, jednak nikt nie zasługiwał na taki los.
Biegła więc przed siebie, z całych sił, na tych malutkich nóżkach. Podążała za bestią, która biegła do miejsca, gdzie czaiły się gorsze potwory od niej samej. To było przerażające.
Pozostawała trochę z tyłu, bo jej łapki były najmniejsze. Zawsze trochę zastanawiało ją dlaczego to musiał być akurat skunks, zdecydowanie nie była to forma, którą można było się chwalić, z drugiej strony mało kto potrafił zmieniać się w jakiekolwiek zwierzę, więc nie było to wcale najgorsze.
W pewnym momencie usłyszała stukot nieco większych łap, gdy spojrzała przed siebie dostrzegła niedźwiedzia. Kurwa, spotkała już w lipcu niedźwiedzia w Dolinie, próbowała go upolować, tyle, że okazało się, że nie był zwierzęciem, a animagiem jak ona. Co jeśli to ten sam zwierzak? W sumie to człowiek. Wiedziała, że w tym miejscu miśki nie występowały naturalnie.
Biegła więc jeszcze szybciej, teraz sprawa stawała się jeszcze bardziej groźna, co jeśli i temu chłopakowi stanie się krzywda, na pewno wiedział, co czai się w Kniei, przecież wszyscy o tym wiedzieli.