Wiedziała, że to nie było takie oczywiste. Jeśli ktoś nie miał doczynienia z tym wcześniej, czy nie widział efektów tego, co niosło obcowanie z tymi stworzeniami mógł nieco lekceważyć sytuację. Yaxleyówna naprawdę rzadko kiedy się czegoś bała. Tutaj jednak nie zamierzała pokazywać, jaka to nie jest odważna. To mogło ją zbyt wiele kosztować, nie zmieniał tego nawet fakt, że była tu z Atreusem, który wzbudzał w niej chęć rywalizacji, miała wrażenie, że był jedną z nielicznych osób z którymi mogłaby mierzyć się we wszystkim tylko po to, aby utrzeć mu nosa, była w stanie robić naprawdę najgłupsze rzeczy. Tyle, że to, co mogli stracić nie było tego warte.
Poszła po rozum do głowy, i zamierzała zabrać ze sobą stąd Bulstrode'a. Nie wybaczyłaby sobie gdyby zostawiła tutaj brata Florence samego. Nie mogłaby być osobą, która pozwoliła mu zostać. Przyjaciółka by jej tego nie wybczyła, zresztą ona sama też nie mogłaby sobie spojrzeć w oczy. Przyszli tutaj razem i razem musieli się stąd wydostać. Niczego nie była tak pewna, jak tego.
Decyzja była prosta, szybka, bardzo szybka. Musieli gnać przed siebie i nie dać się złapać temu dziwnemu stworzeniu, które nie do końca przypominało widmo. Było inne, nie mogła jednak teraz się nad tym zastanawiać, bo musiała spierdalać ile tylko miała sił w nogach, co chwila sprawdzała, czy Atreus jest obok niej. Musiała się upewniać, że nie zostawał w tyle.
W końcu udało im się dobiec do brzegu lasu, mogli z niego wyjść, co najważniejsze, nie zostali dzisiaj zeżarci.
Oczywiście nie miała zamiaru jeszcze wracać do domu, to był dopiero początek. Zamierzała poprosić Atreusa o to, aby poszedł z nią do mieszkania Wkurwionego i tam z nią na niego poczekał, musieli to wyjaśnić.