23.10.2024, 07:56 ✶
Sięgnęła ku ciotce niemal odruchowo, wsuwając palce w mokrą dłoń, tę bez papierosa. Nie tylko by dodać otuchy, ale i w nagłej obawie, że ta inaczej im umknie. Z Tessą było źle: widziała to na pierwszy rzut oka. Och. Jasne, ciocia była silną kobietą, która dobrze radziła sobie w życiu, ale silne osoby też miewały momenty zwątpienia. A udawanie, ze wszystko dobrze, byleby nie obciążyć sobą innych, nie było Brennie obce.
Teraz Quintessa ewidentnie nie miała siły udawać.
Brenna rzuciła Morpheusowi szybkie spojrzenie. Ona sama, patrząc na ciotkę, myślała raczej o klątwołamaczu – albo o zebraniu Tessy do Hogsmeade i posłaniu wiadomości do Dumbledore’a. A jeżeli to by nie zadziałało, o zaprowadzeniu jej w mrok Departamentu Tajemnic, bo tam przecież zajmowali się badaniem właśnie takich przypadków. Chciała szukać pomocy u kogoś, kto mógł być do tego dostatecznie kompetentny i na pewno nie wpadłaby na Azyl Figgów, zwłaszcza że nie miała pojęcia, że Tessa jest kotem. Nie wiedziała, że „ucieczka nic nie da”.
Morpheus był jednak człowiekiem, który widział więcej i spoglądał poprzez czas. I chyba cieszyła się, że ją przyłapał, skoro najwyraźniej mogło istnieć jakieś lepsze rozwiązanie. Postanowiła więc zaufać mu w tym względzie. Azyl Figgów więc, kotki, cokolwiek miało to dać, a jeżeli nie pojawią się rezultaty, dopiero klątwołamacze, Albus, który tkwił za ścianami szkoły, gdy oni walczyli i żyli w cieniu lasu widm, Niewymowni, którzy nie lubili dzielić się tajemnicami. Cokolwiek, byleby nie spełniła się wyszeptana do niej przepowiednia, słowa, które odbijały się w jej głowie.
Inaczej Quintessa umrze.
Wyciągnęła różdżkę. Zmieniła swoją twarz w ten sam sposób, co zwykle, parę drobnych poprawek, które sprawiały, że trudniej było ją rozpoznać, nakładanych na tyle często, że ich tworzenie i zdejmowanie nie nastręczało już Brennie trudności.
Chociaż później zamierzała ten czar zdjąć. Choćby dlatego, że będzie doskonałym alibi na czas pewnego włamania, sama dla siebie.
– W takim razie Azyl Figgów. Teleportujesz się z Tessą? – poprosiła. Nie chciała, by Quintessa deportowała się, gdy była w takim stanie: za duże ryzyko, że by się rozszczepiła… bądź że skoczyłaby wcale nie tam, gdzie chcieli ją zabrać. A Morpheus był w translokacji i teleportacji znacznie lepszy niż Brenna. - Będę zaraz za wami.
Była gotowa wyjść przed dom – poczekać aż znikną. I wtedy też teleportować się z cichym trzaskiem.
Teraz Quintessa ewidentnie nie miała siły udawać.
Brenna rzuciła Morpheusowi szybkie spojrzenie. Ona sama, patrząc na ciotkę, myślała raczej o klątwołamaczu – albo o zebraniu Tessy do Hogsmeade i posłaniu wiadomości do Dumbledore’a. A jeżeli to by nie zadziałało, o zaprowadzeniu jej w mrok Departamentu Tajemnic, bo tam przecież zajmowali się badaniem właśnie takich przypadków. Chciała szukać pomocy u kogoś, kto mógł być do tego dostatecznie kompetentny i na pewno nie wpadłaby na Azyl Figgów, zwłaszcza że nie miała pojęcia, że Tessa jest kotem. Nie wiedziała, że „ucieczka nic nie da”.
Morpheus był jednak człowiekiem, który widział więcej i spoglądał poprzez czas. I chyba cieszyła się, że ją przyłapał, skoro najwyraźniej mogło istnieć jakieś lepsze rozwiązanie. Postanowiła więc zaufać mu w tym względzie. Azyl Figgów więc, kotki, cokolwiek miało to dać, a jeżeli nie pojawią się rezultaty, dopiero klątwołamacze, Albus, który tkwił za ścianami szkoły, gdy oni walczyli i żyli w cieniu lasu widm, Niewymowni, którzy nie lubili dzielić się tajemnicami. Cokolwiek, byleby nie spełniła się wyszeptana do niej przepowiednia, słowa, które odbijały się w jej głowie.
Inaczej Quintessa umrze.
Wyciągnęła różdżkę. Zmieniła swoją twarz w ten sam sposób, co zwykle, parę drobnych poprawek, które sprawiały, że trudniej było ją rozpoznać, nakładanych na tyle często, że ich tworzenie i zdejmowanie nie nastręczało już Brennie trudności.
Chociaż później zamierzała ten czar zdjąć. Choćby dlatego, że będzie doskonałym alibi na czas pewnego włamania, sama dla siebie.
– W takim razie Azyl Figgów. Teleportujesz się z Tessą? – poprosiła. Nie chciała, by Quintessa deportowała się, gdy była w takim stanie: za duże ryzyko, że by się rozszczepiła… bądź że skoczyłaby wcale nie tam, gdzie chcieli ją zabrać. A Morpheus był w translokacji i teleportacji znacznie lepszy niż Brenna. - Będę zaraz za wami.
Była gotowa wyjść przed dom – poczekać aż znikną. I wtedy też teleportować się z cichym trzaskiem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.