Morale w ich jakże cudownej drużynie zdecydowanie nie należały do pozytywnych. Brakowało tylko tego, aby zaczęli się obwiniać o to, czyją winą było zgubienie Thomasa. Jak widać była zajebistym liderem grupy, skoro sama wywołała ten temat, cóż widać, że miała ogromne doświadczenie w pracy w zespole, tak, jasne.
Znowu nazwał ją w ten sposób, musiała go wkurwić, bo nie zwracał się tak do niej nigdy, no prawie nigdy. Spojrzała tylko na Ambroisa, nie skomentowała tego, co powiedział. Zamknęła się, bo wiedziała, że jak zaczną wchodzić w dyskusję, to będzie mogło się źle skończyć, nie byłby to ich pierwszy raz.
Podjeli decyzję, postanowili pójść poszukać Thomasa, tyle. Nie zamierzała się wyłamywać, to nie był na to odpowiedni moment, chociaż trochę ją to wybiło z rytmu, bo przecież chodziło jej przede wszystkim o dopadnięcie bestii.
Głos, który pojawił się w jej głowie wzbudził w niej niepokój. Jak do tej pory, zrobił to tylko raz, w tym śnie, kiedy wyrywał jej serce. Mówił jej o tym, że jej życie należy do niego. Bardzo dobrze znała tę barwę głosu, zabawne, że najpewniej i ona nie była prawdziwa. Nic nie było prawdziwe, to wszystko było halucynacją, chociaż może nie do końca, bo przecież on pojawiał się między ludźmi, oni też go widzieli, to, co robił ich dotyczyło, to nie była tylko pojebana wizja.
- Odpierdol się ode mnie, wypierdalaj z mojej głowy. - Wysyczała przez zęby, mrużąc oczy. Nie mogła pozwolić, aby mieszał jej we łbie, nie, żeby miała na to jakikolwiek wpływ. Wiedziała, że nic nie może zrobić, aby pozbyć się tego głosu. Dopóki go nie zabiją, to będzie mógł dalej to robić.
Nie mogło być jednak zbyt prosto, poczuła znany tylko sobie dotyk, ten sam, obrzydliwy dotyk, który przyszedł do niej we śnie, śnie na jawie. Tyle, że tym razem mogła się ruszyć, nie sparaliżował jej, aczkolwiek zaskoczył. Przez co zachiwała się na nogach. Wystraszyła się, lodowate dłonie wydawały się dotykać jej najgłębiej, gdzie się dało, pod samą skórą, zaczęła panikować, coraz szybciej oddychać, bo nie mogła sobie z tym poradzić.
Była bliska upadku, ale Ambroise złapał ją nim uderzyła w ścianę, przez co również pociągnęła linę, i pewnie Edga, który znajdował się na początku ich skromnej grupy.
Miała ochotę wydrapać to okropne uczucie spod swojej skóry, właściwie to praktycznie nic ją przed tym nie powstrzymywało. Nie chciała, żeby się nią bawił, musiała się tego pozbyć, tylko nie do końca miała pomysł w jaki sposób mogła to zrobić. - On każe mi wracać, jest w mojej głowie, mówi do mnie, i mnie dotyka, dotyka moich kości. - Wyszeptała cicho, zaciskając oczy. - Muszę tam wrócić. Nie pozwoli mi z wami szukać Thomasa. - Czy tego chciała, czy nie, nie sądziła, że uda jej się wrócić z nimi. Thoran zdecydowanie chciał się z nią spotkać, jak najszybciej się dało. - Idźcie po niego, ja muszę się wrócić, muszę iść dalej, w głąb jaskini. - Rozkazał jej, żeby wróciła, mógł atakować jej ciało, nie bardzo była w stanie z tym walczyć.