23.10.2024, 15:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2024, 15:41 przez Brenna Longbottom.)
– Jakbyś się czuł, gdybym poszła siedzieć, żebyś nie miał złamanej ręki? – spytała Brenna i uniosła palec, by dać Thomasowi pstryczka w nos. – Pamiętaj, że czarna magia ma swoje skutki. A jeżeli dotkną ciebie, to przez to dotkną i innych.
Do Figga może nie trafiał argument „nie chcę, żeby to pomieszało ci zmysły i naruszyło duszę” albo „nie chcę, żeby zamknęli cię w Azkabanie”, ale liczyła, że ten będzie bardziej przekonujący.
Czarna magia była problematyczna, bo jej używanie było łatwe. Dawało przewagę. To jej nieużywanie stanowiło kłopot. I Brenna doskonale rozumiała, dlaczego jej użył: dlaczego był gotów użyć znowu. Powinna już teraz rozmawiać o tym z nim w areszcie, ale prawda była taka, że sama byłaby na to w pewnych sytuacjach gotowa – a poza tym było niewiele rzeczy, których Brenna nie umiała wybaczyć swoim najbliższym. Nieważne, że była funkcjonariuszem, zawsze miała dość luźne podejście do prawa, przynajmniej tam, gdzie było to możliwe. Właściwie chyba tylko jednego wybaczyć by nie potrafiła, krzywdzenie niewinnych ludzi, bo przecież pomoc śmierciożercom w pewnym sensie się w tę wpisywała.
*
– Myślę, że to nie to, że z różdżką coś nie tak, po prostu walnęłam najmocniejszym czarem, jaki znam – powiedziała Brenna, uśmiechając się do niego, ciągle odrobinę zakłopotana, głównie tym, że no… mogła pomyśleć. Taki atak na początek to był zły wybór, należało jednak sięgnąć po coś innego, w ramach pomagania w budowaniu pewności siebie. Tarcza, którą wyczarował Thomas, była przecież silna, ona zwyczajnie miotnęła odruchowo mocnym czarem.
Obserwowała jego starania, bez złośliwych komentarzy, na jakie mogłaby sobie pozwolić wobec takiego Vincenta, a nawet nie pomyślała, by rzucać je tutaj. Łatwo było zapomnieć, jak wiele zależało od różdżki, póki nie trzeba było skorzystać z innej niż z własnej. Być może ta i Thomas potrzebowali chwili na to, aby się zgrać.
– Hm… zwykle rozpraszam po prostu magię w ten sposób – powiedziała, unosząc dłoń i poruszając różdżką, aby anulować działanie czaru Thomasa.
rozproszenie
Zaklęcie podziałało, i to mimo tego, że czar Figga był silny: głaz runął z hukiem na ziemię. Uniesienie go z powrotem już nie wyszło.
- Jakieś wskazówki, jak ogarniać to skuteczniej? - zapytała.
Do Figga może nie trafiał argument „nie chcę, żeby to pomieszało ci zmysły i naruszyło duszę” albo „nie chcę, żeby zamknęli cię w Azkabanie”, ale liczyła, że ten będzie bardziej przekonujący.
Czarna magia była problematyczna, bo jej używanie było łatwe. Dawało przewagę. To jej nieużywanie stanowiło kłopot. I Brenna doskonale rozumiała, dlaczego jej użył: dlaczego był gotów użyć znowu. Powinna już teraz rozmawiać o tym z nim w areszcie, ale prawda była taka, że sama byłaby na to w pewnych sytuacjach gotowa – a poza tym było niewiele rzeczy, których Brenna nie umiała wybaczyć swoim najbliższym. Nieważne, że była funkcjonariuszem, zawsze miała dość luźne podejście do prawa, przynajmniej tam, gdzie było to możliwe. Właściwie chyba tylko jednego wybaczyć by nie potrafiła, krzywdzenie niewinnych ludzi, bo przecież pomoc śmierciożercom w pewnym sensie się w tę wpisywała.
*
– Myślę, że to nie to, że z różdżką coś nie tak, po prostu walnęłam najmocniejszym czarem, jaki znam – powiedziała Brenna, uśmiechając się do niego, ciągle odrobinę zakłopotana, głównie tym, że no… mogła pomyśleć. Taki atak na początek to był zły wybór, należało jednak sięgnąć po coś innego, w ramach pomagania w budowaniu pewności siebie. Tarcza, którą wyczarował Thomas, była przecież silna, ona zwyczajnie miotnęła odruchowo mocnym czarem.
Obserwowała jego starania, bez złośliwych komentarzy, na jakie mogłaby sobie pozwolić wobec takiego Vincenta, a nawet nie pomyślała, by rzucać je tutaj. Łatwo było zapomnieć, jak wiele zależało od różdżki, póki nie trzeba było skorzystać z innej niż z własnej. Być może ta i Thomas potrzebowali chwili na to, aby się zgrać.
– Hm… zwykle rozpraszam po prostu magię w ten sposób – powiedziała, unosząc dłoń i poruszając różdżką, aby anulować działanie czaru Thomasa.
rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Zaklęcie podziałało, i to mimo tego, że czar Figga był silny: głaz runął z hukiem na ziemię. Uniesienie go z powrotem już nie wyszło.
- Jakieś wskazówki, jak ogarniać to skuteczniej? - zapytała.
Rzut N 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.