Norka uważnie obserwowała śliczną, rudą kotkę, którą była Ginny. Nawet trochę jej zazdrościła takiej umiejętności, zresztą nie tylko jej znała kilkoro animagów, to było na pewno niesamowite uczucie móc zmieniać się w zwierzę.
Trochę to zajęło, ale kobieta w pewnym momencie zamieniła się znowu w człowieka. Przyglądała się jej krótką chwilę, pokiwała jedynie głową w odpowiedzi, że dotarło do niej, co mają teraz robić. Ruszyła więc ponownie przed siebie, a Ginny znowu stała się kotem. Chyba powoli się oswajała z tą umiejętnością.
Ginny doprowadziła ich do drzewa. Uniosła głowę, aby sprawdzić, czy coś zwróci jej uwagę.
- Thomas, on tam jest! - Krzyknęła trochę zbyt głośno, ale naprawdę ucieszyła się, że udało im się znaleźć kotka. Nie był martwy, a niestety przez to, co działo się w Kniei zakładała już najgorsze. Babcia będzie z nich dumna! Oczywiście o ile uda im się go zdjąć z gałęzi. Nie wyglądał bowiem, jakby chciał znaleźć się na dole.
- Mamy smaczka, ale ktoś musi do niego podejść. - Mówiła, że ktoś, bo oczywiście nie było szans, aby ona to zrobiła. Na pewno nie da rady wspiąć się na drzewo, ani unieść w powietrzu. - Ginny, Thomas, ktoś z was mógłby na nie wejść? - To była chyba najprostsza z możliwych opcji, miała nadzieję, że zadziała.