23.10.2024, 22:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2024, 22:36 przez Erik Longbottom.)
Krążę po okolicy, dalej obserwując gości imprezy
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że po pierwszej fazie przyjęcia goście w końcu znaleźli swoje docelowo towarzystwo. Grupy czarodziejów nie krążyły już bez ładu i składu, zagadując siebie nawzajem, a zamiast tego zdawały się trzymać już konkretnych osób, jakby w ciągu tylko tych parunastu minut zdążyła się wytworzyć dosyć jasna hierarchia, która określała, kto był liderem trwających konwersacji, a kto jedynie stronnikiem, który nie odstępował danej osoby na krok. Tak było łatwiej. Zdecydowanie łatwiej, biorąc pod uwagę, że nawet Brygada Uderzeniowa posłała tutaj zaledwie kilku funkcjonariuszy.
Dobrze, że konflikt z Yaxleyem udało się szybko zażegnać, rozmyślał przelotnie Longbottom, okrążając teren imprezy niespiesznym krokiem. Może ta labilność emocjonalność była cechą rodzinną? Bądź co bądź, Geraldine także zdarzało się pieklić pod byle pretekstem, aby parę minut później wyciszyć się do hmm akceptowalnego przez socjetę standardu. Będzie musiał kiedyś rozpytać kobietę o niepozornego kuzyna, który ni stąd, ni zowąd wylądował u boku najważniejszej czarownicy w kraju. Może nie było to najgorsze towarzystwo dla Jenkins, ale nie spodziewał się Yaxleya w roli jej protegowanego.
Chociaż odnosił wrażenie, że udało mu się jako tako rozeznać w towarzystwie przebywającym na imprezie, tak dalej nie mógł wyzbyć się swego rodzaju poczucia wyobcowania. Jakby pomimo swoich najszczerszych chęci nie był w stanie w pełni zaangażować się w to, co działo się wokół niego. Brakowało temu wszystkiego... kolorytu. Ilekroć przyjmował zlecenia ochroniarskie w ramach swojej pracy, pozwalał sobie na to, aby brylować wśród gości. Jak podczas pierwszej fazy obchodów Beltane, kiedy wraz z Patrickiem mijali kolejne stragany, zagadując kolejnych sprzedawców. To pozwalało lepiej zrozumieć, jak działało dane zbiegowisko. Tutaj mu tego brakowało.
— Może tak właśnie czują się Bones i Harper — mruknął pod nosem, przesuwając wzrokiem po kolejnych gościach. W oczy rzucił mu się Alexander Bletchley, w którego stronę przekierował pobliskiego funkcjonariusza.
Wzdrygnął się na tę myśl. Dalej prześladowały go ich tłumaczenia względem decyzji, jakie podjęli przed atakiem Śmierciożerców na Beltane. Nie mogli posłać całego Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów do Doliny Godryka. Należało zadbać o wszystkie potencjalne miejsca ataku, inne prominentne lokacje, które mogłyby stać się ofiarą ataku Śmierciożerców. Tylko, czy koniec końców było warto?, rzucił bezgłośnie Erik, rozglądając się zdezorientowany na prawo i lewo, gdy nagle zdał sobie sprawę, że zrobiło się zaskakująco chłodno. Czyżby to była już ta pora wieczoru? A może nadchodząca jesień postanowiła dać o sobie znać. Albo...
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że po pierwszej fazie przyjęcia goście w końcu znaleźli swoje docelowo towarzystwo. Grupy czarodziejów nie krążyły już bez ładu i składu, zagadując siebie nawzajem, a zamiast tego zdawały się trzymać już konkretnych osób, jakby w ciągu tylko tych parunastu minut zdążyła się wytworzyć dosyć jasna hierarchia, która określała, kto był liderem trwających konwersacji, a kto jedynie stronnikiem, który nie odstępował danej osoby na krok. Tak było łatwiej. Zdecydowanie łatwiej, biorąc pod uwagę, że nawet Brygada Uderzeniowa posłała tutaj zaledwie kilku funkcjonariuszy.
Dobrze, że konflikt z Yaxleyem udało się szybko zażegnać, rozmyślał przelotnie Longbottom, okrążając teren imprezy niespiesznym krokiem. Może ta labilność emocjonalność była cechą rodzinną? Bądź co bądź, Geraldine także zdarzało się pieklić pod byle pretekstem, aby parę minut później wyciszyć się do hmm akceptowalnego przez socjetę standardu. Będzie musiał kiedyś rozpytać kobietę o niepozornego kuzyna, który ni stąd, ni zowąd wylądował u boku najważniejszej czarownicy w kraju. Może nie było to najgorsze towarzystwo dla Jenkins, ale nie spodziewał się Yaxleya w roli jej protegowanego.
Chociaż odnosił wrażenie, że udało mu się jako tako rozeznać w towarzystwie przebywającym na imprezie, tak dalej nie mógł wyzbyć się swego rodzaju poczucia wyobcowania. Jakby pomimo swoich najszczerszych chęci nie był w stanie w pełni zaangażować się w to, co działo się wokół niego. Brakowało temu wszystkiego... kolorytu. Ilekroć przyjmował zlecenia ochroniarskie w ramach swojej pracy, pozwalał sobie na to, aby brylować wśród gości. Jak podczas pierwszej fazy obchodów Beltane, kiedy wraz z Patrickiem mijali kolejne stragany, zagadując kolejnych sprzedawców. To pozwalało lepiej zrozumieć, jak działało dane zbiegowisko. Tutaj mu tego brakowało.
— Może tak właśnie czują się Bones i Harper — mruknął pod nosem, przesuwając wzrokiem po kolejnych gościach. W oczy rzucił mu się Alexander Bletchley, w którego stronę przekierował pobliskiego funkcjonariusza.
Wzdrygnął się na tę myśl. Dalej prześladowały go ich tłumaczenia względem decyzji, jakie podjęli przed atakiem Śmierciożerców na Beltane. Nie mogli posłać całego Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów do Doliny Godryka. Należało zadbać o wszystkie potencjalne miejsca ataku, inne prominentne lokacje, które mogłyby stać się ofiarą ataku Śmierciożerców. Tylko, czy koniec końców było warto?, rzucił bezgłośnie Erik, rozglądając się zdezorientowany na prawo i lewo, gdy nagle zdał sobie sprawę, że zrobiło się zaskakująco chłodno. Czyżby to była już ta pora wieczoru? A może nadchodząca jesień postanowiła dać o sobie znać. Albo...
(Percepcja) Brygadzista przekierowany na Bletchleya x1
Rzut Z 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
(Percepcja) Czy zauważam zniknięcie bariery? x2 bo Ashke mi kazała
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞