23.10.2024, 23:26 ✶
- Niee, bo to ty pobiegłeś za tym złodziejem pierwszy i mogło ci się coś stać - wyjaśniła mu cierpliwie, wciąż przyciskając do siebie żabkę i uśmiechając się przy tym delikatnie. W jej głowie ten scenariusz mógł wyglądać inaczej; nie widziała w tym zdarzeniu takiej pułapki jakiej dopatrywał się Jessie. Nie widziała na końcu tej drogi spisku uknutego przez Borginów, żeby wreszcie dopaść ją i wyjaśnić dobitnie dlaczego jej istnienie było błędem. Dla niej był to tylko i wyłącznie czysty przypadek, a ona mimo wszystko nie była aż tak nierozsądna żeby wkroczyć na Nokturn. Bo nawet jeśli wiedziała gdzie Rejwach mieści się na mapie, to nie mogła aż tak ryzykować szukania pomocy u Woody'ego.
A potem zmarkotniała nieco, słysząc jak Kelly wzywa imię Longbottom. Palce zacisnęły się na portmonetce, bo przyjaciel wywołał temat który jej ciążył i wiecznie martwił. Co powie Brenna? Nic nie powie, bo nie musiała o tym wiedzieć.
- Ja... - zawahała się, chowając portmonetkę do torebki. - Byłam u cioci w antykwariacie po książki, które dla mnie odłożyła. - i torba faktycznie wydawała się kanciasta, wypchana grubymi tomiszczami. - Zaczęłam się uczyć paru rzeczy i ich potrzebowałam. Nic mi nie jest. Nikt za mną nie chodził. Nikt mnie nie śledził, obiecuję - powiedziała podnosząc na niego trochę nieśmiałe spojrzenie, bo nawet jeśli mówiła najprawdziwszą prawdę (chyba) to czuła się jakby właśnie spowiadała nie przed Kellym, a przed Longbottom. I to nie tak, ze Brenny się bała, ale nie chciała jej nigdy nadmiernie martwić. A teraz musiała też uważać na to, żeby nie martwić Jaspera. - Ale proszę, nie mów jej. Będzie zła, a nie ma za co. Chciałam tylko popatrzeć na witryny, czy może by mi się coś nie przydało i zaraz wracać, a właśnie... - westchnęła, łapiąc myśl i sięgając po zabawki, które wcześniej opuścił. - Pozbierałam je. Mam nadzieję, że są wszystkie, bo się śpieszyłam.
A potem zmarkotniała nieco, słysząc jak Kelly wzywa imię Longbottom. Palce zacisnęły się na portmonetce, bo przyjaciel wywołał temat który jej ciążył i wiecznie martwił. Co powie Brenna? Nic nie powie, bo nie musiała o tym wiedzieć.
- Ja... - zawahała się, chowając portmonetkę do torebki. - Byłam u cioci w antykwariacie po książki, które dla mnie odłożyła. - i torba faktycznie wydawała się kanciasta, wypchana grubymi tomiszczami. - Zaczęłam się uczyć paru rzeczy i ich potrzebowałam. Nic mi nie jest. Nikt za mną nie chodził. Nikt mnie nie śledził, obiecuję - powiedziała podnosząc na niego trochę nieśmiałe spojrzenie, bo nawet jeśli mówiła najprawdziwszą prawdę (chyba) to czuła się jakby właśnie spowiadała nie przed Kellym, a przed Longbottom. I to nie tak, ze Brenny się bała, ale nie chciała jej nigdy nadmiernie martwić. A teraz musiała też uważać na to, żeby nie martwić Jaspera. - Ale proszę, nie mów jej. Będzie zła, a nie ma za co. Chciałam tylko popatrzeć na witryny, czy może by mi się coś nie przydało i zaraz wracać, a właśnie... - westchnęła, łapiąc myśl i sięgając po zabawki, które wcześniej opuścił. - Pozbierałam je. Mam nadzieję, że są wszystkie, bo się śpieszyłam.