20.01.2023, 16:56 ✶
Potrzebowała jedynie półtora oddechu, żeby spostrzec odstępstwo od ulubionej normy.
Kiedy drzwi rozpostarły się niedługo po tym, gdy wybiła charakterystyczny rytm pukaniem, wpierw przywitała go szerokim uśmiechem, który unosił jej policzki w górę na tyle, by siłą rzeczy musiała nieco zmrużyć oczy. Już podchodziła, unosiła się lekko na palcach, by ozdobić policzek Silasa całusem, lecz wtedy, z bliska, spostrzegła, że coś nie jest do końca w porządku.
- Coś się stało? - zapytała, omijając grzecznościową formułkę powitania i lądując płasko na stopach. Zmarszczyła w zmartwieniu brwi, rozglądając się dookoła przedpokoju, jakby doszukiwała się niebezpieczeństwa czyhającego tuż za rogiem. - Znaczy... tak, cześć, Silly, bardzo miło mi cię widzieć - poprawiła się, uśmiechając się ponownie, ale tym razem swoista dla Cecily radość też nie promieniowała pełną gamą barw. Była zbyt impulsywna, by potrafić kontrolować swoje emocje, a teraz zaczęła się przejmować dobrostanem Cresswella. Nie umiała przybierać dobrej miny do złej gry, po niej zawsze było widać każdą, nawet najdrobniejszą zmianę nastroju. - Czemu siedzisz w takiej ciemnicy? Za oknem jest bardzo przyjemna pogoda, a poza tym, jak będziesz pisał w takich warunkach, to oślepniesz jak ja. -
Pozwoliła się objąć, a nawet przykleiła się wręcz do mężczyzny, jakby nie chciała go wypuścić z rąk, jeśli nie wyrzuci z siebie tego, co leży mu na sercu. Mogła podejrzewać, co było przyczyną drobnych zmian w otoczeniu, ale nie chciała strzelać na ślepo. Zresztą, cokolwiek by to nie było, miała zamiar go wesprzeć i być dla niego oparciem. Jej świat obracał się wokół jego osoby, więc poruszyłaby ziemię i niebo, jeśli polepszyłoby mu to nastrój.
- A właśnie - zagadnęła nagle, odsuwając się nieco od mężczyzny. Zdjęła z ramion niewielki plecak, żeby następnie wyjąć z niego papierowe opakowanie. - Kupiłam ci pączki u Nory - przypomniała sobie. Uśmiechnęła się szczerze, by po chwili wcisnąć mu praktycznie na siłę pakunek. Zjedzenie słodyczy pewnie nie rozwiąże męczącej Silasa kwestii, ale na pewno nie zaszkodzi.
Kiedy drzwi rozpostarły się niedługo po tym, gdy wybiła charakterystyczny rytm pukaniem, wpierw przywitała go szerokim uśmiechem, który unosił jej policzki w górę na tyle, by siłą rzeczy musiała nieco zmrużyć oczy. Już podchodziła, unosiła się lekko na palcach, by ozdobić policzek Silasa całusem, lecz wtedy, z bliska, spostrzegła, że coś nie jest do końca w porządku.
- Coś się stało? - zapytała, omijając grzecznościową formułkę powitania i lądując płasko na stopach. Zmarszczyła w zmartwieniu brwi, rozglądając się dookoła przedpokoju, jakby doszukiwała się niebezpieczeństwa czyhającego tuż za rogiem. - Znaczy... tak, cześć, Silly, bardzo miło mi cię widzieć - poprawiła się, uśmiechając się ponownie, ale tym razem swoista dla Cecily radość też nie promieniowała pełną gamą barw. Była zbyt impulsywna, by potrafić kontrolować swoje emocje, a teraz zaczęła się przejmować dobrostanem Cresswella. Nie umiała przybierać dobrej miny do złej gry, po niej zawsze było widać każdą, nawet najdrobniejszą zmianę nastroju. - Czemu siedzisz w takiej ciemnicy? Za oknem jest bardzo przyjemna pogoda, a poza tym, jak będziesz pisał w takich warunkach, to oślepniesz jak ja. -
Pozwoliła się objąć, a nawet przykleiła się wręcz do mężczyzny, jakby nie chciała go wypuścić z rąk, jeśli nie wyrzuci z siebie tego, co leży mu na sercu. Mogła podejrzewać, co było przyczyną drobnych zmian w otoczeniu, ale nie chciała strzelać na ślepo. Zresztą, cokolwiek by to nie było, miała zamiar go wesprzeć i być dla niego oparciem. Jej świat obracał się wokół jego osoby, więc poruszyłaby ziemię i niebo, jeśli polepszyłoby mu to nastrój.
- A właśnie - zagadnęła nagle, odsuwając się nieco od mężczyzny. Zdjęła z ramion niewielki plecak, żeby następnie wyjąć z niego papierowe opakowanie. - Kupiłam ci pączki u Nory - przypomniała sobie. Uśmiechnęła się szczerze, by po chwili wcisnąć mu praktycznie na siłę pakunek. Zjedzenie słodyczy pewnie nie rozwiąże męczącej Silasa kwestii, ale na pewno nie zaszkodzi.