24.10.2024, 02:22 ✶
Akurat ja to ze spaniem nie powinienem mieć najmniejszych problemów, narzekał sobie bezgłośnie Erik, mieszając łyżeczką w kubku kakao, które miłosiernie przygotowała mu Dora. Nie miał pojęcia, co zaburzyło mu rytm dobowy do tego stopnia, że nie potrafił tej nocy zmrużyć oka. Konsekwencje ostatniej pełni? Wewnętrzny niepokój związany z tą, która dopiero nadchodziła? Problemy prywatne? Praca? Zakon Feniksa? Mógł wybierać do woli, a i tak szanse na to, że wybrałby odpowiednią odpowiedź, byłyby dosyć nikłe. Brenna. Och, ona pasowała wszędzie!
— Wiesz, co? — zagaił Dorę, gdy ta dosiadła się do kuchennego stołu. — Wydaje mi się, że to wszystko wina mojej siostry. No bo ona nie sypia, co nie? — Wbił mętne spojrzenie w dziewczynę. Późna pora i brak snu zdecydowanie sprawiały, że jego słownictwo, jak i ton mówienia zaliczyły nagły spadek formy. — Więc chyba teraz my nie śpimy, żeby ona mogła w końcu sobie trochę odpocząć. To jedyne logiczne wytłumaczenie, dla którego aż dwie osoby w Warowni nie mogą zas...
Przerwał gwałtownie, gdy usłyszał jakiś dziwny łoskot dochodzący z wyższych kondygnacji posiadłości. Rozdziawił usta w zdziwieniu, wpatrując się w sufit, zastanawiając się, co będzie następne: kolejna seria huków czy też czyjeś wołanie. Chociaż na tym etapie Longbottom był już zaznajomiony z tym, jak brzmiały kroki praktycznie wszystkich lokatorów, tak nie potrafił jeszcze dopasowywać huków do konkretnych osób mieszkających w Warowni. Może psy bawiły się na któryś schodach? Albo któryś domownik musiał iść do toalety?
— W każdym razie, zamierzam poinformować Brennę o tym, że na przyszłość powinna... — kontynuował niezgrabnie, jednak i tym razem mu przerwano. Erik zmarszczył czoło, gdy towarzysząca mu tej nocy kobieta nagle zerwała się z miejsca i ruszyła w stronę drzwi wychodzących na korytarz. — I co tam niby je...
Julian?, powtórzył za Dorą, podnosząc się powoli z miejsca. Poprawił poły grubego szlafroku, który przywdział przed zejściem na dół i wziął spory łyk kakao, przyglądając się z kuchni zmaganiom młodego chłopaka. Przekrzywił powoli głowę w bok, przyglądając się jego ruchom. Chyba nie tylko oni mieli kiepską noc.
— Wygląda, jakby miał się zaraz zatoczyć — skomentował niezbyt inteligentnie, pozwalając, aby panna Crawley ruszyła ku młodemu czarodziejowi jako pierwsza. — Heej, wszystko w porządku? Ciebie też dopadła ta bezsenność, co?
Zatrzymał się jakieś trzy kroki przed nimi, nie wiedząc do końca, co się działo. Może wszyscy się czegoś nażarli podczas kolacji? Albo wypili? Erik skrzywił się, próbując przywołać wspomnienia ostatniego wspólnego posiłku. Dwie osoby to jeszcze mógł być przypadek, ale trzy? Z drugiej strony, wszyscy mieli w życiu jakieś stresy, może Matka po prostu postanowiła, że wszyscy postanowili trochę pocierpieć tej nocy? Ugh, w ogóle by go to nie zdziwiło. Ktoś musiał cierpieć, żeby inni mogli spokojnie spać. Jak Brenna.
— Wiesz, co? — zagaił Dorę, gdy ta dosiadła się do kuchennego stołu. — Wydaje mi się, że to wszystko wina mojej siostry. No bo ona nie sypia, co nie? — Wbił mętne spojrzenie w dziewczynę. Późna pora i brak snu zdecydowanie sprawiały, że jego słownictwo, jak i ton mówienia zaliczyły nagły spadek formy. — Więc chyba teraz my nie śpimy, żeby ona mogła w końcu sobie trochę odpocząć. To jedyne logiczne wytłumaczenie, dla którego aż dwie osoby w Warowni nie mogą zas...
Przerwał gwałtownie, gdy usłyszał jakiś dziwny łoskot dochodzący z wyższych kondygnacji posiadłości. Rozdziawił usta w zdziwieniu, wpatrując się w sufit, zastanawiając się, co będzie następne: kolejna seria huków czy też czyjeś wołanie. Chociaż na tym etapie Longbottom był już zaznajomiony z tym, jak brzmiały kroki praktycznie wszystkich lokatorów, tak nie potrafił jeszcze dopasowywać huków do konkretnych osób mieszkających w Warowni. Może psy bawiły się na któryś schodach? Albo któryś domownik musiał iść do toalety?
— W każdym razie, zamierzam poinformować Brennę o tym, że na przyszłość powinna... — kontynuował niezgrabnie, jednak i tym razem mu przerwano. Erik zmarszczył czoło, gdy towarzysząca mu tej nocy kobieta nagle zerwała się z miejsca i ruszyła w stronę drzwi wychodzących na korytarz. — I co tam niby je...
Julian?, powtórzył za Dorą, podnosząc się powoli z miejsca. Poprawił poły grubego szlafroku, który przywdział przed zejściem na dół i wziął spory łyk kakao, przyglądając się z kuchni zmaganiom młodego chłopaka. Przekrzywił powoli głowę w bok, przyglądając się jego ruchom. Chyba nie tylko oni mieli kiepską noc.
— Wygląda, jakby miał się zaraz zatoczyć — skomentował niezbyt inteligentnie, pozwalając, aby panna Crawley ruszyła ku młodemu czarodziejowi jako pierwsza. — Heej, wszystko w porządku? Ciebie też dopadła ta bezsenność, co?
Zatrzymał się jakieś trzy kroki przed nimi, nie wiedząc do końca, co się działo. Może wszyscy się czegoś nażarli podczas kolacji? Albo wypili? Erik skrzywił się, próbując przywołać wspomnienia ostatniego wspólnego posiłku. Dwie osoby to jeszcze mógł być przypadek, ale trzy? Z drugiej strony, wszyscy mieli w życiu jakieś stresy, może Matka po prostu postanowiła, że wszyscy postanowili trochę pocierpieć tej nocy? Ugh, w ogóle by go to nie zdziwiło. Ktoś musiał cierpieć, żeby inni mogli spokojnie spać. Jak Brenna.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞