Eksterioryzacja nie powiodła się. Nie było to jednak dobre miejsce na skoncentrowanie się i próbowanie wyjść z ciała, kiedy wokół panował… strach. Rozmowy z zewnątrz. Nie mógł się skupić. I choć próbował, omal sam się nie zabił. Obraz mu zafalował. Widział nie tylko rozpływającą się ścianę drzwiami celi, ale i inny obraz. Czy widział siebie i Rodolphusa na ziemi, nieprzytomnych?
Gdy tylko doszedł do siebie, chwycił się za koszulę w okolicy klatki piersiowej, mocno zaciskając. Łapał powietrze. Serce mu waliło. Mógłby zawału dostać. A przecież choroba była upierdliwa. Drugą ręką podparł się podłogi. Rozprostował nogi w miarę możliwości, pochylił lekko do przodu. Dochodząc do siebie, zdając sobie sprawę z ogromnego ryzyka, którym mogło być rozerwanie się jego własnej duszy, próbował też przywołać obraz tego co widział. Nie mógł jednak od razu uspokoić kołatającego bicia serca. Nie miał też dostępu do eliksiru, który by mu ulżył. Nie miał go też przy sobie.
Skierował spojrzenie w stronę drzwi. Okienka. Uchylonego. Dającego odrobinę światła. Czemu nie pomyślał o tym wcześniej.
Powoli podniósł się na równe nogi, wyprostował, przedzwaniając znów czubkiem głowy o sufit.
Przeklął do siebie bardziej. Skrzywiwszy się, mrużąc oczy. "Jak nie serce mi wysiądzie, to rozwalę sobie głowę." - skrytykował sytuację bardziej do siebie w myślach. Zmusiło go do skulenia się odrobinę, podejścia do drzwi, które też nie pocieszały najpewniej swoją wysokością. Pochylił się, aby spojrzeć przez uchylone okienko. Ostrożnie spróbował wysunąć bardziej skrzydło drzwiczek, jeżeli takowe było, aby zobaczyć nieco szerszy obraz, co tam było. Do światła jednak musiał się przyzwyczaić wzrok, o ile nie oślepnie od razu.
Rzut na percepcję, czy zobaczę coś przez okienko drzwi celi.
Slaby sukces...