20.01.2023, 19:59 ✶
Był spóźniony. Rzecz, jaką miał do zrobienia, była na tyle ważna i niecierpiąca zwłoki, że podróżował przez miasto z nieziemską wręcz prędkością, po drodze mijając wolniejszych czarodziejów. Nie lubił tak chodzić jakby był pociskiem wystrzelonym z różdżki, ale nie miał innego wyboru: było dla niego bardzo istotne, by jak najszybciej zrobić to, co miał do zrobienia.
Śpieszył się nieziemsko, ale widok lukrowanych ciasteczek sprawił, że zatrzymał się nagle i bez ostrzeżenia, po czym przykleił się do okna wystawowego klubokawiarni. Jego ocena zebranych za szybą pyszności była tak bardzo pozytywna, że zapominając całkowicie o tym, co miał do zrobienia oraz gdzie się śpieszył, Theodore zamiast pognać dalej przez Pokątną otworzył drzwi do Nory. Wszedł do środka i z uśmiechem na ustach dał się otoczyć pięknymi zapachami, które sprawiały, że zaczynała mu cieknąć ślinka.
- Dzień dobry! - rzucił w przestrzeń, gdyż nie dostrzegł w pobliżu żadnego ekspedienta. Myśląc, że musieli być zajęci innymi klientami, podszedł do lady, gdzie odnalazł jeszcze więcej smakowitych produktów. Przeglądał je jakby były darami od bogów, po czym zatrzymał się na dłużej przy pączkach. Zdecydował – kupi sobie jednego. Tylko którego?
Nucąc beztrosko pod nosem jakąś wesołą melodię bez pośpiechu rozglądał się za najbardziej apetycznie wyglądającym pączkiem. Konkurencja była duża, nie mógł się zdecydować i zastanawiał się, czy może sobie pozwolić na więcej niż jednego smakołyka, by nie musieć wybierać. Był jednym z tych klientów, jacy z pewnością często byli widziani w ciastkarni, którym na widok słodkości ciężko było podjąć jakąkolwiek decyzję.
Śpieszył się nieziemsko, ale widok lukrowanych ciasteczek sprawił, że zatrzymał się nagle i bez ostrzeżenia, po czym przykleił się do okna wystawowego klubokawiarni. Jego ocena zebranych za szybą pyszności była tak bardzo pozytywna, że zapominając całkowicie o tym, co miał do zrobienia oraz gdzie się śpieszył, Theodore zamiast pognać dalej przez Pokątną otworzył drzwi do Nory. Wszedł do środka i z uśmiechem na ustach dał się otoczyć pięknymi zapachami, które sprawiały, że zaczynała mu cieknąć ślinka.
- Dzień dobry! - rzucił w przestrzeń, gdyż nie dostrzegł w pobliżu żadnego ekspedienta. Myśląc, że musieli być zajęci innymi klientami, podszedł do lady, gdzie odnalazł jeszcze więcej smakowitych produktów. Przeglądał je jakby były darami od bogów, po czym zatrzymał się na dłużej przy pączkach. Zdecydował – kupi sobie jednego. Tylko którego?
Nucąc beztrosko pod nosem jakąś wesołą melodię bez pośpiechu rozglądał się za najbardziej apetycznie wyglądającym pączkiem. Konkurencja była duża, nie mógł się zdecydować i zastanawiał się, czy może sobie pozwolić na więcej niż jednego smakołyka, by nie musieć wybierać. Był jednym z tych klientów, jacy z pewnością często byli widziani w ciastkarni, którym na widok słodkości ciężko było podjąć jakąkolwiek decyzję.