24.10.2024, 20:58 ✶
Teoretycznie to był bardzo spokojny dzień spędzony na Nokturnie. No, teoretycznie, bo tylko raz go ktoś zaczepił i czy ma jakiś problem, ale ta kwestia została bardzo szybko rozwiązana szybką akcją w zaułku. Trochę mu to poturbowało ubranie, ale wizyty na tej ulicy miało to do siebie, że im gorzej się wyglądało, tym lepiej. Łatwiej było wtopić się w tłum, gdzie połowa ludzi wyglądała jakby ktoś nimi przed chwilą za mocno potrząsnął albo wyciągnął ze ścieku. No dobrze, może nie aż tak źle, bo trochę lepiej jak stali bywalcy Podziemnych, ale zasada była podobna.
W Rejwachu znalazł się, bo szukał informacji. Słyszał, że często pojawiało się tutaj parę typów, którzy dzisiejszego dnia go interesowało, a którzy nosili na sobie kurtki Synów Harpii, lokalnego gangu miotlarskiego, którego członków ostatnio zaczęto wiązać z nowym, wątpliwej jakości narkotykiem. Substancją, która z każdą kolejną wzmianką wydawała się czymś o wiele bardziej podłym w działaniu i będącą dziełem jakiegoś czarnoksiężnika.
Jak to bywało w przypadku odwiedzin Nokturnu, Atreus założył przebranie. Chociaż może było to zbyt rozdmuchane słowo, biorąc pod uwagę że ubrał się w jakieś mało przyciągające spojrzenie ubranie, dokleił sobie wąsa, miał nawet lekki zarost do tego no i kapelusz. Tym razem jednak darował sobie przyciemnianie zarostu i włosów, bo po ostatnim jego starciu na Podziemnych ktoś wziął sobie za punkt honoru wymalowanie jego twarzy w złośliwym akcie zemsty (Maeve, niech ja cię tylko dorwę).
Bulstrode podniósł się od stolika informatora, który dzielący się z nim rewelacjami mężczyzna opuścił parę chwil temu, a następnie udał się w kierunku baru. Zamówił sobie kufel piwa, a kiedy barmanka mu go podała, odwrócił się chcąc wrócić na swoje miejsce i jeszcze chwilę posiedzieć, bo a nuż dzisiejszy dzień okaże się strzałem w dziesiątkę i pokaże się odpowiednia osoba. Ale kiedy się rozejrzał, zastygł na moment, kiedy jego spojrzenie trafiło na dziwnie znajomą twarz.
Serio? A może mu się tylko przewidziało?
Ale czerwona barwa jaśniała znajomo i nawet jeśli teoretycznie nie był to żaden wyznacznik, bo nie działały one jak odciski palców, to była zbyt duża zbieżność. Ruszył więc, krok za krokiem, przez moment jeszcze rozglądając się po wnętrzu lokalu, aż wreszcie postawił swój kufel na stoliku Brenny. Oparł się jedną dłonią o blat, a drugą o oparcie jej krzesła.
- Mówił ci ktoś kiedyś, ze pasujesz na Nokturn jak pięść do nosa? - powiedział typ ze sztucznym wąsem i w kapeluszu. - To się pije, a nie podziwia widoki, bo ja za bardzo będziesz analizować skład, to jeszcze się zorientujesz że to lura jakich mało, a to szkodzi alkoholizmowi.
W Rejwachu znalazł się, bo szukał informacji. Słyszał, że często pojawiało się tutaj parę typów, którzy dzisiejszego dnia go interesowało, a którzy nosili na sobie kurtki Synów Harpii, lokalnego gangu miotlarskiego, którego członków ostatnio zaczęto wiązać z nowym, wątpliwej jakości narkotykiem. Substancją, która z każdą kolejną wzmianką wydawała się czymś o wiele bardziej podłym w działaniu i będącą dziełem jakiegoś czarnoksiężnika.
Jak to bywało w przypadku odwiedzin Nokturnu, Atreus założył przebranie. Chociaż może było to zbyt rozdmuchane słowo, biorąc pod uwagę że ubrał się w jakieś mało przyciągające spojrzenie ubranie, dokleił sobie wąsa, miał nawet lekki zarost do tego no i kapelusz. Tym razem jednak darował sobie przyciemnianie zarostu i włosów, bo po ostatnim jego starciu na Podziemnych ktoś wziął sobie za punkt honoru wymalowanie jego twarzy w złośliwym akcie zemsty (Maeve, niech ja cię tylko dorwę).
Bulstrode podniósł się od stolika informatora, który dzielący się z nim rewelacjami mężczyzna opuścił parę chwil temu, a następnie udał się w kierunku baru. Zamówił sobie kufel piwa, a kiedy barmanka mu go podała, odwrócił się chcąc wrócić na swoje miejsce i jeszcze chwilę posiedzieć, bo a nuż dzisiejszy dzień okaże się strzałem w dziesiątkę i pokaże się odpowiednia osoba. Ale kiedy się rozejrzał, zastygł na moment, kiedy jego spojrzenie trafiło na dziwnie znajomą twarz.
Serio? A może mu się tylko przewidziało?
Ale czerwona barwa jaśniała znajomo i nawet jeśli teoretycznie nie był to żaden wyznacznik, bo nie działały one jak odciski palców, to była zbyt duża zbieżność. Ruszył więc, krok za krokiem, przez moment jeszcze rozglądając się po wnętrzu lokalu, aż wreszcie postawił swój kufel na stoliku Brenny. Oparł się jedną dłonią o blat, a drugą o oparcie jej krzesła.
- Mówił ci ktoś kiedyś, ze pasujesz na Nokturn jak pięść do nosa? - powiedział typ ze sztucznym wąsem i w kapeluszu. - To się pije, a nie podziwia widoki, bo ja za bardzo będziesz analizować skład, to jeszcze się zorientujesz że to lura jakich mało, a to szkodzi alkoholizmowi.