24.10.2024, 21:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 22:28 przez Brenna Longbottom.)
Najpierw mignął jej kapelusz, a potem w półmroku widziała głównie wąs, i trochę spanikowała w pierwszej chwili, absolutnie pewna, że oto wujek jednak bardzo szybko wrócił do baru, i poznał ją od razu, mimo drobnego kamuflażu. Mrugnęła, opuściła szklankę i z pewną ulgą zorientowała się, że to był jednak Atreus.
Nie miała pojęcia, co tu robi, i czy powinna się martwić, że na niego wpadła, ale miał tę ogromną zaletę, że nie był jej wujkiem (nie chciała z nim teraz rozmawiać), ani nikim innym z rodziny (z nimi też nie chciała teraz rozmawiać), ani żadnym z przyjaciół (bardzo by nie chciała, żeby ją tutaj zobaczyli).
Nie była pewna, czy chce rozmawiać z nim, ale tak po zastanowieniu, to był tutaj chyba lepszym towarzystwem w tej chwili niż ktokolwiek inny, kogo znała. On się przynajmniej nie przejmie widząc, że Brenna pije.
– Merlinie, myślałam, że jesteś moim wujkiem – wyrwało się jej, co mogło brzmieć bardzo absurdalnie, kiedy się nie wiedziało, że bar naprawdę należał do jej wujka, a podejrzewała, że Woody niekoniecznie się swoim prawdziwym nazwiskiem akurat Atreusowi chwalił. W ciemnościach, widząc głównie kapelusz, a kto normalny nosił kapelusze na Nokturnie, już była pewna, że ten ją dopadł, zacznie robić wyrzuty albo zagrozi, że o wszystkim napisze ciotce. – Do niektórych nosów pięści pasują d o s k o n a l e. Zaprzeczysz? – spytała, prawie wyzywająco. Głos jeszcze nie był bełkotliwy: owszem, wypiła jednego drinka, i owszem, nie była już trzeźwa, a w sumie była w najbardziej nietrzeźwym stanie od jakichś pięciu lat, przez co język rozwiązywał się jej jeszcze bardziej niż zwykle, ale nie była też jeszcze pijana.
– Zastanawiałam się, czy Tramp rzuca na te szklanki chłoszczyć częściej niż raz w tygodniu – przyznała zaraz uczciwie. Trochę stereotypowym wizerunkiem barmana było stanie i wycieranie tych kufli, i Woody na pewno to robił, ale Brenna miała wrażenie, że mógł wycierać ten sam kufel raz za razem. Uniosła jednak naczynie do ust i wypiła prawie połowę, a potem skrzywiła się lekko, bo Atreus miał rację: to była lura. Tyle że gdyby szukała czegoś, co nie smakuje paskudnie, nie przyszłaby tutaj, a ukradła coś z piwnicy dziadka. – To tego wąsa nie wolno obrażać? – zapytała, unosząc wzrok na Atreusa i jego wąsa. Przez moment miała ochotę spytać, co tutaj właściwie robił, ale… czy to miało znaczenie? Może przyszedł się uchlać na Nokturnie, jak ponoć często zdarzało się glinom, a może prowadził akcję pod przykrywką. Pytanie o wąs było istotniejsze.
Nie miała pojęcia, co tu robi, i czy powinna się martwić, że na niego wpadła, ale miał tę ogromną zaletę, że nie był jej wujkiem (nie chciała z nim teraz rozmawiać), ani nikim innym z rodziny (z nimi też nie chciała teraz rozmawiać), ani żadnym z przyjaciół (bardzo by nie chciała, żeby ją tutaj zobaczyli).
Nie była pewna, czy chce rozmawiać z nim, ale tak po zastanowieniu, to był tutaj chyba lepszym towarzystwem w tej chwili niż ktokolwiek inny, kogo znała. On się przynajmniej nie przejmie widząc, że Brenna pije.
– Merlinie, myślałam, że jesteś moim wujkiem – wyrwało się jej, co mogło brzmieć bardzo absurdalnie, kiedy się nie wiedziało, że bar naprawdę należał do jej wujka, a podejrzewała, że Woody niekoniecznie się swoim prawdziwym nazwiskiem akurat Atreusowi chwalił. W ciemnościach, widząc głównie kapelusz, a kto normalny nosił kapelusze na Nokturnie, już była pewna, że ten ją dopadł, zacznie robić wyrzuty albo zagrozi, że o wszystkim napisze ciotce. – Do niektórych nosów pięści pasują d o s k o n a l e. Zaprzeczysz? – spytała, prawie wyzywająco. Głos jeszcze nie był bełkotliwy: owszem, wypiła jednego drinka, i owszem, nie była już trzeźwa, a w sumie była w najbardziej nietrzeźwym stanie od jakichś pięciu lat, przez co język rozwiązywał się jej jeszcze bardziej niż zwykle, ale nie była też jeszcze pijana.
– Zastanawiałam się, czy Tramp rzuca na te szklanki chłoszczyć częściej niż raz w tygodniu – przyznała zaraz uczciwie. Trochę stereotypowym wizerunkiem barmana było stanie i wycieranie tych kufli, i Woody na pewno to robił, ale Brenna miała wrażenie, że mógł wycierać ten sam kufel raz za razem. Uniosła jednak naczynie do ust i wypiła prawie połowę, a potem skrzywiła się lekko, bo Atreus miał rację: to była lura. Tyle że gdyby szukała czegoś, co nie smakuje paskudnie, nie przyszłaby tutaj, a ukradła coś z piwnicy dziadka. – To tego wąsa nie wolno obrażać? – zapytała, unosząc wzrok na Atreusa i jego wąsa. Przez moment miała ochotę spytać, co tutaj właściwie robił, ale… czy to miało znaczenie? Może przyszedł się uchlać na Nokturnie, jak ponoć często zdarzało się glinom, a może prowadził akcję pod przykrywką. Pytanie o wąs było istotniejsze.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.