Bardzo dobrze czuła się z tym, że zaczęli tworzyć swój mały świat z dala od innych ludzi. Mieli szansę poznać się chyba na każdym możliwym poziomie. Przeszli różne etapy tej znajomości, nim doszli do tego finalnego, który podobał jej się najbardziej ze wszystkich dotychczasowych. Właściwie już dawno wiedziała, że tego właśnie pragnie, ale droga do tego, co zaczęli razem tworzyć była dosyć mocno wyboista, pełna wzlotów, upadków i niedopowiedzeń. Na szczęście to wszystko było już za nimi. Mogli się po prostu cieszyć tym, co udało im się osiągnąć. To wcale nie było takie proste i oczywiste, jakby się mogło na początku wydawać. Zresztą dalej się docierali, uczyli pewnych zachowań, które miały ułatwić im wspólną egzystencję.
Dosyć długo prowadzili życie singli, co miało swoje minusy. Nie przywykli do tego, aby dzielić się z kimkolwiek swoimi lękami i przemyśleniami, teraz było inaczej. Chciała, aby wiedział o niej wszystko, nie miała zamiaru nic przed nim ukrywać, wiedziała, że to nie przyniosłoby niczego dobrego, wręcz przeciwnie mogło skomplikować to, co zaczęli razem budować. Tak było lepiej, gdy wszystko stało się jasne.
Ceniła sobie jego szczerość, próby powiedzenia jej o wszystkich sprawach, które nie były szczególnie wygodne, to wymagało zaufania. Cieszyło ją to, że mieli do tego podobne podejście, bo dzięki temu czuła, że może się przed nim w pełni otworzyć, nie musiała uważać, bo odwdzięczał się jej tym samym. Ta wzajemność była dla niej czymś zupełnie nowym, ale zaczęła jej się podobać, doceniała to wszystko, co udało im się razem osiągnąć, bo wymagało to też lekkiej gimnastyki przez ich dosyć podobne i nie ma się co oszukiwać trudne charaktery. Oczywiście nadal bywały momenty, w których zastanawiała się, czy powinna była mu wydrapać oczy, czy wręcz przeciwnie przyciągnąć go do siebie i zamknąć mu usta pocałunkiem, ale nie sądziła, żeby to mogło się kiedykolwiek zmienić. Nie z ich temperamentami.
Dobrze jej było w tym miejscu, w którym się znajdowali. Może zajęło im trochę czasu, aby to osiągnąć, ale uważała, że gra była warta świeczki, krążyli przecież wokół siebie od kilku lat, przeżyli razem naprawdę sporo i zakończyło się to całkiem spektakularnym finałem. Jasne, wiedziała, że dopiero zaczęli nowy etap swojego życia, ale nie sądziła, żeby miał się on kiedykolwiek skończyć, nie zamierzała do tego dopuścić, za bardzo się do niego zbliżyła, za bardzo się przed nim otworzyła. Wiedziała, że takie relacje są odbierane jako słabość, bo dzięki temu łatwiej było ją skrzywdzić, kiedy pojawił się ktoś na kim faktycznie jej zależało, ale nie wydawała się jej tym przejmować. Naprawdę tego chciała, chociaż kiedyś w ogóle nie brała pod uwagę możliwości, że zbliży się do kogoś tak bardzo. Jak widać nie warto mówić nigdy, bo los udowdoni ci, że wszystko zależy od dnia i godziny i odpowiedniej osobie, która pojawi się w twoim życiu.
- Nie, nie dziwię. - Wcale jej to nie zaskakiwało. Miała mocno nakreśloną opinię jeśli chodzi o instytucję, którą było ministerstwo. Nie była ona szczególnie pozytywna. W swojej opinii mogła negować sposób działania urzędu, bo zaliczyła krótki staż w tamtym miejscu. Nie wyniosła z niego nic ciekawego, poza niechęcią do tej instytucji, to mówiło samo za siebie. - Zgadzam się z tym, chociaż oni zrobili to całkiem spektakularnie, widać było, że opowiadają się po jedynej, słusznej stronie. - Rezygnacja z wysokich stanowisk mogła przynieść więcej szkody niż pożytku, aczkolwiek nie można było powiedzieć, że nie zrobili tego całkiem spektakularnie. Zrazili do siebie całe środowisko urzędasów, a przynajmniej z pozoru. Miała świadomość, że pewnie wielu zrobiłoby to samo, jednak nie chcieli oddać swoich stołków. Mulciberowie mieli w przeciwieństwie do nich nieco odwagi. Widać woleli żyć zgodnie z własnymi zasadami, niżeli wykonywać rozkazy mugolaka.
Jej ojciec również porzucił swój stołek, w sumie zbiegło się to z jego wypadkiem, aczkolwiek już wcześniej wspominał jej o tym, że chce się pozbyć swojego stanowiska. Jej rodzina nie pragnęła władzy, raczej świętego spokoju i życia na odludziu w swojej Walii. Tak było wygodniej, nie trzeba było na siłę szukać koneksji, czy angażować się w polityczne rozgrywki. To było chyba najprostszym rozwiązaniem, aby mieć święty spokój. Wydawało jej się zresztą, że ojcu nie służyło mieszkanie w Londynie, miała świadomość, że to nie było zgodne z tym, co faktycznie lubił robić. Trochę poświęcił się dla nich, dla większego dobra, aby jej rodzina miała zagwarantowaną odpowiednią pozycję. Na szczęście to było już za nimi. Nie wyobrażała sobie ile musiało go kosztować to zamknięcie w klatce, którą było ministerstwo. Może nie spokorniał tam całkowicie, ale jednak próbował się dostosowywać do ludzi, których miał wokół siebie. Ona chyba nigdy nie byłaby w stanie tego zrobić, bez względu na to, co mogłaby osiągnąć dzięki przyjęciu podobnej propozycji. Na szczęście nie musiała się tym przejmować. Mogła robić to na co miała ochotę, miała na to przyzwolenie swojej rodziny, może poza matką, która wolałaby ją widzieć w jakiejś stałej pracy, tyle, że jej zdanie nie było, aż tak ważne. Dopóki ojciec akceptował wszystkie podejmowane przez nią decyzję to nie musiała się niczym martwić. To było bardzo wygodne, nie bez powodu też akurat jego owinęła sobie wokół palca, wiedziała, że spełni każde jej zachcianki i zaaprobuje wszystkie głupie pomysły, które wpadną jej do głowy.
- Lista robi się coraz dłuższa, nie wiem, czy jesteś w stanie poradzić sobie z tyloma osobami. - Całkiem zabawna wydawała się jej wizja Ambroisa zazdrosnego o niego samego. Miał świadomość, że w jej życiu nie było miejsca dla nikogo innego. Liczył się tylko on. Jak widać też był dla niej wszystkim, uzdrowicielem, partnerem, wspólnikiem w zbrodni, pasował do każdej roli, która tylko się jej nasuwała. Nie potrzebowała nikogo więcej, po co by jej to było skoro aktualnie miała wszystko pod postacią jednej osoby. Wydawało jej się, że ta ich więź jest czymś niesamowitym, czego nie wszyscy mają szansę zaznać. To było zdecydowanie silniejsze, mogłaby się nawet odważyć nazwać to połączeniem dusz, chociaż nie wydawało jej się, że są w ogóle możliwe takie dziwne opcje. Najwyraźniej nigdy wcześniej nie była świadoma tego, jak bardzo można zbliżyć się do drugiego człowieka.
Nie miała problemu z tym, aby sięgać po to, na co miała ochotę. Zresztą sam ją do tego zachęcił, teraz nie było już odwrotu, wręcz przeciwnie, czekała ich droga ku zaspokojeniu silnej, palącej potrzeby, którą czuła pod swoją skórą. Wiedziała, że nie jest w tym osamotniona, bo znała go na tyle, że potrafiła wyczuć, czego oczekiwał. Sama go zresztą podjudzała przez cały ten leśny spacer. Nawet nie zakładała, że będą mieli możliwość tak szybko zaspokoić swoje żądze.
Pokusa była zbyt wielka, aby jej nie zrealizować, szczególnie kiedy ich usta już się do siebie zbliżyły, teraz nie było innej możliwości, jak w pełni zatonąć w tym uczuciu pożądania.
Zazwyczaj mężczyźni byli dla niej niczym zapałki. Stawali dla niej w płomieniach, a ona później nimi potrząsała, aby ich zgasić i wrzucała do pierwszej lepszej popielniczki. Pozbywała się ich niczym zupełnie niepotrzebnego problemu. Jeśli chodzi o Ambroisa było zupełnie inaczej. Zależało jej na tym, aby płomień, który się pojawiał połączył ich razem, by mogli osiągnąć szczyty, których nikt nigdy nie zdobywał.
Opętana pożądaniem nie przestawała ani na moment całować jego ciała. Wiedziała jednak, że to nie wystarczy, potrzebowała więcej, i wiedziała, że on jest w stanie to jej dać tu i teraz. Na nikogo innego nie reagowała w ten sposób.
Spodnie, które tak bardzo lubiła znowu okazały się być całkiem problematycznym elementem garderoby, w przypadku wyjść do lasu niestety nie potrafiła znaleźć jednak innych, lepszych możliwości. Musieli sobie jakoś z tym radzić. Całkiem zgrabnie pozbyła się jego koszuli, nie sądziła jednak, że będzie nadawała się do ponownego założenia, nie wydawało jej się jednak, żeby miał to jej za złe, na pewno jej to wybaczy.
W końcu mogła dotknąć jego klatki piersiowej, jej usta powoli wyznaczały na niej ślady pocałunkami. Dłonie schodziły za to coraz niżej, musiała pozbyć się jego spodni, które aktualnie również jej przeszkadzały, były mu zupełnie niepotrzebne, w tym przypadku jednak starała się to zrobić nieco delikatniej, bo była świadoma tego, że będą musieli jakąś stąd wrócić, całkiem zgrabnie poszło jej rozpięcie guzika. Tak właściwie to nie potrzebowała nic więcej, tylko tego, aby zsunęli z siebie te niepotrzebne spodnie i przeszli do rzeczy, zależało jej na tym aby stało się to jak najszybciej, bo palące uczucie, które rozchodziło się niemalże po całym jej ciele pragnęło zostać zaspokojone właśnie w tej chwili.