20.01.2023, 21:33 ✶
Dopiero po dłuższej chwili do jego kociej głowy dotarło, że Fergus jest... jak oni to mówią? Upijany? Utopiony? Pity? Uch, wlał w siebie to coś co odbiera zdolności intelektualne i równowagę. Zmarszczył swój koci nos choć warstwa futra na pyszczku uniemożliwiała dostrzeżenie tego jakże istotnego detalu. Odsłonił dziąsła i zęby, sycząc na niego ostrzegawczo.
- Nie. Dotykaj. Mojego. Brzucha. - rzucił gniewnie w jego stronę, wyginając się tak aby jego ręka nie mogła dotknąć tak czułego miejsca.
- Mówiłem ci, że pączki z alkoholem nie są dla ciebie. To ogłupia. - wygiął się i szorstkim językiem przesunął po tej części sierści gdzie palce Fergusa go lekko smagnęły. Ułożył włoski tak jak należy, nie może przecież pokazywać się tak potargany, prawda? Tym bardziej miał ochotę zakończyć swój spacer pomiędzy kochaną, urokliwą Norą a bladym nieznajomym. Głowa Fergusa opadała, co sugerowało rychłą śmierć? A nie, oddychał więc po prostu miał stracić przytomność po to, aby nad ranem obudzić się i rzygać. Bleh. Zdecydowanie wolał Olivandera trzeźwego bo i czasem nachodziła go ochota przyjść po pogłaskanie. Wyprostował kręgosłup i uniósł dumnie głowę otuloną grubą warstwą rudo-białej grzywy.
- Występy? Wyśmienicie. Potrzebujemy tu muzyki równie wybitnej co wyroby Nory. - omiótł puszystym ogonem dłonie Nory, jakby chcąc regularnie utrzymywać z nią bliski kontakt fizyczny. Biło od niej ciepło i miły zapach. Póki co nie ocierał się o nią jak wytęskniony szaleniec bowiem do jego uszu dobiegł ledwie słyszalny szept Fergusa. Poruszył trójkątnymi uszami, jedno z nich obracając w kierunku słabo pachnącego mężczyzny.
- Podoba mi się twój zamysł. Omówmy go dopiero gdy wymienię uprzejmości z nowym gościem. - odparł cicho ale nie na tyle, aby pozostała dwójka miała tego nie usłyszeć. Wiele był uczynić dla tuńczyka. Dobrze Olivander zaczynał... lecz czy równie dobrze skończy? Konspiracje w obecności innych osób są dosyć słabym układem. Nie chciał wszak odstraszyć Sauriela brakiem znajomości zasad zachowania przy stole. Poza tym... podobał mu się odruchowo rzucony komplement. Uszy obróciły się przodem do przemawiającego jegomościa. Uśmiech też był niczego sobie, taki szczery, taki obiecujący tonę smakołyków jeśli uda się dogadać. Instynktownie wyczuwał osoby kochające zwierzęta, a zwłaszcza koty. Z tego też powodu podniósł zad a jego ogon uniósł się krańcem w kierunku sufitu... a tak reagował w głównej mierze na Norę i najmilszych (najładniej pachnących) jej przyjaciół. Wyciągnął głowę w jego stronę, niuchając zapach.
- Rad jestem słysząc tak zacne słowa od nowo poznanej osoby. - podziękował uprzejmie za komplement i opuścił głowę, przysuwając nos do ręki Sauriela. Coś mu jeszcze bardziej nie grało. Ogon nieco obniżył, zwijając jedynie końcówkę na bok, co zdradzało zaintrygowanie ale też niepokój.
- Nader je uwielbiam choć NIEKTÓRZY nie są chętni nawet wyciągnąć do mnie powitalnie dłoni... - nie, wcale nie mówił o leżącej na stole głowie Fergusa. Oczywiście żywił do niego żal, że nie został nawet podrapany za uchem. Chciał go odepchnąć! Cóż za brak pomyślunku, meh.
Podszedł bliżej rąk Sauriela i wcisnął czubek głowy do jego dłoni, ocierając się o jej wnętrze i dając mu jasny sygnał, że tu teraz ma drapać. Nie brzuch, nie grzbiet, nie łapy. Za uchem, pod brodą, w gęstwinie grzywy. Przymknął ślepia co było nieodzownym znakiem przyjemności...
- O tak... tu drap... - wymruczał a jego ciało lekko wibrowało jakby od nieśmiało. Nie przeszkadzały mu zimne ręce Sauriela bowiem ludzie często chodzili z chłodnymi dłońmi nawet i w połowie wiosny. Pozwalał mu się drapać, rozwalił się swoim majestatem na samym środku stolika gdy rozluźnienie atakowało powoli każdy mięsień kociego ciała. Mmm... o tak, tego mu dzisiaj brakowało. Och, jakie to cudowne, idealnie wyważone drapanie, jeszcze, jeszcze. tak, pod brodą, tu niżej, tam z boku... Dopiero gdy Sauriel przesunął rękę nie tam, gdzie powinien - a Salem miał takie newralgiczne miejsca o których ludziom się nie śniło - obronił się instynktownie, łapiąc jego rękę łapkami i wbijając krańce pazurów w jego naskórek: Szpiczastymi zębami zahaczył skórę tuż przy smukłych palcach, zatrzymując tym samym ruch dłoni.
- Tu nie wolno drapać. - wymamrotał odsuwając pysk. I wtedy to zauważył. Dziurki po swoich zębach na jego dłoni. Puste dziurki, zero kropelek krwi. Jego ogon się napuszył a on z dzikiem sykiem poderwał się gwałtownie do pionu, strącając ogonem szklankę i przyjmując pozycję ostrzegawczą: szpiczaste uszy przyłożone ciasno do czaszki, odsłonięte kły górne i dolne, brzuch przyczepiony do stolika a zad z napuszonym ogonem wyżej niż serce.
Wystraszył się ale nie wiedział czemu. Nie potrafił powiedzieć co go spłoszyło ale fakt faktem coś było nie tak. Zastygł w tej pozycji gotów bronić się pazurem przed kolejnym dotykiem. To instynkt, a nie intensywny pomyślunek.
- Nie. Dotykaj. Mojego. Brzucha. - rzucił gniewnie w jego stronę, wyginając się tak aby jego ręka nie mogła dotknąć tak czułego miejsca.
- Mówiłem ci, że pączki z alkoholem nie są dla ciebie. To ogłupia. - wygiął się i szorstkim językiem przesunął po tej części sierści gdzie palce Fergusa go lekko smagnęły. Ułożył włoski tak jak należy, nie może przecież pokazywać się tak potargany, prawda? Tym bardziej miał ochotę zakończyć swój spacer pomiędzy kochaną, urokliwą Norą a bladym nieznajomym. Głowa Fergusa opadała, co sugerowało rychłą śmierć? A nie, oddychał więc po prostu miał stracić przytomność po to, aby nad ranem obudzić się i rzygać. Bleh. Zdecydowanie wolał Olivandera trzeźwego bo i czasem nachodziła go ochota przyjść po pogłaskanie. Wyprostował kręgosłup i uniósł dumnie głowę otuloną grubą warstwą rudo-białej grzywy.
- Występy? Wyśmienicie. Potrzebujemy tu muzyki równie wybitnej co wyroby Nory. - omiótł puszystym ogonem dłonie Nory, jakby chcąc regularnie utrzymywać z nią bliski kontakt fizyczny. Biło od niej ciepło i miły zapach. Póki co nie ocierał się o nią jak wytęskniony szaleniec bowiem do jego uszu dobiegł ledwie słyszalny szept Fergusa. Poruszył trójkątnymi uszami, jedno z nich obracając w kierunku słabo pachnącego mężczyzny.
- Podoba mi się twój zamysł. Omówmy go dopiero gdy wymienię uprzejmości z nowym gościem. - odparł cicho ale nie na tyle, aby pozostała dwójka miała tego nie usłyszeć. Wiele był uczynić dla tuńczyka. Dobrze Olivander zaczynał... lecz czy równie dobrze skończy? Konspiracje w obecności innych osób są dosyć słabym układem. Nie chciał wszak odstraszyć Sauriela brakiem znajomości zasad zachowania przy stole. Poza tym... podobał mu się odruchowo rzucony komplement. Uszy obróciły się przodem do przemawiającego jegomościa. Uśmiech też był niczego sobie, taki szczery, taki obiecujący tonę smakołyków jeśli uda się dogadać. Instynktownie wyczuwał osoby kochające zwierzęta, a zwłaszcza koty. Z tego też powodu podniósł zad a jego ogon uniósł się krańcem w kierunku sufitu... a tak reagował w głównej mierze na Norę i najmilszych (najładniej pachnących) jej przyjaciół. Wyciągnął głowę w jego stronę, niuchając zapach.
- Rad jestem słysząc tak zacne słowa od nowo poznanej osoby. - podziękował uprzejmie za komplement i opuścił głowę, przysuwając nos do ręki Sauriela. Coś mu jeszcze bardziej nie grało. Ogon nieco obniżył, zwijając jedynie końcówkę na bok, co zdradzało zaintrygowanie ale też niepokój.
- Nader je uwielbiam choć NIEKTÓRZY nie są chętni nawet wyciągnąć do mnie powitalnie dłoni... - nie, wcale nie mówił o leżącej na stole głowie Fergusa. Oczywiście żywił do niego żal, że nie został nawet podrapany za uchem. Chciał go odepchnąć! Cóż za brak pomyślunku, meh.
Podszedł bliżej rąk Sauriela i wcisnął czubek głowy do jego dłoni, ocierając się o jej wnętrze i dając mu jasny sygnał, że tu teraz ma drapać. Nie brzuch, nie grzbiet, nie łapy. Za uchem, pod brodą, w gęstwinie grzywy. Przymknął ślepia co było nieodzownym znakiem przyjemności...
- O tak... tu drap... - wymruczał a jego ciało lekko wibrowało jakby od nieśmiało. Nie przeszkadzały mu zimne ręce Sauriela bowiem ludzie często chodzili z chłodnymi dłońmi nawet i w połowie wiosny. Pozwalał mu się drapać, rozwalił się swoim majestatem na samym środku stolika gdy rozluźnienie atakowało powoli każdy mięsień kociego ciała. Mmm... o tak, tego mu dzisiaj brakowało. Och, jakie to cudowne, idealnie wyważone drapanie, jeszcze, jeszcze. tak, pod brodą, tu niżej, tam z boku... Dopiero gdy Sauriel przesunął rękę nie tam, gdzie powinien - a Salem miał takie newralgiczne miejsca o których ludziom się nie śniło - obronił się instynktownie, łapiąc jego rękę łapkami i wbijając krańce pazurów w jego naskórek: Szpiczastymi zębami zahaczył skórę tuż przy smukłych palcach, zatrzymując tym samym ruch dłoni.
- Tu nie wolno drapać. - wymamrotał odsuwając pysk. I wtedy to zauważył. Dziurki po swoich zębach na jego dłoni. Puste dziurki, zero kropelek krwi. Jego ogon się napuszył a on z dzikiem sykiem poderwał się gwałtownie do pionu, strącając ogonem szklankę i przyjmując pozycję ostrzegawczą: szpiczaste uszy przyłożone ciasno do czaszki, odsłonięte kły górne i dolne, brzuch przyczepiony do stolika a zad z napuszonym ogonem wyżej niż serce.
Wystraszył się ale nie wiedział czemu. Nie potrafił powiedzieć co go spłoszyło ale fakt faktem coś było nie tak. Zastygł w tej pozycji gotów bronić się pazurem przed kolejnym dotykiem. To instynkt, a nie intensywny pomyślunek.