20.01.2023, 21:48 ✶
Mabel była u ciotki Brenny ząś Nora z Erikiem pojechali po nową dostawę składników na pączki, ptysie i eklerki. Miał nadzieję, że młodociana Frigg wyraźnie napisała na liście zakupów "puszki tuńczyka". Musiał jakoś namówić córkę Nory do pomocy. Zasugerował, że dopisanie tej informacji ściśle wiąże się z faktem puszczenia w niepamięć jej pogubionych po klubokawiarni cukrowych myszy. Łapał je przez cały dzień i to na tyle dyskretnie, aby klientela nie uciekła w popłochu. Układ został zawarty, oboje byli zadowoleni więc każde poszło w swoją stronę.
Został w klubokawiarni sam na kilka godzin. Nie było to dla niego niczym nadzwyczajnym bowiem często obsługiwał klientów samodzielnie. Nawet nie robiło na nim już wrażenia ich zaskoczenie gdy dowiadywali się, że to kot będzie dostarczać im zamówienie. Usłyszawszy brzdęk dzwoneczka, informującego o nowym gościu, zaprzestał namiętnego wyczesywania swojej grzywy. Klient nie czekał długo, raptem dwie minuty. Rudo-biały kot znienacka wskoczył na blat kontuaru i odezwał się zwyczajnym głosem.
- Witam serdecznie w klubokawiarni Nory. - a brzmiał niczym zawodowy komentator. Podczas mówienia poruszał pyszczkiem tak, jakby naprawdę ruchami języka składał sylaby w słowa. Niezbadana jest magia rodu Frigg. Zatrzymał ślepia na mężczyźnie otoczonego mieszanką zapachów kojarzących się z wiatrem, pośpiechem i wiosną.
- Tu ma pan naszą kartę smakołyków. - łapą wskazał białe menu z logiem klubokawiarni. - Dzisiejszym smakołykiem dnia jest pączek z nadzieniem czekoladowo-miętowym. Zamawiając go w zestawie z capuccino płaci pan kilkanaście sykli mniej. Gorąco polecam. Jeśli jednak mięta to nie pana gust to zaproponuję wgląd na stronę szóstą, gdzie spisane ma pan wszystkie dostępne dzisiaj smaki nadzienia. - poruszył wąsami i utkwił wzrok na twarzy klienta. Miło mu z oczu patrzyło, przypominał tych, co przychodzą tu w weekend dziesiątkami.
Został w klubokawiarni sam na kilka godzin. Nie było to dla niego niczym nadzwyczajnym bowiem często obsługiwał klientów samodzielnie. Nawet nie robiło na nim już wrażenia ich zaskoczenie gdy dowiadywali się, że to kot będzie dostarczać im zamówienie. Usłyszawszy brzdęk dzwoneczka, informującego o nowym gościu, zaprzestał namiętnego wyczesywania swojej grzywy. Klient nie czekał długo, raptem dwie minuty. Rudo-biały kot znienacka wskoczył na blat kontuaru i odezwał się zwyczajnym głosem.
- Witam serdecznie w klubokawiarni Nory. - a brzmiał niczym zawodowy komentator. Podczas mówienia poruszał pyszczkiem tak, jakby naprawdę ruchami języka składał sylaby w słowa. Niezbadana jest magia rodu Frigg. Zatrzymał ślepia na mężczyźnie otoczonego mieszanką zapachów kojarzących się z wiatrem, pośpiechem i wiosną.
- Tu ma pan naszą kartę smakołyków. - łapą wskazał białe menu z logiem klubokawiarni. - Dzisiejszym smakołykiem dnia jest pączek z nadzieniem czekoladowo-miętowym. Zamawiając go w zestawie z capuccino płaci pan kilkanaście sykli mniej. Gorąco polecam. Jeśli jednak mięta to nie pana gust to zaproponuję wgląd na stronę szóstą, gdzie spisane ma pan wszystkie dostępne dzisiaj smaki nadzienia. - poruszył wąsami i utkwił wzrok na twarzy klienta. Miło mu z oczu patrzyło, przypominał tych, co przychodzą tu w weekend dziesiątkami.