Dźwięki. Zapachy. Obrazy. Odczucia.
Sięgało do niego wiele czynników, które niemal wyły jednym głosem, że nie powinno go tu być. Że nie powinien zapuszczać się w te tereny. Że powinien zabierać stąd swój (przynajmniej w tej chwili i formie) włochaty zadek z małym ogonkiem i po prostu spieprzać.
Instynkt działał, oczywiście, ale był spychany przez tę bardziej “ludzką” część świadomości, która nakazywała mu biec dalej. Zostać wśród tych drzew i podążać za wilkołakiem, który był przecież człowiekiem. Człowiekiem, któremu groziło niebezpieczeństwo.
I nie chodziło o zgrywanie pieprzonego bohatera, który był w stanie przeciwstawić się wszelkiemu złu w obronie uciśnionych. Chociaż młody, Nikolai nie był na tyle głupi, by pchać się w najniebezpieczniejsze zakątki świata tylko dlatego, że miał przy sobie różdżkę. I z całą pewnością, gdyby za dziewczyną-wilkołakiem podążył ktoś, kto miał o wiele większą wiedzę i doświadczenie, niż on, z całą pewnością zostawiłby sprawę w rękach (albo łapach) “dorosłych) i po prostu czekałby na jakiekolwiek informacje w gazetach.
Nie wiedział, że za wilkołaczą dziewczyną podążał ktoś jeszcze. Zastrzygł uchem, bo gdzieś tam docierał do niego tupot małych łapek, ale wzrok cały czas skupiony był na wilkołaku. Nie zwrócił więc większej uwagi na podążającego za nimi skunksa. I nie mógł również wiedzieć, że za formą małego, puchatego zwierzaczka kryła się łowczyni, która w lipcu próbowała go ustrzelić. I nie miało to w tym momencie najmniejszego znaczenia.
Niedźwiedź patrzył na wilkołaka z dystansu. Nie zbliżał się za bardzo, by nie prowokować drugiego zmiennego, obnażającego swoje kły. Patrzył na niego, a na jego skowyt odpowiedział krótkim sapnięciem. Czy byłby w stanie dotrzeć do człowieczej świadomości wilkołaka? Nie było mu dane przekonać się, bo wilk znów ruszył. A Nikolai ruszył za nim, wciąż zachowując dystans, chcąc pokazać wilkołakowi, że tak, będzie za nim podążał, ale nie stanowi dla niego zagrożenia.
A dalej biegli, tym bardziej dziwna Obecność stawała się namacalna. Niemal kleiła się do futra. Gdzieś po boku mignęło mu kilka… Nie, kilkanaście jasnych punktów.
Tępe ślepia śledziły ich pogoń.